Psychologia przygląda się jednostkom, socjologia grupom. Drużynom, klanom, narodom i społeczeństwom. Jeżeli dana wspólnota była w jednym środowisku i przechodziła przez podobne doświadczenia to często kształtują się podobne zachowania. Polacy takich formatywnych doświadczeń mieli sporo.
My i oni.
Podobnie jak w przypadku postawy życiowej, w grupie też są 4 możliwości postawy.
My ok, oni ok
My ok, oni nie ok
My nie ok, oni ok
My nie ok, oni nie ok
O pierwszej głównie czyta się w książkach, że jest możliwa, a jej prawdopodobieństwo jest niezerowe… Pozostałe – znacznie częściej spotykane – stanowią bazę trójkąta dramatycznego. Dzieje się to przede wszystkim na nieświadomym poziomie i prowadzi do gier psychologicznych.
My – ok, oni – nie ok. My ok – fundament do budowania wspólnoty i poczucia przynależności, a potrzeba akceptacji przez grupę jest przepotężna… To też fundament do polaryzacji i antagonizowania większości grup ludzi. Oni nie są ok – baza do szukania z jednej strony wrogów czyli prześladowców, których możliwie szybko zamieniamy w ofiary, sami prześladowcą się stając… Jeżeli podejście my jesteśmy ok jest budowane na poczuciu wyższości wobec innych to będzie to destruktywne. Inność jest „niebezpieczna” i „groźna”. Winni zamiast inni… Od „winy” już prosta droga do karania… Inni zamiast winni.
Najwięcej zła wyrządzono w imię dobra i kwestia przynależności do różnych grup była i jest tu bardzo istotna. W imię akceptacji wspólnoty ludzie są skłonni robić przeróżne rzeczy. Jeśli potrzeba przynależności jest podświadoma to aby ją zaspokoić wiele osób rezygnuje ze zdrowych nawyków, podąża fanatycznie za ideologiami, podchodzi zerojedynkowo. Tłum ma wiele głów, ale nie ma rozumu… Zdrowa wspólnota daje niesamowicie dużo, jednocześnie w trójkącie dramatycznym dzieje się inaczej: tę grę wszyscy przegrywają…
Ekstremalnym przykładem są Niemcy po I Wojnie Światowej… Upokorzeni, przegrani, skrzywdzeni, pokonani. Ofiary zasilane ideologią i propagandą. Podejście my nie ok, inni też nie ok. Z ekstremum ofiary, przechodzą do skrajności uznania siebie za „nadludzi”… Część z nich 20 lat później stanie się największymi katami w historii… Ta gra zazwyczaj zaczyna się z pozycji ofiary, a jeśli jest podsycona ideologicznie to historia pokazuje do czego prowadzi… Dziś tendencje nacjonalistycze bardzo rosną na sile. Od lat… Nie znając historii jesteśmy skazani na jej powtarzanie…
Najłatwiej agresję wywołać za pomocą empatii. Specjalizują się w tym politycy i media polaryzując społeczeństwo. Przedstawiciele opozycyjnych partii kłócą się na wizji, a do studia jadą tą samą taksówką i potem wspólnie idą na piwo. Ogłosić, że jakimś „naszym” dzieje się krzywda to najlepszy sposób na odpalenie grupowego prześladowcy. Raz po raz mamy takie tematy: aborcja, imigranci, Ukraińcy, LGBT i masa innych.
Najpierw stawiają nas lub „naszych” w roli ofiary. W przypadku łagodniejszej wersji przechodzimy w rolę wybawicieli. My ok, oni nie ok. Z racji, że niesiona pomoc często jest naszym kosztem i wynika z poświęcenia to szybko przechodzimy w prześladowców… Świetnie widać to na przykładzie uchodźców z Ukrainy i szybko zmieniającego się do nich stosunku…
Wojny religijne – my ok, oni nie ok. Prześladowca i ofiara na grupowym poziomie. Najwięcej zła wyrządzono w imię dobra. My jesteśmy lepsi i nasz Bóg też jest lepszy. My ok, wy nie ok. Bóg nie nakazuje zabijania w imię siebie. To pomysł ludzi i bardzo nagięta interpretacja świętych tekstów… To ludzki naddatek, próba uzasadnienia przemocy. Kontrola, polityk i biznes opakowane w duchowość. Niestety – jak powiedział Hegel – uczymy się z historii, że nie uczymy się z historii…
Polski narodowy trójkąt dramatyczny.
Blisko 200 lat niewoli. Niepodległość – po krótkiej przerwie – odzyskaliśmy dopiero w 1989 roku, bo PRL trudno nazwać wolnością. Pokolenia życia pod okupacją, jako niewolnicy czy podwładni miały wielki wpływ. Zaborcze władze odbierały wolność, decyzyjność, inicjatywę, poczucie sprawstwa. Formowała się społeczna mentalność ofiary, bezsilność, poddaństwo, bycie niżej i czucie się gorszym… „Jesteście gorsi” zamieniło się w „jesteśmy gorsi”. Niezłomna siła również trwała i pozwalała przetrwać, jednak na niej rzadko się skupiamy.
Jak popatrzeć na nasze społeczeństwo to postępujemy najczęściej z poziomu ratownika lub ofiary. Poświęcamy się dla innych własnym kosztem. Ukryta potrzeba to bycie docenionym i wdzięczność innych za to, co dla nich robimy. Jeszcze głębsza sprawa to brak docenienia siebie samych i uznania własnej wartości. My sami potrzebujemy to zrobić inni nie pomogą…
Walczyliśmy w wielu cudzych wojnach i na cudzych frontach. Choćby bitwa o Anglię. Doceniono nas? Nie, raczej wykorzystano jak pionka w większej grze. Polityka, ot co, ale powód aby przejść w rolę kata i ich za nasze krzywdy atakować się znajduje. Wspieranie innych jak najbardziej tak, wspieranie najpierw siebie – jeszcze bardziej. Niestety nadal się tego nie nauczyliśmy. Pomoc tak, jeśli jednak dzieje się naszym kosztem to prowadzi do polaryzacji i z ratownika zamieniamy się w prześladowcę to warto się zatrzymać…
Od niespełnionego ratownika i wybawiciela niedaleko do ofiary, a w tej roli czujemy się wyjątkowo dobrze. Celebrujemy martyrologię, cierpienie i klęski zamiast dostrzegać jaką siłę trzeba mieć aby przetrwać to, co przetrwaliśmy. Rzadko odwołujemy się do czasów naszej potęgi. Własnego państwa nie szanujemy tak samo jak okupacyjnego, jednocześnie własne państwo często nas traktuje jak oszustów, złodziei, przestępców, jak okupowanych…
Mamy trudności w stawianiu granic, walki o swoje czy bronienia swoich wartości. Dajemy sobie narzucać z zewnątrz regulacje, przepisy itp. Dochodzi katolicyzm, który w naszej wersji, wyjątkowo koncentruje się na męczeństwie i cierpieniu. Polska Chrystusem narodów… Mesjanizm to postawa ofiary.
Kolejna cecha to oddawanie sprawstwa na zewnątrz, a im mniejsze poczucie wpływu tym niższa samoocena… W 1920 nad Wisłą był „cud”, Krzyżaków też w sporym stopniu Matka Boska pokonała. Byliśmy kiedyś potęgą, jednak rzadziej mówi się o odsieczy wiedeńskiej, bitwie pod Chocimiem czy zdobyciu Moskwy, bo wolimy celebrować klęski. To podpiera i wspiera pozycję ofiary. Wiara jest ważna i niesie masę cennych wartości, jednocześnie podejście módl się jakby wszystko zależało od Boga, a działaj jakby wszystko zależało od Ciebie jest warte przemyślenia.
Oddawanie siły sprawczej na zewnątrz jest fundamentem niskiego poczucia wartości. My nie umiemy, robimy czy osiągamy tylko „się udaje”… Sukcesy to efekt przypadku zamiast własnych działań. A, bo tak „się mówi”. Taki się mówi, bezrefleksyjnie, a tymczasem słowa oddają myśli, za którymi stoją przekonania. Amerykanie mówią „you did it” – czyli zrobiłeś, a nie „it happened” – stało się. Przypisują sobie sprawstwo na każdym kroku, a jak na tym wychodzą widać w ich potędze i historii.
Nasz świat to świat dyrektywności, posłuszeństwa i podwładności. Mówimy „trzeba”, „musisz”, powinieneś”, a „decyduję”, „wybieram” czy „chcę/nie chcę” z trudem przechodzą przez gardło i brzmią dla nas „dziwnie”. Dziwnie bo są sprzeczne z głębszymi przekonaniami, a my jesteśmy przyzwyczajeni do musu, obowiązku, nakazów i zakazów zamiast własnej inicjatywy. Siła sprawcza to też odpowiedzialność. Odpowiedzialność ma w sobie „ość”, często boimy się aby nam w gardle nie stanęła i bywa, że w ogóle tej ryby wolności nawet nie próbujemy…
Katem stajemy się wyłącznie w desperacji. Potrafiliśmy np. bezwzględnie eliminować przywódców okupantów. Doprowadzeni na skraj wytrzymałości wreszcie zaczynamy walczyć zaciekle, skutecznie i bohatersko. Czasem w przegranej z góry sprawie. Tu kolejny schemat narodowy – świetnie zginąć w męczeńskiej walce poświęcając się dla idei. Kat zamienia się w ofiarę…
Na co dzień, dla swoich rodaków często jesteśmy katami. Brat przeciwko bratu, ale razem z bratem przeciwko sąsiadowi. Razem z bratem i sąsiadem przeciwko innej wiosce. Niski poziom zaufania do innych to efekt silnej mentalności klanowej – my ok, wy nie ok.
Razem potrafimy iść głównie w obliczu klęsk, kataklizmów, śmierci ważnych osób (np. Jan Paweł II) i innych ekstremów. Na chwilę… Jednoczymy się mając jakiegoś wroga, bez niego dużo trudniej, więc szukamy go między sobą. Kat i ofiara mają się dobrze…
Obserwator
Wyłamanie się z trójkąta na każdym poziomie to wyjście z trzech jego ról. Dostrzeżenie korzyści jakie każda pozycja daje. Tak, mamy korzyści z bycia ofiarą, ratownikiem i prześladowcą. Najczęściej podświadome. To przegrane z góry gry, błędne koło.
Do wyjścia z trójkąta potrzeba obserwatora. Kogoś patrzącego z zewnątrz. Bez oceny, bez emocji, z zaciekawieniem, z pytaniami zmieniającymi perspektywę. Ofiara potrzebuje przyjąć, że jedna ręka nie zaklaska i fakt, że ofiarą jest to też w około połowie jej odpowiedzialność… To właśnie ta „ość” – przyznać, że to, gdzie się znajduję jest też efektem moich decyzji. Świadomych bądź nie. Brak decyzji też decyzją jest.
Świadomy prześladowca poddaje refleksji swą siłę, a głębiej słabość, którą pod nią skrywa. Agresja, złość, siła i bezwzględność „oprawcy” są czasem potrzebne i cenne. To cechy neutralne, kwestia sprawy i ich użycia czyni kata. Służą w obronie własnych wartości, granic i potrzeb. Wszystko – jak zwykle – zależy. Świadomość pozwala ocenić kiedy służą, a kiedy nie, na narodową terapię jednak nie liczę.
Pomaganie innym – bezcenne, jeśli dzieje się własnym kosztem – już niekoniecznie. Cena poświęcenia jest zawsze większa niż zysk… Pomaganie z oczekiwaniem na rewanż, z pozycji „my nie ok”, z potrzebą docenienia i akceptacji w tle – warte refleksji. Wspieranie w układzie „my ok” i „wy ok” daje zupełnie inne rezultaty, z brakiem oczekiwania czegoś w zamian na czele.
Podsumowanie
Jesteśmy niesamowici, pracowici, kreatywni, niezłomni, waleczni i wytrwali. Zamiast dostrzec to w sobie, oczekujemy aż zrobią to inni. To jednak droga donikąd. Zamiast się oceniać, warto się doceniać. Uznać swoją wartość. Bo ona jest bezdyskusyjna.
Wyjście z narodowego trójkąta dramatycznego możliwe jest wg mnie przede wszystkim oddolnie. Odgórnie też – gdyby np. wprowadzić podstawową psychoedukację do szkół, co jednak z założenia jest raczej utopijną wizją…

[…] na rodzaje podejmowanego postu. Jednostkowo i społecznie często robimy z siebie ofiarę… To część naszej mentalności narodowej. Ma tło religijne, choć skupienie się na męczeństwie i poświęcaniu jest już swego rodzaju […]