Czy zawsze budować mosty czy może jednak czasem mury? Czy warto mieć przestrzenie, w których mosty są co najmniej zwodzone? To kwestia porozumienia i stawiania granic, bardzo często mylnie rozumiana co prowadzi do kłótni i konfliktów. Czyli kiedy mosty, a kiedy mury?
„Bo ty” – to fundament kłótni. Świadomie, a najczęściej nie, atakujemy drugą osobę, która się nakręca i broni co podsyca konflikt. Efektem kłótni jest wyłącznie utwierdzenie się każdej ze stron w dotychczasowych racjach.
Bo ty, przez ciebie, to twoja wina. Oddanie sprawczości na zewnątrz i przerzucenie odpowiedzialności za swój stan na inną osobę. Emocje wywołują nie fakty tylko nasza ich ocena. To stoicka myśl, która ma już jakieś 2500 lat. Stąd warto włączyć uważność i zobaczyć jak oceniam rzeczy, zachowania i sytuacje, na które reaguję silnymi emocjami. Bodziec-interpretacja-działanie warto zamienić na bodziec-refleksja-działanie, czasem nazywane E.R.A. – emocja-refleksja-akcja. I budujemy wewnętrzny most za wewnętrzny mur naszego umysłu, za którym są nasze podświadome przekonania.
Każde „bo ty” kruszy most w relacji. Każde „bo ja” go buduje. Jest mała różnica w słowach, za to wielka w komunikacji. „Jesteś głupi” to co innego niż „zobaczmy jak to zrobić inaczej”. Każda ocena, krytyka, skupienie na wyniku i porównanie go niszczą. Każda ciekawość, wysłuchanie, docenienie, dostrzeżenie czy zainteresowanie będą go budować. Niewiele mostów w dzisiejszej szkole czy sporcie… Kłótnia odnosi się do przeszłości, a nie do aktualnej sytuacji czy osoby.
Przykład: złoszcząc się na czyjeś zachowanie może być tak, że włącza się mechanizm z przeszłości – ktoś kiedyś (np. rodzic albo nauczyciel) potraktował nas w sposób trudny dla nas emocjonalnie (silna ocena, obwinienie, zastraszenie). Dziś – słysząc podobne słowa z ust innej osoby reagujemy mechanizmem z przeszłości. W drodze świadomej obserwacji czy rozmowy okazuje się, że zaatakowałem np. żonę czy koleżankę z pracy za sytuację z przeszłości. Zareagowałem emocjonalnie dlatego, że np. matka tak do mnie mowila… Czyli problem w ogóle nie dotyczy osoby, z którą się spieram.
Spierać się więc warto, ale nie z kimś tylko o coś. To inna perspektywa: obiektem sporu jest dyskusyjna sprawa zamiast osoby. Tylko wewnętrzna zmiana daje zewnętrzne rezultaty.
Jednym z częstych wyzwalaczy kłótni i murem w relacjach jest traktowanie dorosłej osoby jak dziecko. Ma często miejsce w relacjach dorosłe dzieci-rodzice, szef-pracownik, mąż-żona, partnerka-partner. To, w skrócie, pewien zbiór przekonań i zachowań między ludźmi. Należą do nich np. ja wiem lepiej, a najczęściej najlepiej, „nie dyskutuj”, twoje zdanie jest nieważne, masz robić jak chcę i koniec. Pojawia się tu też przede wszystkim kontrola (np. pod postacią niezdrowej formy troski), brak akceptacji, „ochrona” drugiej osoby przed ponoszeniem odpowiedzialności za decyzje, brak ciekawości i wysłuchania – temat na pewno będę rozwijać, tu tylko zaznaczam jego spory wpływ na jakość relacji.
Kolejnym murem, wartym zburzenia, jest brak wysłuchania, ciekawości i zrozumienia. Przesadzasz, nie histeryzuj, to głupstwo, uspokój się to tylko niektóre z komunikatów szybko stawiających mury. Coś błahe dla nas może być dla kogos ważne, bo druga osoba patrzy na tę sytuację kompletnie inaczej i przez inne historie i doświadczenia. Most zbuduje otwartość i ciekawość: dlaczego dla tego kogoś to jest ważne?
Wiedząc choćby to co powyżej, jest szansa na budowę mostów. Nie wiedząc, mamy szansę na konflikty, zachodzi wzmocnienie „słuszności” własnej jedynej słusznej w tym podejściu racji i pozostanie w okopach swoich przekonań.
W NVC czyli porozumieniu bez przemocy czerwoną lampką jest zwrócenie uwagi na sytuację kiedy czuję się winny, że powiedziałem o swojej potrzebie. Stawianie granic, obrona własnych wartości i zasad to coś czego rzadko się za młodu uczymy. To mury warte zbudowania. Bo, zwłaszcza dziewczynki, mają być „grzeczne”, czyli właśnie nie dbać o siebie, być posłuszne i uległe. Finalnie, szczególnie właśnie kobiety żyją wbrew sobie i myśląc „nie” często mówią „tak”…
Czasem powiedzenie „nie” oznacza budowanie mostu, a nie muru. Mostu do siebie, zrozumienia siebie i bycia w zgodzie ze sobą. Jeśli mówiąc „tak” myślę „nie” to jest to warte refleksji i poszukania przyczyn dlaczego tak się dzieje.
Są takie mosty, które uważam, że warto spalić, albo przynajmniej zamienić na zwodzone i podnieść, bezpiecznie obserwując co się stanie. Toksyczni, podcinający skrzydła ludzie, wpędzający w poczucie winy i inni świadomi manipulatorzy czy oszuści lepiej żeby zostali za murami. Nie przez nas się tacy stali, nie przez nas przestaną. Chyba, że jesteśmy np. terapeutami i do nas przyjdą po pomoc. Otwarcie się na zmianę sposobu myślenia to jednak dość rzadki przypadek. Zmienić możemy jedynie siebie, innych – choc czasem bardzo tego chcemy – nie.
A mury? Niektóre były obronne, były granicą, aby to czego nie chcemy, nie wdarło się do wnętrza. Trochę jak statek, który tonie bo jest nieszczelny, a nie dlatego, że woda jest wokoło. Pewnym rzeczom, nawykom, zachowaniom i ludziom warto postawić solidne mury. Fachowcy mówią, że jest to niezły sposób na większość problemów.
Czasem mury budowano po to, aby to co za nimi, się nie wydostało… Jung mówi, że to czego najbardziej potrzebujemy jest tam gdzie najmniej mamy ochotę szukać. Mamy często w sobie wiele murów, zbudowanie mostu i zaglądnięcie za nie to ogromna odwaga. Kortez pyta: „Czy wychylisz się by spojrzeć raz, co na dnie masz?” Warto.
Więc – ulubiona odpowiedź – to zależy. Czasem mosty, czasem mury. Sztuką myślenia dokonać wyboru.
Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Add a Comment