Wszechświat sprzyja wędrowcom. O ile idą swoją drogą… A co to znaczy iść swoją drogą? Brzmi tak banalnie, że mało kto się zastanawia, tylko idzie dalej… A tymczasem kierunek jest ważniejszy niż szybkość, wielu prędko zmierza donikąd… Ja się zatrzymuję i zastanawiam.
Od wczesnej młodości jesteśmy programowani: „wypada/nie wypada”, „trzeba”, „powinieneś”, „w tym wieku”, „życie to nie zabawa”, „ciekawość to pierwszy stopień do piekła”, „miałeś szczęście”, „głupi to ma szczęście” i masa, masa innych. Masa toksycznych słów i przysłów, które bezrefleksyjnie powtarzane programują nasze podejście i przekonania.
Być grzecznym, mieć same piątki, skończyć studia, pójść do pracy, założyć rodzinę, kłócić się w małżeństwie, wziąć kredyt, nie lubić poniedziałku, wyczekiwać na piątek, a po 40 latach iść na „emeryturę” z zusu… Bo takie życie. Niekoniecznie. Nauka szkolna minimalnie przekłada się na skuteczność w życiu oraz jego jakość. Praca, w której wyczekuje się na “lepszą połowę dnia” czy “piąteczek” też jest godna refleksji. W małżeństwie da się dogadać, a w finansach na państwie czy zusie lepiej nie polegać… Wszystko powyższe zależy od tego co i jak myślimy na te tematy.
Jakie, najczęściej podświadome, sposoby myślenia się tu chowają?
Nie mogę robić tego na co mam ochotę. Mam robić to co większość. Takie życie (czyli nie mam wpływu). Praca jest czymś nielubianym. Zabawa jest czymś czego nie wypada robić. Sukces to kwestia przypadku. Jestem tak dobry jak moje wyniki. Nie ciesz się bo licho nie śpi (nie może być dobrze więc mamy oczekiwanie na coś złego). Małżeństwo to koniec wolności, zaobrączkowanie i kłótnie.
Na jakie można by je zamienić?
Decyduję co robię. Wybieram to, co dla mnie dobre. Mam wpływ na wiele rzeczy w życiu. Jestem w stanie robić zawodowo coś co lubię. Sukces to kwestią przede wszystkim konsekwencji, mądrej pracy i wyciągania wniosków z doświadczenia. Od wyników ważniejsze jest to co do nich prowadzi. Skoro jest dobrze, nie oznacza to, że za chwilę będzie źle (myślenie magiczne). Ciekawość to droga do odkryć i rozwoju. W małżeństwie czy relacji można się porozumieć.
To jak to zrobić?
Wiedzieć czego się chce i czego się nie chce. To taki początek drogi. Jeśli nie wiem czego chcę to wezmę cokolwiek. I tu świetnie wchodzi moda, oczekiwania społeczne, kulturalne czy rodzinne. Ok, mogę nie wiedzieć czego chcę? Mogę. Naturalne. To może wiem, że czegoś nie chcę? To już coś. Jak tego nie chcę to co chcę w zamian?
To teraz jak się dowiedzieć czego chcę? Emocje są świetnym kluczem. Są jak kompas, lub nowocześniej, GPS. Każda emocja niesie za sobą informację, która nam służy. Idź tu, nie idź tam. Jesteśmy jednak jedynym gatunkiem, który usprawiedliwia sobie trwanie w tym co niezdrowe…
Każda emocja jest cenna. W związku z tym nie ma „negatywnych” emocji, są jedynie takie, które są niewygodne, niemiłe czy „nie wypada” ich przeżywać. Np. złość. Po pierwsze nieakceptowana społecznie, w szczególności w przypadku dzieci bo mają być „grzeczne”. A tymczasem np. złość informuje o naszych potrzebach, naruszeniu naszych granic czy wartości. Cenna w takim kontekście? Cenna.
Emocje takie jak radość, ekscytacja, spełnienie sygnalizują, że jakaś potrzeba jest zaspokojona. Z kolei jeśli inna nie jest zaspokojona pojawiają się np. złość, nuda, frustracja czy strach, często opakowane stresem. Wyzwanie polega tu na tym, że emocje są sygnałem, że należy coś zrobić, nie powiedzą jednak co i jak. I tu warto się zatrzymać i zadać sobie pytania z gatunku: dlaczego tak się czuję? O czym mnie informuje ta emocja? Co się będzie działo jak nic nie zmienię?
Po emocjach możemy poznać czy skupiamy się na tym żeby realizować swoje cele zamiast te narzucone przez innych, marketing, modę, kulturę czy religię. Tu bardzo pomocne będą np. frustracja czy złość, bo dodają energii do zmiany. Spełniamy oczekiwania innych często jedne za drugimi, ale jakoś tak nie ma z tego satysfakcji, a postawione na początku roku, nie wiedzieć jak, kolejny raz pozostają na papierze.
Świadomie wybrać – chcę albo nie chcę. Umieć zdrowo zadbać najpierw o siebie, a potem o innych. Bo w samolocie jednak najpierw sobie zakładamy maskę tlenową. Jesteśmy jednak uczeni dbania o wszystkich dookoła zamiast o siebie. W szczególności kobiety mają zająć się wszystkim i wszystkimi poza sobą… Pytanie czy jak będziemy sfrustrowani, zmęczeni i niespełnieni to tym wokoło będzie lepiej? A jakbyśmy byli spełnieni i szczęśliwi to innym z automatu też będzie lepiej. Umieć postawić granicę, czasem też najbliższym, którzy potrafią najmocniej zranić. Przestać oczekiwać, że spełnimy oczekiwania rodziców.
Jeśli więc czemuś mówię “nie” to czemu jednocześnie mówię “tak”?. I odwrotnie. Co się stanie jak nic nie zmienię?
Mieć odwagę do uczenia się nowych rzeczy bez/albo pomimo strachu przed oceną. Skupiać się na osiągnięciach, silnych stronach i tym co daje satysfakcje zamiast na opiniach, ocenach czy wynikach.
Niedawno przeczytałem, że potrzeba mniej więcej 40 lat życia aby zorientować się, że jest ono projektem, za który sami jesteśmy odpowiedzialni. Mądrość przychodzi z wiekiem? Czasem przychodzi tylko wiek… Bo mądrość nie wynika z doświadczeń tylko z refleksji nad nimi. Można to zrozumieć znacznie wcześniej niż w okolicach 40-stki, a przy okazji duża szansa, że uniknie się “kryzysu wieku średniego”. To duże wyzwanie, jednocześnie to nasz wybór czy będziemy reżyserować czy zagramy narzuconą rolę…
Wiele rzeczy jest poza naszym wpływem, racja. Tak, za to mamy wpływ jak zareagujemy na to co się w naszym życiu dzieje. Bo wybór tego jak zareagujesz masz zawsze…
Zacząłem „banałem” i skończę „banałem” A banał, jeśli się zastanowić – często bywa niebanalny A więc niebanalnie – robić swoje. Jeśli nie odnajdziemy drogi to ją zbudujemy.
I wtedy coś lub Ktoś nad nami czuwa.
Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Add a Comment