grafika-14

Dlaczego tych 5 rzeczy najbardziej żałujemy u schyłku życia?

Badanie i obserwacje Bronnie Ware są dość dobrze znane: będąc pielęgniarką opiekującą się umierającymi ludźmi rozmawiała z nimi o życiu i tym co u jego progu uważali, że warto było zmienić. Zaobserwowała i zebrała 5 rzeczy, których ludzie najbardziej żałowali przed śmiercią. 

 

Nigdy nie jest za późno na zmiany, choć osobiście uważam, że – zmieniając sposób myślenia – można, da się i warto ich dokonać znacznie wcześniej niż na łożu śmierci…

 

Desperacja czy inspiracja? 

 

W dużej liczbie przypadków zmiana odbywa się w procesie desperacji: ciężkiej choroby fizycznej lub psychicznej, wypadku, kalectwa, śmierci bliskiej osoby, nałogów i ciężkich uzależnień czy toksycznych rozstań. Trud trwania jest dla wielu mniejszy niż trud zmiany, bo lepsze znane piekło niż nieznane niebo… Wiele osób chorych na raka dopiero po diagnozie zaczyna żyć w zgodzie ze sobą, swoimi potrzebami i tym co zawsze chcieli robić. Paradoksalnie okazuje się, że znaczna część z nich żyje albo znacznie dłużej albo w ogóle zdrowieje.

 

Inspiracja zamiast desperacji? Możliwe, jednocześnie wymagające bo to są rzeczy proste, które nie są łatwe.

 

Bronnie Ware na przestrzeni lat sformułowała 5 rzeczy, których ludzie najbardziej żałowali. Poniżej one plus mój komentarz dlaczego dzieje się tak, że z ich realizacją albo zwlekamy, przynajmniej do „kryzysu wieku średniego”, albo w ogóle ich nie podejmujemy. Tymczasem są kluczowe dla poczucia szczęścia, satysfakcji, spełnienia i jakości życia. Za nimi idzie zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Jesteśmy jedynym gatunkiem, który potrafi sobie usprawiedliwiać trwanie w niezdrowych dla siebie rzeczach.

 

1. Żałuję, że nie żyłem tak jak chciałem, tylko tak, jak oczekiwali tego inni.

 

Dlaczego tak się dzieje? Ulegamy zewnętrznym presjom: rodzinnym, wspólnotowym, narodowym, kulturowym czy religijnym. Wiele z tych presji jest ubrana w trudne do obalenia (i dzięki temu niezwykle silne) argumenty oparte na strachu, niepewności, lęku czy poczuciu winy. Swoje dokładają krytyczna ocena, negatywne porównywanie, skupienie na wynikach. Wiele podświadomego przekazu oddala nas od budowania zdrowego i silnego poczucia wartości. Dlatego tak niesamowicie ważna jest świadomość… Aby, zamiast ulegać i postępować automatycznie, móc wybrać to, co jest dla nas zdrowe. 

 

Życie oczekiwaniami innych to kolejna przyczyna tak małej skuteczności w realizacji wielu planów, w tym oczywiście, noworocznych. Kończymy nie te studia, które chcemy by finalnie pójść do pracy gdzie czekamy na piątek, aby zarobić pieniądze wydawane na niepotrzebne rzeczy po to by zaimponować ludziom, którzy są dla nas bez znaczenia… Czy naprawdę chcesz żeby czyjaś opinia czy lajki sprawiły, że będziesz odbierać sobie to co daje szczęście?

 

Oczekiwania innych – choć ten komunikat jest najczęściej bardzo sprytnie  ukryty – to oczywiście też marketing. Można go podsumować jednym zdaniem „jesteś inny/a niż trzeba”. Na każdym kroku instaluje nam się myśli, że jest z nami coś nie tak, jesteśmy nie tacy jak „powinniśmy” być, mamy być inni niż jesteśmy. Przestajemy akceptować siebie, gonimy za modą, „pożądanym” wyglądem, samochodem, coraz większym domem, by przez chwilę poczuć się „atrakcyjniej” czy „lepiej”. Jednak jest to fikcja. Prawdziwa potrzeba bycia akceptowanym, spełnionym i docenionym realizowana jest tu w iluzoryczny sposób przez zewnętrzne atrybuty, realne tu są tylko pieniądze zasilające różne koncerny.

 

Moda to szczególny przypadek oczekiwań innych, temat na osobny wpis, tu pokrótce: jeśli nie wiesz czego chcesz, to nie wiesz czego nie chcesz, jeśli nie wiesz czego chcesz to weźmiesz cokolwiek…

 

2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.

 

Przez 40 lat pracujemy tracąc zdrowie aby po 40-stce wydawać zarobione pieniądze aby je odzyskać… Trzeba pracować dużo i ciężko. Taki jest przekaz praktycznie wszędzie – świadomy bądź nie. Instaluje go choćby Biblia gdzie wygnańcom z raju Bóg mówi, że będą pracować w pocie czoła. Cenimy włożony wysiłek zamiast skuteczności i efektywności, dlatego mądra praca niezmiennie przegrywa z ciężką.

 

Wstawaj wcześniej aby osiągnąć „sukces”. Kiedy Ty śpisz inni pracują na swoje osiągnięcia. No pain no gain… Ileż jest tego typu przekazu… Praca na 150% kosztem czego? Zdrowia, relacji, jakości życia… Pracujemy aby żyć, nie żyjemy po to aby pracować…

 

Często bywa tak, że rodzice zapracowują się aby zapewnić dzieciom „dobrą przyszłość”. Czyli spełniają wszelkie, wg nich ważne, potrzeby materialne, inwestują w szkoły, studia, zajęcia pozalekcyjne. Presja na wyniki, wizerunek i ładniejsze zdjęcia z wakacji, potem „przypadkowo” pojawiają problemy emocjonalne, używki, choroby psychiczne, depresja, samobójstwa… Przez nadmierną pracę ich prawdziwe potrzeby docenienia, akceptacji, wysłuchania i miłości pozostają niezrealizowane. Kłopoty psychiczne, autodestrukcja, uzależnienia są ukrytym wołaniem – potrzebuję pomocy, dostrzeż mnie bo potrzeuję czegoś innego niż to, co mi dajesz… 

 

Była historia gdzie młody chłopczyk spytał bardzo zapracowanego ojca ile zarabia. Ten go zganił, że nie ma czasu i to nie jego sprawa. Smutny syn poszedł do pokoju, ojciec po jakimś czasie się zreflektował i poszedł do niego. Powiedział, że godzina jego pracy jest warta 200 zł, a czując się nieco niewygodnie w tej sytuacji wyciągnął 100 zł i dał chłopcu. Młody poszedł po skarbonkę, rozbił ją, podliczył. Wraz banknotem od ojca zebrał w sumie 200 zł, wręczył je ojcu i spytał: Tato, czy spędzisz ze mną godzinę?

 

3. Żałuję, że nie miałem odwagi okazywać swoich uczuć 

 

Dziewczynki się nie złoszczą (tu toksyczne przysłowie: złość piękności szkodzi), chłopaki nie płaczą… Jesteśmy uczeni aby niektórych emocji nie okazywać. Dusić je w sobie i mrozić w ciele. Ma to wpływ na cały organizm, czasem przez wiele lat bo emocje pogrzebane żywcem nie umierają. Pozostają w ciele w postaci napięć i sztywności. Napięcie wymaga energii, która jest zużywana na jego podtrzymywanie zamiast na inne rzeczy. 

 

Okazywanie emocji to też odwaga. Pokazanie słabości jest ogromną siłą. Powiedzenie „tak” albo „nie”, powiedzenie „kocham” lub „nie kocham”, „chcę” czy „nie chcę” to czasem większa odwaga niż podjęcie wielkiego wyzwania np. sportowego. To – jak mówi Kasia Miller – tzw. odwaga codzienna. 

 

4. Żałuję, że straciłem kontakt ze swoimi przyjaciółmi.

 

Coraz mniej znajomości w realnym świecie, coraz więcej – najczęściej fikcyjnych „znajomych” – w internecie. Liczba relacji z ludźmi spada wraz z rozwojem mediów społecznościowych. Fikcyjne relacje, zastępują prawdziwe.

 

Ważne aby podtrzymywać relacje, najlepiej spotykając się osobiście. Jesteśmy istotami stadnymi i potrzebujemy kontaktów z ludźmi. Żadne medium społecznościowe ich nie zastąpi, choć na pewnym etapie może być pomocne w ich poszukiwaniu. 

 

Warto przyjaciołom i innym ważnym dla nas ludziom, powiedzieć dlaczego są dla nas ważni, za co jesteśmy im wdzięczni, do czego nas inspirują. Warto powiedzieć im to za życia, tu i teraz, zamiast stojąc nad ich grobem…

 

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.

 

Co to znaczy być szczęśliwym? Jesteśmy programowani tak żeby uważać, że szczęście dadzą zarobki, majątek, samochód, status, tytuły, wygląd czy sukcesy, nasze bądź naszych dzieci. Niestety to nie działa bo to m.in. myślenie egotyczne: skupione na wynikach, rezultatach i czynnikach zewnętrznych. Tu zawsze można więcej, skoro można więcej to jest „za mało”. Jeśli uważamy, że jest „za mało” to czego byśmy nie mieli to sposób myślenia pozostanie i będzie nadal za mało. Mentalność braku i niedostatku – jak się nie ma co się lubi to nie lubi się i tego co się ma, jak śpiewa Andrzej Poniedzielski. Obfitość i bogactwo to nie stan konta tylko sposób myślenia.

 

Blokadą do spełnienia i szczęścia są też oczekiwania i presje innych, strach przed nowym i oczywiście opiniami i ocenami innych. Szkoła instaluje głębokie przekonania: nie wychylaj się, siedź cicho, bądź taki jak wszyscy. Gwóźdź, który wystaje pierwszy zostaje wbity. Dochodzą tu toksyczne przysłowia jak np: „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”, „gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała”, „nie ciesz się bo diabeł nie śpi” i masa innych. Duszona jest kreatywność i chęć doświadczania, a tylko wchodząc w nowe i nieznane mamy szansę poznawać to co daje spełnienie i radość. 

 

To czy będziemy szczęśliwi to – stety/niestety – nasza odpowiedzialność, wybór, decyzje i praca. Praca nad przekonaniami, sposobem myślenia i odwaga żeby ten sposób myślenia zmienić, a za nim własne życie. Wcześniej niż na łożu śmierci…


Statki są bezpieczne w porcie, ale rolą statków nie jest stać w porcie.

Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

4 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *