Zagadnienie męskości i kobiecości uważane jest za kwestię kulturową, jednak zanim była kultura to była biologia. Dziś też jest i ma się dobrze… Męskość i kobiecość to też wiele zachowań, które czasem związane są z płcią, a czasem nie. To pierwszy wpis będący pewnym punktem wyjścia do dalszych rozważań o energii męskiej i żeńskiej.
Kobiety i mężczyźni – wbrew temu co instaluje dzisiejszy przekaz – jednak się od siebie różnią. Niektórych to zdenerwuje, ale – pomijając obarczenia kulturowe – w pewnych rzeczach lepsze od mężczyzn są kobiety, a w innych mężczyźni są lepsi od kobiet. Zbadali to dokładnie neurobiolodzy potwierdzając, że mózgi mamy inne i te same cele realizujemy różnymi strategiami. W przeciwieństwie do zwierząt, oprócz mózgu, mamy jednak jeszcze rozum. I jest on wart użycia zarówno do zrozumienia niektórych zachowań jak i zatrzymania się i refleksji nad nimi.
Najważniejszym celem biologicznym jest podtrzymanie gatunku. Masa naszych zachowań jest temu podporządkowana, czy nam się to podoba czy nie. Jakby nie było, oprócz bycia ludźmi jesteśmy też nieco zwierzętami. Z czasem kultura czy religia zaczęły te zachowania regulować, normować, piętnować czy kształtować, jednak tym razem pozostaję przy czystej biologii i komentarzu jej konsekwencji dla niektórych zachowań ludzi.
Strategia rozrodcza determinuje masę zachowań i tu zachodzą kluczowe różnice. W przypadku rozmnażania się ssaków jest wielka różnica w tym jaki koszt rozrodu ponosi samiec, a jaki samica.
Samiec inwestuje bardzo niewiele czasu i energii w podtrzymanie gatunku. Nie mówiąc o późniejszej – poza nielicznymi wyjątkami – opiece nad potomstwem. Naturalnie samiec stawia więc na ilość, zamiast na jakość. W dużej próbce spłodzonego potomstwa coś „na ludzi” wyrośnie, więc można sobie pójść i „siać” dalej…
Koszt wydania na świat potomstwa dla samicy jest natomiast potężny i czasem oznacza narażanie zdrowia czy nawet życia. Zarówno ciąża jak i wczesne lata opieki to ogromny koszt energetyczny dla organizmu. Wybór partnera to dobry moment aby się jednak zatrzymać, zastanowić i postawić na jakość. Samica – przynajmniej w świecie zwierząt – dobiera więc partnera z rozwagą, w świecie ludzi już niekoniecznie, ale wykracza to poza ramy tego wpisu i będzie przedmiotem innych. W świecie naszych braci mniejszych, ten samiec, który bardziej utrudni sobie życie nosząc np. potężne poroże czy ogon z piór, udowadnia, że jest wystarczająco zdrowy i silny.
Konsekwencją takiej strategii rozrodczej u ludzi są np. „męskie” profesje. Odwołam się do przywoływanego przez prof. Vetulaniego przykładu stada. Mamy stado 10 samic i 10 samców: samica może wydać na świat jedno młode rocznie, potencjał rozrodczy stada to 10 młodych na rok. Jeśli zginie 8 samców, pozostałych 2 bez problemu sobie poradzi i utrzyma możliwości stada. Jeśli zginie choćby jedna samica sytuacja drastycznie się zmienia. Panowie – trudna pigułka do przełknięcia – płeć żeńska jest więc biologicznie cenniejsza…
Samce, w świetle podtrzymywania gatunku, są po prostu nośnikami genów. Są płcią mniej cenną, a ich liczba nieznacznie wpływa na potencjał rozrodczy stada. Liczba samców, ich sprawność i siła zapewniają bezpieczeństwo i ochronę samicom. I tu pojawia się pierwsza kwestia energii męskiej – siła fizyczna, zapewnianie bezpieczeństwa, polowanie, dbanie na zewnątrz o dobrostan stada i narażanie się na ryzyko. Wpisuje się to w strategię rozrodczą: samiec jako płeć „na rozkurz” może się narażać i zginąć bez większych konsekwencji dla rozrodczości stada. Stąd właśnie skupienie na obronie dzieci oraz kobiet i zawody związane z wojną, walką, zapewnianiem im bezpieczeństwa związanym z dużym ryzykiem utraty zdrowia i życia są uznawane „męskie”. Z czasem zostało to mocno opakowane kulturowo, jednak korzenie są czysto biologiczne.
Koncentracja, zadaniowość, szukanie rozwiązań i działanie poza grotą czy gniazdem to również cechy energii męskiej. Przysłowiowe „polowanie” wymaga postawienia sobie celu, determinacji, szukania sposobu na jego rozwiązanie i skupienia na zadaniu. Decyzyjność, skuteczność, dowodzenie czy bycie wodzem czy liderem też się tu mieści. Dziś te cechy są równie przydatne niż w czasach nieco dawniejszych, podobnie jak przynoszenie „zdobyczy” do domu i zapewnianie bezpieczeństwa. Jedną z najważniejszych potrzeb kobiet niezmiennie jest właśnie poczucie bezpieczeństwa. Ma to swoje biologiczne korzenie w tym, że samica w ciąży, czy opiekująca się młodym, jest ograniczona ruchowo, mniej sprawna, bardziej zależna i podatna na ataki. Dlatego mężczyzna, który zapewnia szeroko rozumiane bezpieczeństwo jest i będzie atrakcyjny.
Facet ma dużo zarabiać, albo jak będę dużo zarabiał to będę atrakcyjny. To częste przekonania, skupiające się jednak niekoniecznie na tym, co ważne, podobnie jak podejście, że atrakcyjność kobiety zależy od jej wyglądu. Nie chodzi o bycie bogatym tylko o umiejętności pozwalające bogatym się stawać. Jeśli celem jest stan konta to skupiamy się na wyniku, a nie tym, co do niego prowadzi. Jeśli taki ktoś zbankrutuje będzie miał spory problem, ktoś skupiony na umiejętnościach wyciągnie wnioski i biznes odbuduje bo jest świadom wiedzy i doświadczenia jakie ma. Bez względu na stan konta. Taka pewność siebie jest u mężczyzny atrakcyjna bo daje właśnie poczucie bezpieczeństwa.
Samiec daje nasienie, samica je przyjmuje. Mamy kontynuację w głębszym rozumowaniu: energia męska daje, energia żeńska przyjmuje. Stąd umiejętność dawania wszelkich rzeczy przez mężczyznę i oraz umiejętność ich przyjmowania przez kobietę i wdzięczność w stronę partnera są tak ogromnie ważne. Energia męska to w tej sytuacji też pewna forma dominacji i uległości.
Samica biologicznie jest gniazdownikiem i zbieraczem. Dba o potomstwo (w szczególności w najwcześniejszych etapach życia), o „jaskinię” i ognisko domowe. Troszczy się o bezpieczeństwo w najbliższym otoczeniu, podczas gdy samiec robi to na zewnątrz. Potrafi robić wiele rzeczy na raz, tj. szybko przestawiać się z jednych na drugie, bo wielozadaniowość to jednak mit. Skupia się bardziej na czuciu i obserwacji, żeby odgadywać potrzeby i emocje młodych. Dziś skłonności kobiet do „zbieractwa” są wykorzystywane głównie w marketingu, konstrukcji galerii handlowych, ułożeniu towaru i masy innych technik wpływu opartych na tym głębokim mechanizmie. Ten sam marketing pompuje ego i skłania mężczyzn do „zdobywania” i inwestowania w „pawie ogony” zamiast skupienia się na wnętrzu i wartościach.
Samiec koncentruje się na działaniu i zapewnianiu bezpieczeństwa potomstwu poza gniazdem. Wyprawy na pierwsze łowy i przyuczanie chłopców do przetrwania i skutecznej walki jest kulturowym przykładem. Często odbywało się dość przemocowo (np. Sparta) gdzie dzieci w pewnym wieku były zabierane od matek. Chłopcy w wielu kulturach przechodzili brutalne inicjacje, po których stawali się mężczyznami i wyzbywali się tego co dziecięce. Dziś zamiast dziecko przygotowywać do drogi to często przygotowywuje się drogę do dziecka…
Obecnie wyjście z gniazda bywa bardzo przedłużone. Normą staje się mieszkanie w domu rodzinnym w wieku 30 i więcej lat, brak udziału w kosztach życia czy funkcjonowanie na utrzymaniu rodziców. Energia męska w postaci inicjatywy, odwagi i działania poza gniazdem słabnie. Współczesny wzorzec męski często zamiast motywować do samodzielności mówi „uważaj” i „nie biegaj”. Często najbardziej decyzyjną osobą w domu jest kobieta, a mężczyzna jest kolejnym dzieckiem. Bo jest może i „duży”, ale ani męski, ani dorosły, ani dojrzały. „Męskość” zaczyna się przejawiać w „pawim ogonie” wystylizowanej u barbera brody i kraciastej koszuli, w postaci samochodu czy coraz większego domu, a zapomina się o wartościach, umiejętnościach i skuteczności, dzięki którym zostały one zdobyte. Rodzi się presja na zewnętrzne i – najczęściej – pozorne atrybuty skuteczności i zaradności, a „w praniu” okazuje się, że drogi samochód to jednak na kredyt, a mamusia dalej jest najważniejsza, mimo że Jasiu ma już 32 latka…
Pewnym odbiciem biologii jest też spora liczba nieobecnych ojców. Zasiali, więc można iść siać dalej… Najczęściej to matka zostaje z dziećmi, a uchylający się od odpowiedzialności mężczyźni mają często trudności nawet z płaceniem często bardzo symbolicznych alimentów. Samiec zrobił co natura chciała i sobie poszedł. To jedna z wielu przestrzeni gdzie warto aby jednak oprócz mózgu zadziałał też rozum. Samotna matka to przypadek gdzie kobieta, najczęściej podświadomie, rozwija wiele cech energii męskiej: skuteczność, inicjatywę, zaradność, decyzyjność.
Rodzina gdzie jest nas w domu troje i każde ma swojego tatusia sprawia inne trudności. Jak mówi prof. Bogdan de Barbaro dla mężczyzny następuje rozproszenie odpowiedzialności i chaos zobowiązań. Stoi to w konflikcie z energią męską, która lubi konkret, stabilność, koncentrację i skupienie na jednym. Biologia zadziałała, ale w dzisiejszych czasach ci mężczyźni są wyczerpani i przemęczeniu działaniem na kilku polach, w efekcie na każdym są braki. Biologia odzywa się też często w podejściu do dzieci innego mężczyzny. W świecie zwierząt są przypadki eliminowania potomstwa rywala. Nowy tatuś Jasia oczywiście nie zje, ale może go traktować w szkodliwy dla niego sposób.
Męska zdrada ma również korzenie biologiczne i odbicie w strategii rozrodczej. „Skok w bok” to często działanie tzw. efektu Coolidge’a. W latach 30-stych ten prezydent USA wraz z żoną zwiedzali fermę kurczaków. Pierwsza dama, widząc klatkę gdzie jest 20 kur i 1 kogut spytała właściciela:
– on tak 20 razy dziennie…?
– oczywiście – odparł właściciel.
– to proszę to powtórzyć panu prezydentowi…
Kiedy do tej klatki podszedł prezydent, został poinformowany przez oprowadzającego o fakcie, na który zwróciła uwagę żona:
– a wie Pan, że ten jeden kogut może 20 razy dziennie…?
– hmm, a czy zawsze robi to z tą samą kurą? – spytał prezydent.
– nie.
– to proszę to powtórzyć pani prezydentowej.
Strategia seksualna samca to stawianie na ilość, a efekt Coolidge’a wpisuje się w nią i polega na tym, że nowa partnerka jest bardziej atrakcyjna seksualnie niż stała. To kolejna sytuacja gdzie, będąc w długotrwałej relacji, warto włączyć świadomość, jednak problem tkwi w tym, że mężczyźni mają za mało krwi aby mózg i genitalia działały jednocześnie…
Zdradzająca kobieta często przestaje czuć się bezpiecznie w dotychczasowym gnieździe i przenosi się do innego. Rozczarowana brakiem stabilności i wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, ciężarem podejmowania za partnera wszelkich decyzji szuka innego. Jednocześnie brak świadomości prowadzi do powtórzenia schematu, imię partnera się zmienia, a problemy pozostają…
Kolejnym kulturowym i społecznym zjawiskiem jest dziś coraz większy nacisk na rozwijanie cech energii żeńskiej wśród mężczyzn. O ile praca nad troskliwością, opiekuńczością i świadomością oraz wyrażaniem emocji jest jak najbardziej zasobna to przy jednoczesnym osłabianiu i dewaluowaniu cech typowo męskich robi się już wątpliwa. Mężczyzna ma dziś być coraz bardziej czuły, ale już coraz mniej jak barbarzyńca. A tymczasem zdrowo wykorzystana waleczność, siła, agresja, twardość, rywalizacja, odwaga, decyzyjność, świadomość swojego zdania, podejmowanie ryzyka i zabieganie o swoje/rodziny są jednak dość istotne…
Przyczyną jest m.in. kryzys męskości i brak świadomości zdrowych męskich zachowań i wzorców. Pomaga je znaleźć i rozwijać właśnie koncepcja żeńskiej i męskiej energii. O tym i o kryzysie męskości będę pisać więcej, w tym wpisie tylko sygnalizuję temat.
Świadomość męskich i żeńskich cech i zachowań pozwala na wielki wgląd w siebie i innych oraz budowanie zdrowych relacji. Są one niezależne od płci, niektóre jednak są bardzo skorelowane z biologicznymi korzeniami, co z czasem zostało opakowane przez kulturę czy religię. Stoją za nimi zarówno wielkie zasoby jak i ograniczenia. Skuteczność, decyzyjność, inicjatywa, zadaniowość, koncentracja na zadaniu, racjonalizm. Opiekuńczość, wsparcie, dbanie o dom rodzinny, troska, elastyczność, umiejętność przyjmowania. Z drugiej strony są przesadna troska, nadopiekuńczość, brak stawiania granic, uległość, bierność, brak inicjatywy z jednej strony, z drugiej despotyzm, brak elastyczności, dążenie po trupach do celu to niektóre z ograniczeń i blokad.
Będę ten temat rozwijać w kolejnej części bo koncepcję męskiej i żeńskiej energii uważam za jedną z najcenniejszych rzeczy jakie można wykorzystać w rozwoju. Prawdziwa – zamiast opartej na wizerunku i statusie – atrakcyjność dla płci przeciwnej, stabilne poczucie wartości są oparte na zachowaniach związanych z tym rozumieniem męskości i kobiecości. Świadomość energetyki męskiej pomaga w budowaniu relacji w pracy. Pozwala rozwijać zasoby, ograniczać blokady i uzupełniać deficyty wychowaniem w niepełnej rodzinie. Samotny rodzic znajdzie tu sposoby aby zapewnić dzieciom zbalansowany rozwój i świadomość jak i w jaki sposób dać to, czego sam dać nie jest w stanie. Dziecko samotnego rodzica znajdzie i zrozumie to, czego nie dostało. Dla mnie to jedna z najpotężniejszych koncepcji do poszerzania świadomości i wglądu w siebie i w innych.
Rozważania w tym wpisie są inspirowane wykładem prof. Jerzego Vetulaniego pt. „Płeć mózgu”; koncepcję męskiej i żeńskiej energii pierwszy raz poznałem wiele lat temu na szkoleniach Pawła Rawskiego, nie dzieli się on jednak bibliografią ani innymi źródłami, z których czerpie wiedzę.
Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

[…] To jest lekki zarys działania energii żeńskiej i męskiej, będę o tym więcej pisać. Pewne korzenie niektórych zachowań z tej puli mają źródła w biologii i o tym piszę w tym wpisie. […]
[…] W pierwszej części poruszałem biologiczną genezę tego, co dziś uważamy za męskie lub kobiece… W tym artykule przechodzę do tego jak – w kontekście męskości i kobiecości – różne wierzenia podchodzą do tematu. Choć religia wprost tak na to nie patrzy, to zachodzą tam mechanizmy męskiej i żeńskiej energetyki. […]
[…] Męskość i kobiecość to pewien zbiór – najczęściej nieświadomych – wartości, przekonań, postaw i zachowań. Uświadomienie działania energii pozwala natychmiast zrozumieć ogrom zachowań międzyludzkich oraz ulepszać lub tworzyć zdrowe relacje, zarówno damsko-męskie jak i wszelkie inne. Energetyki męska i żeńska wynikają w sporym stopniu z biologii i naszej strategii rozrodczej. […]