dieta

Dieta niskoinformacyjna. Czas wyprać sobie mózg.

Skupiamy się na odchudzaniu, modelowaniu ciała, trenowaniu mięśni. Zastanawiamy się co jeść i pić oraz czego nie jeść i nie pić żeby było zdrowiej dla ciała. A co z umysłem? Okazuje się, że w dzisiejszych czasach jest w trudniejszej sytuacji niż ciało. Głowa przyjmuje masę toksyn. Stres, napięcie, niepokój, lęk to często sygnały, że umysł warto solidnie odchudzić. Z czego? Z nadwagi informacji. Zapraszam do artykułu o jednej z najzdrowszych diet jaką znam czyli o diecie niskoinformacyjnej. 


Dziś jesteśmy otoczeni ogromna liczbą bodźców, która cały czas rośnie. „trzeba wiedzieć co się dzieje na świecie”, „trzeba się orientować” w polityce i tym, co kto powiedział, „trzeba” wiedzieć kto z kim, dlaczego i czemu jeszcze nie zaczęli, a już się rozstali. Nie trzeba. To tylko przekonanie. 


Telefon stał się częścią ciała, tyrania dzwoneczków i niekończący się strumień powiadomień, które koniecznie trzeba natychmiast sprawdzić, choć byśmy siedzieli na spotkaniu przy stole albo obok była ukochana osoba. Śniadanie czy obiad trudno aby odbyły się bez kilku zerknięć na ekran. Telefon wygrywa… Ostatnia rzecz jaką widzimy przed zaśnięciem i pierwsza po obudzeniu to często ekran komórki. Tony reklam wylewające się dosłownie zewsząd, masa bezwartościowych „newsletterów” i innego spamu. To wszystko – wbrew temu co powszechnie się uważa – pozostaje jednak w głowie. A potem jesteśmy „przypadkowo” zmęczeni, rozkojarzeni, żle śpimy, zapomniany ważne rzeczy, czy potocznie “nie mamy czasu”. Stety niestety mamy go wszyscy tyle samo i to my decydujemy jak go spędzamy. Dzieje się to często podświadomie i automatycznie, jednak nadal jest to decyzja.


Aktualnie dziennie przyswajamy tyle informacji co nasi dziadkowie w miesiąc. Tyle w miesiąc co w średniowieczu w rok. Takich porównań jest wiele. Mózgi mamy takie same i nie są one w stanie tych informacji przetworzyć. Zmęczenie, wypalenie, stres, lęk, coraz mniejsza koncentracja, spadająca wydajność w pracy, zmniejszająca się jakość i liczba relacji z ludźmi, gorszy sen, popadanie w używki czy problemy psychiczne. To konsekwencje nadmiaru – często toksycznych – informacji. I to jest świetne miejsce i moment gdzie może wejść dieta niskoinformacyjna. 


Tak decyduję i wybieram: JESTEM ŚWIADOMIE NIEDOINFORMOWANY.  W tym artykule przedstawię kilka argumentów dlaczego warto ją wdrożyć, oraz podzielę się swoimi sposobami na ograniczenie śmieciowych informacji. 


Media informacyjne. 


Czasy prawdziwego i obiektywnego dziennikarstwa w głównych mediach odeszły i nie wrócą. Liczą się kliki, oglądalność i oczywiście reklamy oraz czerpane z nich zyski. 


Współczesne media to model biznesowy oparty na generowaniu niepokoju i wywoływaniu konkretnych emocji. Większość wiadomości jest skonstruowana tak, aby zareagować na nie stresem, strachem, niepokojem czy niepewnością. Niedopowiedzenie, wyrywanie z kontekstu, polaryzacja, manipulowanie statystykami, badaniami czy liczbami to stałe zagrywki. O epatowaniu wypadkami, oszustwami, morderstwami, wojnami, gwałtami, kataklizmami, katastrofami i innymi negatywnymi rzeczami nie wspomnę. 


Fundamentalną strategią jest tu zachwianie poczucia bezpieczeństwa. Ta najgłębsza potrzeba – tzw. potrzeba regresywna o czym dalej – jest wspólna dla wszystkich ludzi i niezwykle ważna. Bezpieczeństwo to życie, zdrowie, bliscy, praca, finanse, dach nad głową, podróżowanie, kultura, religia, naród. I teraz popatrzmy, że większość informacji podkopuje właśnie te aspekty. Niektóre, albo po kilka na raz. 


Potrzeba regresywna, jaką jest poczucie bezpieczeństwa, powoduje wycofywanie się z działania, ucieczkę, chowanie się (czy to fizyczne czy emocjonalne). To potrzeba uwarunkowana pierwotnie i bardzo biologicznie – koncentruje się na przetrwaniu i przeżyciu, a nie rozwoju, nauce i doświadczaniu nowych rzeczy. Zachwiane poczucie bezpieczeństwa to emocje o niskiej energii do działania: strach, lęk, niepokój. Powodują włączenie pierwotnych mechanizmów: ucieczka, zamrożenie lub walka. Z czego najczęściej dwa pierwsze. 


Martwienie się przyszłością w czarnych kolorach często towarzyszy osobom, które oglądają dużo przysłowiowej telewizji. Przysłowiowej bo chodzi też o radio, prasę, czy portale informacyjne. Budujemy fałszywy obraz świata na zasadzie reguły dostępności. Wizję tego jak jest i będzie opieramy na najłatwiej dostępnych w przeszłości informacjach… 


Działa tu pewien przewrotny mechanizm nagrody. Jak mawiał: Mark Twain: całe życie bałem się tego co mnie nigdy nie spotkało. Brak negatywnego zdarzenia i towarzysząca mu chwilowa ulga, są odczytywane przez umysł jako nagroda za martwienie się. Dopamina się wylewa, chwilowo jest super… Staje się to powodem do jeszcze większego zamartwiania i oczywiście pogoni za treściami, które to zamartwianie wzmocnią. Mechanizm wzpomniany przez dra Wirgę w książce „ABC Twoich emocji”, którą bardzo polecam.


Zanim włączysz kolejne wiadomości czy klikniesz w portal informacyjny w poszukiwaniu „newsów” to polecam zadać sobie te pytania:


Czy te informacje są Ci potrzebne?

Czy te wiadomości realnie dotyczą Ciebie i Twojego życia?

Czy ich oglądanie/słuchanie/czytanie Ci służy?

Jakie emocje w Tobie wywołują?

Czy masz na te rzeczy wpływ?


Na początku napisałem „model biznesowy”. Jaka jest intencja mediów informacyjnych? Zysk. Nic z rzeczy typu rzetelne wiadomości, dbanie o ludzi, ich bezpieczeństwo, wiedzę czy rozwój itp. Liczą się kliki i wyświetlenia reklam. Zarządzający nimi obok etyki nigdy nie stali, tj. omijają ją jak najszerszym łukiem…


Od blisko 20 lat nie mam telewizora, od kilkunastu nie słucham radia, unikam wszelkich portali informacyjnych w sieci. Wycinam „wiadomości” z miejsc gdzie próbują się zakorzenić: w darmowych mailach, telefonie czy nawet w Windowsie na komputerze… Chcę nie wiedzieć i nie dać zarobić tego typu ludziom. Jak coś ważnego się wydarzy, co będzie rzeczywiście istotne, to i tak się dowiem. 


Media plotkarskie


Tu krótko i zwięźle – pomijając intencje twórców, jakość tych treści i sens czerpania do głowy tego typu informacji – zamiast żyć życiem innych warto zająć się swoim własnym. 


Media społecznościowe.


O ich działaniu będzie osobny artykuł bo to wielki temat. Funkcjonują na podobnych mechanizmach co media informacyjne i plotkarskie tylko znacznie bardziej, bo odwołują się do kolejnych fundamentalnych potrzeb jak akceptacja, przynależność, bliskość, szacunek, poważanie czy bycie potrzebnym i docenianym. Te fundamentalne potrzeby często są tu realizowane w fikcyjny sposób… 


Założeniem aplikacji społecznościowych jest jak najdłuższe utrzymanie naszej uwagi. Nasz czas ich pieniądze… Dopaminowy mechanizm nagrody jest tu włączany na każdym kroku: niepewność gratyfikacji (strategia kasyn), ocena innych, powiadomienia (koniecznie na czerwono), status, „zdobywanie” różnych odznaczeń np. „lidera wśród fanów” itp., czy oczywiście słynne śmieszne filmiki z kotami. To wszystko informacje, zazwyczaj kompletnie niepotrzebne, jednak sposób ich podania ma uzależniać i pracują nad tym sztaby ludzi. I uzależnia: z telefonem chodzi się do toalety, siada na święta do stołu, idzie na randkę, kładzie się spać, broni się jeszcze prysznic…


Będę ten temat jeszcze rozwijać, a tu napisze co sam robię aby te informacje możliwie skutecznie ograniczać, zmniejszać czy wyeliminować. 


1.) Zaczynam i kończę dzień czymś innym niż przeglądanie mediów społecznościowych.


2.) Mam wyłączone 95% powiadomień wraz z dźwiękami, każde powiadomienie to rozproszenie, oderwanie się od wykonywanych zadań, co powoduje, że czas koncentracji spada. Coraz więcej powiadomień jest fałszywych: dotyczą nieaktualnych rzeczy, albo takich, które już sprawdziliśmy, są bezwartościowymi sugestiami, lub – niedopowiedzeniem – mają spowodować, że zamiast „wyloguj” jednak się zatrzymamy i klikniemy. Algorytm dozuje powiadomienia i „obserwuje” nasze zachowanie, jeżeli widzi aktywność sugerującą koniec „sesji” wtedy podrzuca trzymane w rękawie kolejne dzwoneczki.


3.) Nie przewijam wall’a; konfiguracja reklam na facebooku to fikcja, mająca dać złudne poczucie wpływu oraz najprawdopodobniej przeprowadzane jest właśnie jakieś badanie twórców portalu na jego użytkownikach. Medium używam głównie do kontaktów z wybranymi osobami oraz obserwacji i prowadzenia kilku stron gdzie daję wartość lub, z których ją czerpię.. Regularnie obserwuję jak algorytm próbuje zmieniać to, co się wyświetla aby przyciągnąć uwagę, czasem wystarczy jedno wyszukiwanie poza medium aby następne logowanie było już spersonalizowane.


4.) Obserwuję WYŁĄCZNIE osoby i strony, dzięki którym mogę się zainspirować, czegoś nauczyć i rozwinąć. Czyli – będę mocno szczery  – jest tego niewiele. Jedno zdjęcie pieska, kotka, kotleta, dziecka, udostępnienie newsa, plotki i obserwacja „off”. 


5.) Opuszczam grupy i konwersacje, którymi nie jestem zainteresowany. Bywa, że bez pytania jesteśmy do nich wrzucani przez inne osoby i potem się to ciągnie zabierając nam uwagę i czas. 


Internet generalnie


Blokery reklam to wg mnie podstawa. AdBlock Plus to najpopularniejszy. Instalujemy do przeglądarki (tu jest znaczna przewaga komputera nad telefonem) i mamy internet wyczyszczony w 95% z reklam. Nieco odporniejszy jest tu YouTube, który co jakiś czas straszy „naruszaniem jego polityki” w przypadku używania blokera reklam i oczywiście zachęca do wykupienia wersji premium tłumacząc jaka to jest “pomoc” dla twórców…, Potrzeba najczęściej najwyżej kilka dni i zaktualizowana blokada działa ponownie. 


Blokuję też wyskakujące na każdej stronie informacje o plikach cookie. Dodatek „I still don’t care about cookies” załatwia sprawę w 99%.  Potrzebuję te informacje? Nie. Interesuje mnie unijny wymóg ich przedstawiania każdemu użytkownikowi za każdym wejściem na stronę? Nie. No to sio.


Kolejna rzecz to wyłączanie powiadomień ze stron bo teraz wszystko chce dawać powiadomienia… Bank, strony zakupowe, przesyłki. Coraz tego więcej. Wszędzie ten dyndający dzwoneczek. Przyjęliśmy zamówienie, poszliśmy do magazynu, wydrukowaliśmy etykiete, nakleiliśmy etykiete, kot nam się zsikał, drukujemy jeszcze raz, pakujemy Twoje zakupy, czekamy na kuriera, już odebrał, idzie do dostawczaka, rusza, nie może zapalić? Znacie? To kolejny strumień śmieciowych informacji mający na celu dać poczucie, że ktoś coś dla nas robi. W praktyce gra na czas. Mnie interesuje mail, że paczka został wysłana, numer śledzenia i na tym koniec.


Mail prywatny bez reklam. Gmaila nie trawię… Poczta to jedyne miejsce gdzie za brak reklam płacę, co staje się niestety coraz popularniejszą tendencją… Około 20 zł rocznie, a jeśli popatrzeć ile czasu i miejsca w głowie oszczędzam to jest to dla mnie inwestycja poza sporem. 


Spamowy adres mail. 


Jak dla mnie bardzo istotna rzecz, pozwalająca wyciąć ogrom śmieci. Mail to kolejna przestrzeń gdzie jesteśmy wręcz zalewani niepotrzebnymi informacjami. Większość da się zupełnie wyeliminować, a resztę solidnie ograniczyć. 


Nasze dane przy rejestracji na jakąkolwiek stronę tego wymagającą są zbierane. Ich podanie jest niby dobrowolne, ale niezbędne do dalszego działania… Podczas zakupów w sklepach, zapisów w klubach, kupowaniu biletów czy wyjazdów są oczywiście zapisywane. Gromadzone i przekazywane kolejnym podmiotom w celach reklamowych… Wiele promocji często wymusza zgodę na otrzymywanie, najczęściej bezwartościowych, newsletterów czy treści marketingowych i handlowych. To kolejny spam, łatwo się go pozbyć mając osobny adres przeznaczony na tego typu rzeczy. Jeżeli sytuacja na to pozwala podaję też zmyślony lub nieaktualny numer telefonu.


Wszystkie rejestracje do sklepów, stron, klubów, wymagane subskrypcje na newslettery, wysyłki, zakupy robię więc na mail „spamowy”. Sprawdzam go raz na 1-2 dni i tyle. Dzięki temu oszczędzam masę czasu na usuwanie śmieci z używanego na co dzień maila prywatnego. 


Darmowa rejestracja? Nieeee. Nie ma niczego za darmo. Płacimy właśnie swoimi danymi, a ceną jest później nasz czas i śmietnik w skrzynce lub w głowie. 


Reklamy


Reklamy to szambo wlewane do naszych umysłów. Coraz tego więcej, coraz bardziej natarczywe i uciążliwe. Pojawiają się nawet w interfejsie telefonów. Zmieniasz jakieś ustawienia i co chwila spam. Bardzo trudno się tego pozbyć. Przy okazji mamy odpowiedź na pytanie dlaczego dany model komórki był w tak niskiej cenie… Ponownie, nasz czas, ich pieniądze.


Czas trwania reklam w stosunku do filmu od lat się wydłuża. Dawniej człowiek się rozprostował, z czasem czasu starczyło na siku, dalej spokojnie na prysznic i zrobienie kolacji… Wracało się na film, a okazywało się że losowanie lotto jeszcze się nie zaczęło, a po nim druga porcja reklam. To samo w kinach – spokojnie można przyjść 30 min później na film. TV nie oglądam blisko 20 lat, jednak to samo zaczyna dziać się na np. You Tube, który coraz mocniej przypomina telewizję. Oglądanie filmów na telefonie – gdzie bezpłatne blokowanie reklam jest znacznie trudniejsze – uważam osobiście za nie do przyjęcia… 


Dawniej Windows był systemem operacyjnym i sterował komputerem. Dziś mamy tu jeszcze pogodę, newsy, plotki i inne niezliczone powiadomienia. Domyślnie włączone. Coraz bardziej utrudnia się ich wyłączanie i trzeba robić to w wielu różnych nieoczywistych miejscach. To samo dotyczy ustawień powiadomień i reklam w aplikacjach mobilnych – trzeba to robić na każdej z osobna i jest to coraz trudniej znaleźć.


Te ścieki z głowy warto najpierw wylać, a potem uszczelnić zbiornik umysłu aby wlewać się nie mogły. Jeśli będzie tego za dużo – a bardzo często jest – to, podobnie jak w hydraulice, prędzej czy później wybije… Jak mówią Amerykanie w odniesieniu do jedzenia: „shit in shit out”… W kontekście umysłu równie prwdziwe…


Podsumowanie


Mówimy w zdrowym ciele zdrowy duch. Rzadko kiedy zauważamy, że to działa w drugą stronę: zdrowie psychiki wpływa na zdrowie ciała. Trucie umysłu nadmiarem śmieciowych i toksycznych informacji uważam za godne wyeliminowania. Denerwować się to mścić się na własnym zdrowiu za głupotę innych. W przypadku wspomnianych tu informacji, nie tyle za głupotę co raczej za inteligencję i umiejętności manipulacji… Jak to ktoś powiedział, łatwiej ludzi oszukać niż uświadomić im, że są manipulowani… Tołstoj dodawał, że najgorsze więzienie jest wtedy kiedy nie mamy świadomości, że się w nim znajdujemy. Z więzienia „konieczności” czerpania masy „niezbędnych” informacji czy kajdanów powiadomień z mediów społecznościowych można się wyrwać i do tego zachęcam. 


Jakość życia można znacznie poprawić eliminując z niego pewne nawyki i czynności. Niech media nam służą, ale na NASZYCH ZASADACH. Aby ustalić te zasady warto wiedzieć jakimi one się kierują… Tylko znając przeciwnika można go pokonać. Oni walczą o nasza uwagę i czas, my zawalczmy o swój dobrostan, jakość życia, umysł i emocje.


Przydatne książki:

Magdalena Bigaj – „Wychowanie przy ekranie”

Niezmiennie nieodmiennie: Robert Cialdini – „Wywieranie wpływu na ludzi”

Ideę diety niskoinformacyjnej poznałem dzięki podcastom z Ronbertem Rutkowskim, które też bardzo polecam.


 

Ilustracje do wpisów to fragmenty obrazów moich lub mojej mamy Hanny, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kerste

3 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *