jedzenie

Jak umysł układa nam menu… O myśleniu o jedzeniu.

Jedzenie tylko czasami oznacza dosłowne zaspokajanie głodu. Rzadko jest potrzebą, najczęściej formą zaspokajania potrzeb. Często ukrytych w podświadomości. Dlaczego ziemniaki mamy zostawić, a mięso zjeść? Dlaczego pudełko lodów jest receptą na smutek po rozstaniu? Jakie efekty ma przekaz: byłeś grzeczny masz cukierka? Dlaczego tak trudno schudnąć?

 

Jemy to, na co ochoty nie mamy, odmawiamy sobie tego, na co ochota jest. Nie odmawiamy sobie tego, czego warto by było sobie odmówić. Bywa, że jemy nadmiarowo, albo za mało. Kwadratura koła, co za nią stoi? W tej kuchni menu napisano we wczesnych latach życia, a kucharzami byli rodzice, opiekunowie, nauczyciele. Sporo pozycji dodała też kultrura, środowisko i religia. To, co myślimy dziś o jedzeniu i co do jedzenia wybieramy to często bardzo głębokie spawy.

 

Patrząc na sposoby myślenia to w okolicach jedzenia jest ich ogrom. Spora część pozostaje nieuświadomiona, co jest fundamentem wielu zachowań z jedzeniem związanych i podstawą trudności w ich zmienianiu.

 

Jedzenia jest wręcz za dużo, masę się marnuje, wyrzuca, czy – „poprawnie” politycznie – utylizuje. Spotkałem się z twierdzeniem, że więcej ludzi umiera dziś z przejedzenia niż z głodu… Niezdrowa dieta (obok palenia, picia alkoholu i braku ruchu) powoduje 50% wszystkich chorób na świecie. Zdrowie jednak z jedzeniem rzadko idzie w parze i o tym dlaczego tak jest będzie dalej.

 

Jedzenie – w naszej części świata – bardzo rzadko stanowi wyłącznie zaspokajanie potrzeby biologicznej. Przetrwanie to – na szczęście – kwestia priorytetu dla niewielu ludzi. Poziom przeżycia to pierwszy etap kierowany przez mózg. Następne nadzorowane przez umysł to: jednostka, relacje, rodzina, wspólnota, drużyna, społeczność, naród… I tu w materii jedzenia zaczyna robić się ciekawie, bo przestaje chodzić o jedzenie…

 

Wybieramy potrawy w ściśle określony sposób, otaczamy gotowanie, przyrządzanie i jedzenie rytuałami. O co więc chodzi? Jedzenie jest tylko dodatkiem, który może jednak stanowić świetną bazę do poznania głębszych sposobów myślenia. Znaczna liczba tych przekonań jest jak jedzenie. To często słodka iluzja, która zatruwa, a prawda i świadomość czasem bywają gorzkie, jednocześnie uzdrawiają.

 

Poziom jednostkowy oraz emocje a jedzenie.

 

Jemy często aby w jakiś sposób się poczuć, głód rzadko ma znaczenie. Jak się aktualnie czujemy i jak się chcemy poczuć coś jedząc? Po co właściwie jemy…? Zanim zjem to mogę zadać sobie rzadko zadawane pytanie: czego potrzebuję?

 

Emocje towarzyszą jedzeniu i temu co obok się dzieje. Świętowanie, żałoba, awanse, rozstania… Warto na emocje patrzeć i zobaczyć w jakiej erze się jest. Są dwie: e.r.a. i E.R.A. Mamy na początku emocję na końcu podejmowaną akcję, różnica jest w środkowym „r”. W pierwszej „erze” akcja jest podejmowana bezrefleksyjnie na bazie podświadomej reakcji i oceny, w drugiej reakcję zastępuje refleksja. Emocje towarzyszące jedzeniu mogą być kapitalnym przewodnikiem, wręcz GPS’em, warto jednak wiedzieć jak na nie patrzeć, aby pomagały zamiast ograniczać.

 

Smak może przywoływać wspomnienia i odtwarzać przeszłość jak film i to kolejna z tych sytuacji gdzie głód jest na dalekim planie lub w ogóle jest nieistotny. Chodzi o powtórne poczucie się jak kiedyś. Sentyment i nostalgia przy niektórych potrawach to kotwice emocjonalne. Takie odtwarzacze doświadczeń i przeszłości można włączać jedząc potrawy z dzieciństwa, randek, owocnych spotkań, podróży. Da się też tworzyć je świadomie jedząc coś nowego w nowej czy ważnej sytuacji. 

 

Jedzenie jako sposób na stres, niepokój czy napięcie? Regulacja emocji za pomocą pożywienia jest iluzoryczna i chwilowa. Skupia się na objawach, a przyczyna pozostaje. Tłuczemy termometr, ale gorączka trwa. Przeanalizujmy przyczyny zamiast samego zachowania. Stety niestety nie da się lepiej czuć bez zmiany sposobu myślenia… Stres może mieć masę źródeł, tu kilka szybkich sposobów jak go zdrowo zniwelować. Część pierwsza i część druga.


Rozstanie, zwolnienie z pracy? To kolejna sytuacja kiedy jedzenie bywa sposobem na regulacje uczuć. Efekt ponownie jest jednak iluzoryczny i chwilowy… Warto popatrzeć prawdzie w oczy, zmierzyć się ze stratą i przeżyć związane z nią emocje. Uprzytomnić sobie życie w iluzji na temat drugiej osoby czy siebie. Trudne, jednocześnie wtedy robi się miejsce na nowe, a jedzenie może być tu cenną pierwszą informacją.

 

Jedzenie to często też odwaga – spożycie czegoś totalnie nowego, egzotycznego czy też już samo przygotowywanie może być super doświadczeniem. Ostre w Indiach znaczy coś zupełnie innego niż u nas, dlatego niektóre potrawy są wyłącznie dla miejscowych…

 

Czy potrafisz tylko jeść? Tak po prostu. Jeść i na tym się skupiać. Na smaku, doznaniach, zapachach. Czy też jedzeniu towarzyszy telefon, internet i robienie innych rzeczy?

 

Poziom kulturowy i społeczny

 

Sposoby myślenia, przekonania, przeświadczenia, „racje” i „prawdy” towarzyszą kręgowi kulturowemu, religiom, grupom, wspólnotom, narodom, te z kolei są wyrażane m.in. przez potrawy. Albo coś jemy, albo czegoś nie jemy. Tu krowy jemy, tam są święte. W Azji pałaszuje się zwierzęta uznawane u nas za przyjaciół i członków rodzin. Oczywista dla nas wieprzowina dla Żyda czy Araba jest absolutnie poza menu. Patrzymy z obrzydzeniem na Francuza jedzącego ślimaka, a on na nas kiedy wsuwamy kiszone ogórki. 

 

„My” i „oni”, kultura klanowa w czasach współczesnych. Jedzenie czegoś lub nie określa np. przynależność. Identyfikacja z grupą jest ogromnie silna. Jem – jestem z nimi, nie jem – jestem przeciwko. Jedzenie to też antagonizowanie i polaryzacja. Sposób aby manifestować i wyrażać wartości i przekonania od samego zaspokajania głodu dalekie. 

 

Przynależność powoduje, że zmieniamy swoje nawyki, albo wdrażamy nowe, z korzyściami dla siebie lub nie. Poczucie bycia potrzebnym, zaakceptowanym czy uznanym jest ogromnie silne. Raz służy wspierając, a raz jest manipulacją odwołującą się do tych potrzeb.

 

Gotowanie to czynność relacyjno-społeczna. Jedzenie jest tu tylko dodatkiem, a chodzi o sam wspólny czas przygotowywania i późniejszego sprzątania, ponownie mamy aspekt społeczny.

 

Przemoc jedzeniowa… 

 

To przekazy w stylu, że jak nie zjesz „to cioci będzie przykro”. Za babcie, za dziadka – ignorowanie pragnień dziecka. Dzieci w Afryce głodują. Ziemniaki możesz zostawić, ale mięso zjedz. Bo mama sie tyle natrudziła. Manipulacja. Jemy aby dostać akceptację, uwagę i sobie „zasłużyć”. Warunkowe lubienie czy miłość. Chwilowe, iluzoryczne… Przekaz „musisz zjeść” bo inaczej nastąpi odrzucenie. Odrzucamy potrawę, a nie osobę która ugotowała… Mała różnica którą mało kto zauważa i akceptuje. 

 

Agnieszka Kozak w „Uwięzieni we własnej głowie” zwraca uwagę na kilka kontekstów. Ta świetna książka ma krótki (niestety) rozdział o jedzeniu, ale kapitalnie zwraca uwagę na wiele rzeczy. „Bo babcia się tyle napracowała i jak nie zjesz to jej będzie smutno” ma dwie strony. Pokazuje ignorowanie potrzeb dziecka przez opiekunów. Kiedy mama woła Jasia z podwórka żeby przyszedł, a ten ją pyta: co tym razem? Jestem głodny czy chce mi się pić?” Instalowane tu jest, że inni wiedzą co jest dla nas dobre przy okazji pozbawiając sprawstwa. Siła sprawcza jest podstawą zdrowej pewności siebie.

 

Takie podejście na głębszym poziomie uczy, że jesteśmy odpowiedzialni za emocje innych ludzi… Nie jesteśmy, do tego prowadzi do właśnie to prób zadowalania innych, często własnym kosztem.

 

Przemoc jedzeniowa można stosować także wobec samego siebie. Tłuste i słodkie oraz tłuste i słone uzależniają na poziomie biologicznym. Jeśli są wzmocnione przekazem typu  „byłeś grzeczny masz cukierka” to do nagrody biologicznej dochodzi psychologiczna… Bardzo silna bo to warunek dostrzeżenia, bycia akceptowanym czy kochanym za bycie jakimś, najczęściej „grzecznym”.

 

Z jednej strony nagroda, z drugiej może być kara: „byłeś niegrzeczny to cukierka nie dostaniesz”. Słodycz przeistacza się jednak w „owoc zakazany” i w efekcie ponownie zamienia w nagrodę. Dodatkowo opakowaną emocjami ukrywania się, tajemnicy i stresu.  

 

Prosty przykład bo sytuacji gdzie jedzeniem możemy się karać czy nagradzać jest masa. Karzemy i nagradzamy siebie tak, jak byliśmy karani i nagradzani przez najważniejszych dla nas ludzi… Czy chodzi tu o głód biologiczny…?

 

Język miłości

 

Przygotowanie jedzenia może być wyrazem wsparcia, szacunku i miłości. Warto docenić. Kanapkę, upieczone ciasto czy zrobioną kawę. To często coś znacznie więcej niż właśnie jedzenie. Co jest oczywiste dla nas nie jest oczywiste dla innych. Choćby było oczywiste warto podziękować i docenić zamiast podchodzić z poziomu „należy mi się”, gdzie trudno o wdzięczność. Wdzieczność i dwa słowa o niej.

Dlaczego tak trudno schudnąć?

 

To pytanie zadaje sobie masa ludzi. Pomijając różne choroby, związane z nimi terapie i ich efekty uboczne to braku skuteczności warto doszukiwać się w głowie zamiast na talerzu… Fundamentalne pytanie to: jaka jest korzyść z braku zmiany?

 

Jak do tego doszło? To kolejna strategia na szukanie przyczyn. Jednym ze sposobów jest dzienniczek gdzie spisuje się wszystko co się je, z kim, w jakim kontekście i czy jest się wtedy głodnym. Bardzo dużo pokazuje. 

 

Znam osoby, które od lat bezskutecznie się odchudzają. Zdrowe osoby. Od 30 lat powtarzają „od jutra zacznę” szukając „motywacji”. Bazowe pytanie to jaka jest korzyść z trwania w obecnej sytuacji? Zawsze jest… Często mocno podświadoma. Jej odkrycie, zrozumienie i zrealizowanie w inny sposób stanowi kluczową zmianę. Przeanalizowanie własnej motywacji też może być sposobem na poznanie sposobów myślenia.

 

Niektóre toksyczne przekonania dotyczące żywienia to: grube dziecko=zdrowe dziecko, chuda kobieta=atrakcyjna, niejadek=ma jeść na siłę. Każde można by przeanalizować, jednak to w innym artykule, bo o odchudzaniu z pewnością jeszcze coś będzie.

 

Poziom głęboki

 

Mówi się o „relacji z jedzeniem”, a tak naprawdę chodzi o relację ze sobą… Bywa, że ma ona postać zamkniętego w trójkącie dramatycznym błędnego koła. Obserwacja spożywanych potraw, sytuacji i kontekstów, w których są jedzone to droga do poznania sposobów w jaki sami siebie traktujemy. Nagroda, kara, troska, odżywienie, regeneracja – możliwości jest wiele. Jedzenie to świetna wskazówka do poszukiwania naprawdę głębokich sposobów myślenia czy ukrytych emocji. Emocji dawno temu pogrzebanych żywcem, które jednak nie umarły… Zajadane domagają się uwolnienia. Jemy aby czegoś nie czuć, aby czuć się inaczej, albo żeby nie czuć w ogóle. Jedzenie to w tym przypadku nie potrzeba, tylko sposób na zaspokajanie potrzeb, z którymi często kontakt został zerwany wieeeele lat temu.

 

Jedzenie to wyraz troski, jednocześnie czasem potrzebujemy troski innej niż w postaci potraw. Bywa, że jedzenie staje się nieświadomą strategią pomocy samemu sobie. Rozwiązaniem, które chwilowo usuwa emocjonalne objawy, ale nie dociera do przyczyny. Wyraża jednak ukrytą potrzebę – zadbania o samego siebie i poradzenia sobie z wypieranym bólem z przeszłości czy zrozumieniem czegoś niewygodnego o samym sobie. Mimo, że jedzenie go nie nakarmi to może być cennym sygnałem. Tu może przydać się wsparcie terapeuty, przyjaciela czy mentora. W jakim kontekście jemy próbując sycić coś innego niż głód?

 

Zdrowie to z kolei coś dość rzadko idące w parze z jedzeniem. Wartość głównie deklarowana, rzadziej realizowana. Jemy śmieci bo tak szybciej, wygodniej, taniej, albo właśnie narzuca to przynależność czy przeróżne „powinności”. Mówimy sobie „nie”, a innym „tak”. Jedzenie lub nie jedzenie czegoś w połączeniu z tym, jak się to ma do zdrowia może być niezłym lustrem jak siebie traktujemy. 

 

Co się stanie jeśli nic nie zmienimy? Jaka jest korzyść z braku zmiany? Jej odkrycie bywa kluczowe… Inaczej to przykrycie chwilową ulgą pragnienia, które zamiast kolejnego ciastka, lodów czy kieliszka potrzebuje nakarmienia emocjonalnego. Dostrzeżenia, wysłuchania, akceptacji, zrozumienia i miłości. Bezwarunkowych. Doceniania zamiast oceniania. Zadbania o siebie zamiast zasługiwania. Zmiany sposobu myślenia. Własnego o sobie.

 

Podsumowanie

 

Jest wiele różnych głodów: spokoju, ulgi, rozładowania, bliskości, akceptacji, samoakceptacji, przynależności, szacunku, docenienia, wysłuchania, miłości, troski o siebie czy po prostu zapewnienia organizmowi energii do życia. Tylko ten ostatni syci się jedzeniem. To poziom mózgu, reszta pochodzi z umysłu i potrzebuje innego odżywienia. W tym menu warto aby było wsparcie, wysłuchanie, zrozumienie. Dla innych i przede wszystkim dla siebie.

 

Jesteś tym, co jesz dotyczy też umysłu. Co chłoniemy do głowy wpływa na jakość życia na każdym polu – w relacjach, podejściu do siebie, finansów czy pracy. To, co jest w głowie wpływa na to, co jemy, a to, co mamy na talerzu wpływa na jakość życia. Poprzez ciało i psychikę. Koło się zamyka. 

 

 

Ilustracje do wpisów to fragmenty obrazów moich lub mojej mamy Hanny, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *