prezent

Jak kupić trafiony prezent? Uniwersalne sposoby na każdą okazję.

Uniwersalny dla każdego prezent nie istnieje, istnieje natomiast uniwersalny sposób myślenia pozwalający taki znaleźć. Co podarować żeby druga strona była zadowolona i się ucieszyła z tego co otrzymuje? Co zrobić aby samemu otrzymać coś, co da radość? Otóż jest sposób. Prosty, ale niekoniecznie łatwy: słuchać i obserwować. Drugą osobę i – paradoksalnie – siebie. Jeszcze bardziej paradoksalnie – warto zacząć od siebie. 


Mowa o prezentach dla innych ludzi, a tymczasem mamy zaczynać od siebie? Tak. Aby zacząć obserwować drugą osobę w odpowiedni sposób, warto najpierw skierować uważność w swoją stronę.


Poznać swoje potrzeby, co jest dla nas ważne, co nas cieszy, co chcielibyśmy dostać i co sprawi nam radość. Tak, najpierw patrzymy na siebie, choć zazwyczaj uczono nas kompletnie odwrotnie… Mając to odhaczone można iść dalej i teraz ten sam sposób myślenia przyłożyć do innych ludzi. Odpowiedzi pokrywają się z naszymi? Niezwykle rzadko. No właśnie.


Nieznajomość własnych potrzeb i podświadome oczekiwanie ich spełnienia przez innych prowadzi do najszybszej ścieżki do rozczarowujących prezentów. W efekcie bardzo często dostajemy coś co oni sami chcieliby dostać… Skoro cieszy innych to nas też. Najczęściej jest to jednak świetna recepta na chybiony prezent. Umiejętność obserwacji własnych potrzeb uczy ich zauważania u innych, a to wręcz 100% sposób na trafiony prezent. 


Ktoś mi kupował coś czego sam potrzebował? Oczywiście. Doświadczyłem tego wielokrotnie, dostając choćby ubrania w guście obdarowującego. Tych historii była masa, wezmę taką, która dobrze ilustruje pewne schematy. Mama zawsze marzyła aby do szkoły mieć pooprawiane w kolorowe papiery książki i zeszyty, mieć super wyposażony piórnik, a tematy lekcji podkreślone każdy innym kolorem. Spędzała masę czasu na zakupach, wybieraniu papierów i przygotowywaniu dla mnie starannie oprawionych książek. W jej czasach tego nie było. Dla niej, i małej dziewczynki w niej samej, byłby to kapitalny prezent. Potrzebowała go nadal będąc od dawna dorosłą osobą. Zamiast sprawić sobie, sprawiała mnie. Ona więc nadal nie miała czego chciała, a ja miałem, ale nie potrzebowałem. Wszyscy dalecy od zadowolenia.


Wewnętrzne dziecko


Tak często nazywana jest część psychiki, która (bez względu na wiek) reprezentuje masę niezwykle ważnych potrzeb. Potrzeb często spychanych w głąb, odrzuconych i niezaspokojonych, a kluczowych dla jakości życia. Pojęcie spopularyzowane przez Erica Berne’a i Analizę Transakcyjną jest dziś dość powszechnie znane bo mocno wyszło poza psychologię. Warto się dziecku w nas przyglądnąć i czasem właśnie zrobić sobie lub poprosić o prezent, który te potrzeby zrealizuje. Potrzeby bycia np. zauważonym, bezwarunkowo docenionym, zaakceptowanym, z przyzwoleniem na zabawę i ekspresję.


To głębsze spojrzenie, jednak gwarantuje trafiony podarunek. Wizualizacja rozmowy z wewnętrznym dzieckiem może przynieść potężne efekty, daleko wykraczające poza kwestie podarunków. Potrzeby wewnętrznego dziecka można zauważać w innych. Dziś pięknie oprawiona książka sprawi mojej Mamie radość taką samą jak wtedy gdy miała kilka lat. Potrzeba jednak szczególnego sposobu myślenia i uważności żeby na tego typu sytuację tak popatrzeć.


Czy cieszyłem się z tego szkolnego wyposażenia? Nie bardzo… Bo to była jej potrzeba, nie moja. Bonus był taki, że wszystkie koleżanki w klasie mi zazdrościły, ale raczej innego rodzaju zainteresowania wtedy oczekiwałem. Cały świat chłopca mieścił się gdzie indziej: w pokreślonych książkach, dorysowanych fajfusach, poobijanym blaszanym piórniku po „przejściach”, gdzie każda „blizna” miała znaczenie, a ogryzki ołówków strugane do ostatka zapisywały swoje historie. Chłopiec w tej sytuacji potrzebował prezentu ze swojego świata, a nie ze świata kilkuletniej dziewczynki.


Warto też, po raz kolejny, uważnie obserwować siebie. Co, komu i dlaczego w latach poprzednich prezentowaliśmy? Jeśli część tych prezentów była pudłem, albo spotkała się z wycedzonym „dziękuję” i uśmiechem stewardessy to warto się zatrzymać. Czy przypadkiem obdarowując kogoś nie kupowaliśmy czegoś dla siebie? Czasem to, co sami lubimy i chcielibyśmy dostać ucieszy też drugą stronę, jednak jest to dość rzadki przypadek. Jeśli nasze prezenty były trafione to też warto się zatrzymać i przeanalizować dlaczego tak się stało.


Przecież myślę tak głośno to dlaczego mnie nie słyszysz?! 


Druga rzecz to komunikacja. Czy mówimy innym o tym czego potrzebujemy? Jeśli tak to jak? Wprost? Mimochodem? Może w ogóle siedzimy cicho licząc, że się domyślą? A może pytamy czy oni mają ochotę na to, czego my skrycie pragniemy? Obserwacja komunikacji. Kochanie, czy masz może ochotę na kawę? Albo np. w drodze – nie potrzebujesz skorzystać z toalety? Pytanie jednak dotyczy osoby, która je zadaje… Potrzeba pytającego przerzucona jest na osobę pytaną. To bardzo częsta sytuacja, szczególnie u kobiet, więc dla mężczyzn cenna wskazówka. I to jest przykład tego tajemnego rodzaju uważności prowadzącej do kupowania trafionych prezentów.


O prezentach dla siebie


Czasem nie mówimy o tym czego chcemy bo „nie chcemy sprawiać kłopotu” albo to „za drogie” itp. Bo gdzieś głęboko uważamy, że nie jesteśmy na tyle ważni, aby o daną rzecz poprosić, a tym bardziej dostać. Ktoś zawsze może odmówić i warto mu o tym od razu wspomnieć. Odrzucenie prośby nie jest odrzuceniem osoby, która prosi. Sztuka dobrze się z taką odmową poczuć, ale to inny temat, podobnie jak to, na co uważamy, że zasługujemy bądź nie. 


– A co chciałbyś dostać?

– Wszystko mam, niczego nie potrzebuję.


Ktoś zna z autopsji taki dialog? Sztuką podarować, czasem jeszcze większą przyjąć. Często patrzymy się na wszystkich innych dookoła, siebie zostawiając na „później” czy „kiedyś”, a to często oznacza nigdy. Inni mogą także nas na „kiedyś” zostawiać, bo to jak traktujemy siebie uczy innych traktowania nas. Warto rozważyć myśl, że ja też jestem wystarczająco ważny i zasługuję na prezent. Od innych lub od samego siebie. Więcej o podejściu do własnej wyjątkowości piszę w tym artykule. 


Sposoby na pozyskanie informacji


Nasi bliscy często komunikują czego chcą, co lubią, co ich cieszy, wystarczy słuchać… Wyzwanie w tym, że słuchać trzeba umieć. Słuchać aby wysłuchać i zrozumieć zamiast odpowiedzieć. Czasem samo wysłuchanie będzie najcenniejszym prezentem… 


Potrzebny jest też pewien rodzaj uważności i obserwacji. Sztuka zauważania niuansów, zobaczenia o czym ktoś wspomina, co mu się podoba, jak spędza czas, gdzie bywa, co ogląda, czego słucha, co czyta i dlaczego. A czasem po prostu dopuszczenia do głosu zamiast sugerowania rozwiązań… W skutecznej strategii prezentowej próżno szukać podejścia „ja wiem lepiej co dla Ciebie będzie dobre, a najlepsze oczywiście tylko to, co mi się podoba”. 


Mam specjalny plik w komputerze gdzie spisuję zasłyszane wypowiedziane mimochodem życzenia. Lista rośnie szybciej niż liczba okazji. Zawsze trafione co daje potężną radość obu stronom, bo ta z dawania jest często większa niż z otrzymywania.


Można też rozmowę zainicjować. A jakbyś wygrał w totka to co? Moim zdaniem loterie to podatek od marzeń, lub nieco mocniej – od naiwności… Tak czy inaczej rozmowa co by się z wygraną zrobiło może dać ciekawy wgląd. Oczywiście raczej nie kupimy komuś Bugatti czy wyspy na Karaibach, ale taka rozmowa może dać spory wgląd w zainteresowania, marzenia czy potrzeby, które da się zrealizować zdecydowanie mniejszym nakładem finansowym. Bo podróż dookoła świata może być trudno zafundować, ale już np. album z takiej, którą odbył ktoś inny już tak. Wejściówka na podróżniczą prelekcję też może zadziałać, a coś o Bugatti również ucieszy. Choćby magnes na lodówkę. Bo pokaże komuś, że zauważyliśmy jego potrzebę i potraktowaliśmy wg jego pragnień. Dużo cenniejsze niż niejeden prezent. 


Bliższym osobom można zadać pytanie o dzieciństwo, czasy szkoły i młodości. Jakie wspomnienia są najcenniejsze, jakie sytuacje, jakie przedmioty czy miejsca. I prawdopodobnie wyjdziemy ze sporą listą potencjalnych i trafionych prezentów. Sentyment i nostalgia są jednymi z najcenniejszych wskazówek. Koncert idola z dzieciństwa czy potrawa przywołują wspomnienia jak film. Odwołując się do takich pozytywnych kotwic emocjonalnych – niewielkim kosztem taki „film” można komuś włączyć. Gwarantuję, że będzie to trafiony prezent.


A co jak mało kogoś znam? Widzimy się wyłącznie na święta i wielkanoc, albo gorzej: ostatni raz na chrzcie, a drugi na ślubie, trzeci będzie pewnie na pogrzebie… Wywiad z bliskimi czy przyjaciółmi może być dobrym rozwiązaniem. Popytać i o sporo można się dopytać, zamiast dawać coś co nam się wydaje, albo jest totalną sztampą typu alkohol czy pudełko czekoladek.


Czasem świetnie zaglądnąć na social media… To wręcz kopalnia pomysłów i wiedzy o tym, co dla kogoś jest ważne. Psychologowie mówią – pokaż mi swoje profile społecznościowe w internecie, a powiem Ci czego potrzebujesz. Także odpowiednio patrząc mamy masę rzeczy podanych na tacy. Lista trafionych prezentów na najbliższe kilka okazji gotowa. 


Co jeszcze można zrobić aby prezent był trafiony?


Mamy znajomość potrzeb i odpowiednią komunikację. Jest jeszcze coś co dodatkowo może pomóc: uważność na dopasowanie. Prezenty są trochę jak puzzle: mają pasować do danej osoby. Dajemy komuś kawałek z jego układanki zamiast z własnej. 


Prezent to tylko czasem może być przedmiot. Mamy oczywiście rzeczy materialne, ale mogą być też emocje, doświadczenia, sentyment, nostalgia, przeżycia, wspólny czas, przygoda, czy powrót do marzenia z dzieciństwa. Ktoś np. aktywny czy kochający podróże ucieszy się z czegoś co będzie z tym związane. Lubię sport i jestem aktywny to docenię i ucieszę się np. z bonu do sklepu sportowego, nie do Ikei. A taki kiedyś dostałem bo osoba kocha aranżacje wnętrz i aktualne trendy meblowe, jednak to jest jej układanka. Tak czy inaczej mam tu natychmiast informację czego ona sama by chciała.


Co ważne i cenne dla nas niekoniecznie będzie takie dla drugiej osoby. Coś cennego dla innej może u nas powodować pytanie „ale jak na to można wydawać pieniądze?!” Prezent ma sprawić radość obdarowywanej osobie, my mamy cieszyć się z dawania, zamiast z tego czy my sami ucieszylibyśmy się z tego co dajemy.


Pokaż mi na co wydajesz pieniądze, a powiem Ci co jest dla Ciebie ważne. Zazwyczaj jest to dość dobra wskazówka, choć bywa, że to, na co wydajemy jest tylko pierwszą warstwą i tak naprawdę nie o to chodzi. Nowy telefon czy samochód nie są koniecznością tylko np. chęcią zdobycia statusu. Potrzeba taka jak docenienie czy akceptacja chowa się znacznie głębiej, więcej piszę o tym w mechanizmach mody.


Prezenty użytkowe… 


Są jeszcze sytuacje bardzo codzienne i prezent związany z nimi może jest pozornie mało atrakcyjny, a jednak… Może być cenny. Dlaczego? Mamy tu tzw. koszt behawioralny. Niektóre rzeczy wymagają masy czasu oraz wysiłku intelektualnego czy fizycznego aby je zdobyć czy kupić i to właśnie określa to pojęcie. Płacimy trzema walutami i są to pieniądze, czas i nerwy. Dla mnie wycieczka do wspomnianej Ikei jest mordęgą: przebijanie się przez labirynt wnętrz i tłumy ludzi, aby finalnie dotrzeć do magazynu i tam dalej szukać… Wysiłek i wszelkie „tarcie” przeważają nad zyskiem i – choć cenię ich produkty – bywam tam w ostateczności raz na kilka lat. 


Koszt behawioralny powodują rzeczy takie jak: zbyt duży wybór, rejestracje, logowania, konta, kody, lokalizacja sklepu, konieczność korespondencji, sprawdzania wielu kryteriów, spasowania czy zgodności parametrów technicznych może skutkować tym, że ktoś – mimo, że daną rzecz chce – to tego wysiłku nie podejmuje bo jest on zbyt uciążliwy. Wtedy zdjęcie tego ciężaru i zakup takiej rzeczy może sprawić naprawdę sporą radość. Przykład – drewniana deska sedesowa. Prawdziwa, drobna codzienna potrzeba, detal, drobiazg, który kilkanaście razy dziennie sprawia małą przyjemność.


Podsumowanie


Znajomość własnych potrzeb, umiejętność słuchania, obserwacji i dostrzegania potrzeb innych starczą aby kupić trafiony prezent. Tylko tyle i aż tyle.


Warto też umieć docenić coś kompletnie nietrafionego, czy „podaj dalej”, albo wręcz totalny recykling czyli prezent, który już 2-3 wigilie temu widzieliśmy jak dostawała od teściowej ciotka, a tym razem zatoczył koło i trafia do nas… Czasem nawet w tym samym opakowaniu. Nietrafiony prezent jest świetną informacją czego potrzebuje osoba, która go nam dała.


Może, zamiast liczyć na domysły, w przyszłości warto jaśniej komunikować czego my potrzebujemy, a jak nie dotrze i po raz kolejny otrzymam damski sweter, czy będąc łysym szampon do włosów, to podziękować z poczuciem, że co do mnie należało to zrobiłem. Przy możliwej okazji podam dalej, jednak postaram się chwilę zatrzymać i zastanowić czy kolejna druga strona tego rzeczywiście potrzebuje. Wtedy nawet „podaj dalej” może być trafione.




Ilustracje do wpisów to fragmenty obrazów moich lub mojej mamy Hanny, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

3 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *