motywacja

Motywacja. Kiedy działa, a kiedy nie? Głębsza analiza.

Nie będzie to artykuł “motywacyjny” z serii “sky is the limit”, czy “możesz wszystko”. Przyglądnę się głębszym przyczynom i korzeniom motywacji. Podam też kilka podpowiedzi: JAK ją znaleźć i wzmacniać oraz dlaczego czasem gaśnie. 

 

Motywacja wywodzi się z włoskich słów: motyw i akcja. Czyli mamy intencję i następnie działanie. Problem w tym, że najczęściej skupiamy się na działaniu często nie znając motywu. Dzieje się tak ponieważ mamy dużo źródeł motywacji, a wiele z nich opartych jest na podświadomych mechanizmach. 

 

Do „sky is the limit” odniosę się krótko – ludzie dolecieli na Księżyc, a jeśli mamy limity to przede wszystkim we własnych głowach. Nie możesz wszystkiego, za to możesz ZNACZNIE WIĘCEJ niż Ci się wydaje, a to już wystarczy.

 

Ukryty autopilot,

 

Fundamentem motywacji jest intencja. Bardzo często wywodzi się z wczesnego dzieciństwa, schematów kulturowych czy religijnych – jest więc podświadoma i działa jak ukryty system operacyjny. U źródła tych podkorowych intencji stoją elementarne potrzeby: bycia docenionym, wysłuchanym, dostrzeżonym, spełnionym, zrozumianym, zauważonym czy kochanym.

 

Zaspokajanie tych potrzeb może być realizowane na przeróżne sposoby, często – wydawałoby się – sprzeczne i stojące ze sobą w konflikcie. W naszej kulturze najczęściej próbujemy poprzez wszelkie wyniki, co jest jednak nieskuteczne. Z jednej strony możemy mieć więc np. bunt, nałogi, stres, kłótnie, pracoholizm. Szkodzić sobie, niszczyć swoje ciało chemią i plastikiem, zarywać noce, przetrenowywać czy zapracowywać się? Jeśli za nimi stoją rzeczy jak akceptacja grupy, zasłużenie sobie na miłość, poczucie atrakcyjności (poczucie, bo z atrakcyjnością ma to niewiele wspólnego), czy oceny i opinie innych (np. „co ludzie powiedzą”) to zaczynamy płacić tę cenę. Czasem tak wysoką, że dopiero desperacja w postaci np. ciężkiej choroby pozwala zmienić sposób myślenia. Możliwa jest jednak inspiracja i do niech zachęcam.

 

Pasja, “wewnętrzny głos”, poczucie szybciej płynącego czasu, radość, ekscytacja. To druga strona. Po tych emocjach świetnie poznaje się, że robię coś „swojego” i warto w to inwestować czas. To czynności witalne, o których piszę tutaj. 

 

Psychologia analizuje nie zachowania tylko ich przyczyny. Pomocne w poszukiwaniu prawdziwej intencji naszego działania jest wielokrotne odpowiadanie sobie na pytanie “dlaczego robię to, co robię?”. Start w zawodach, rywalizacja, chęć zajęcia tego czy innego miejsca jest tylko pierwszą warstwą. Najciekawsze są 4-5 poziomów głębiej, po co najmiej 4-5 krotnym zapytanieu „dlaczego?”, Czasem potrzeba czasu żeby do nich dotrzeć. Start w zawodach, przefarbowanie włosów, czy zakup nowego telefonu nie są potrzebami tylko formą zaspokajania potrzeb. Jakich? Każdy niech sobie podrąży.

 

Coś więcej niż wyniki.

 

Żyjąc w kulturze, gdzie jesteśmy praktycznie od zawsze oceniani za wyniki. Do tego głównie krytycznie i poprzez porównywanie, w efekcie często uzależniamy swoje poczucie wartości od rezultatu. Rzadko jesteśmy doceniani za pracę, wkład, zaangażowanie, proces czy umiejętności tylko głównie za wynik. Wcześniej wymienione potrzeby docenienia, zasługiwania, spełnienia czy bycia zauważonym zostają oddzielone od osoby, a powiązane z zewnętrznym rezultatem. Motywacja zewnętrzna, często przemocowa i toksyczna (krytyka, porównywanie i ocena) prowadząca do poddawania się i rezygnacji z własnej wyjątkowości i rozwoju, o czym więcej tutaj.

 

Bywa, że całe życie podporządkowane jest pogoni za różnego rodzaju rezultatami. Jak powiedział Will Smith: “Zbyt wiele osób wydaje pieniądze, których nie zarobiło na rzeczy, których nie potrzebują by zaimponować ludziom, których nie lubią”. Budowanie samooceny na doświadczaniu, zdobytych umiejętnościach, dbaniu o własne potrzeby, zaufaniu do siebie powoduje, że wynik staje się ich bonusem i tylko pośrednim celem. Jak w jednym z moich ulubionych obrazków: ścigające się psy na torze, a w oddali, w otwartym boksie, leżący spokojnie gepard i podpis: “znając swoją wartość nie musisz nic udowadniać”.

 

Motywacja gdzie celem jest wynik będzie słaba, bo jest motywacją zewnętrzną, a ta przegrywa z wewnętrzną. Najsilniejsza motywacja wewnętrzna jest gdy celem jest zmiana osobowości. Zamiast „wygram te zawody” to będę będę sprawnym, zdrowym i szczęśliwym. Zamiast „rzucę palenie” to „jestem świadomą osobą, która dba o siebie”. Cel, następnie skupienie na drodze. Wybierając się w rejs trzeba wiedzieć dokąd płynąć, a z chwilą obrania portu docelowego najważniejszy jest jednak kurs. Właściwe obranie celu pozwala na skuteczność nawet w przypadku postanowień noworocznych.

 

Ważna jest też motywacja „od” i motywacja „do”. Czyli czego chcę i czego nie chcę. Najczęściej skupiamy się na tym czego nie chcemy, pomijając wtedy zadanie sobie kluczowego pytania „co w zamian?”. Motywacja „od” i „do”, może być zarówno wewnętrzna jak i zewnętrzna. Warto odkryć wewnętrzną i działać dualistycznie łącząc to czego chcę z tym czego nie chcę.

 

Nic się nie “udaje”.

 

Udało się zdobyć, udało się przejść, udało się wygrać. Nic się samo nie udaje. Porażka czy błąd – “patrz co zrobiłeś”; sukces – “udało się”. Z jednej strony błąd i porażka są do mnie przypisywane, a sukces ulatuje gdzieś na na zewnątrz, na konto przypadku czy szczęścia. Konsekwencja – brak poczucia sprawstwa. Świadomość wpływu na osiągane rezultaty, powiązanie tego z własnymi decyzjami i działaniami jest jedną z podstaw motywacji i pewności siebie. Semantyka “udało się” pozbawia tego sprawstwa, słowa są efektem myśli, przekonań, przekonania to działania, a działania to skuteczność. “Zmień swoje słownictwo a zmienisz swoje życie”. Nie używam “udało się” od lat.

 

„Muszę”, „trzeba”, „powinienem’, „wypada/nie wypada” to określenia mające głębsze dno. Aaaa, bo tak się mówi… A chce Ci się jak ktoś Ci powie „musisz”?Zobacz jak zareagujesz gdy zamienisz je na „chcę/nie chcę”, „wybieram”, “decyduję”. Skoro tylko „się tak mówi” to dlaczego ta zmiana jest taka trudna? Odpowiedzialność. Wolność ma w sobie „ość”. Pierwsze to oddanie sprawstwa na zewnątrz: bo „oni” mi kazali, bo rodzice, bo szkoła, bo szef, bo niesprawiedliwy świat, politycy, takie życie, geny, szczęście lub jego brak. Drugie to świadomość siły sprawczej i poczucia wpływu, bardzo ważne dla zdrowej motywacji i pewności siebie. Nieco więcej o wpływie tego jak myślimy na działania w tym artykule.

 

Konsekwencja i zaangażowanie.

 

Uleganie modzie, opiniom innych, czy wpływom kulturowo-społecznym może zaowocować pozytywnymi efektami. Jednak wyłącznie wtedy kiedy będą one zgodne z prawdziwymi potrzebami danej osoby. Jeśli będzie inaczej, to oprócz spadku motywacji, może to spowodować stres, frustrację, spadek energii i w efekcie uczucie wypalenia. Jest ono efektem pułapki konsekwencji i zaangażowania, społecznego przekazu “jak zacząłeś to skończ” i jednoczesnej krytyki “słomianego zapału”. Nie wszystko co rozpoczęte warto i opłaca się kontynuować, czasem się opłaca, ale nie warto… To droga do wypalenia. Mechanizm konsekwencji i zaangażowania jest niezwykle silny i, oprócz dążenia wytrwale i skutecznie do celu, może czasem prowadzić do wieloletniego trwania w czynnościach sprzecznych z naszymi potrzebami. 

 

Zainteresowanych tematem odsyłam do książki “Wywieranie wpływu na ludzi” autorstwa R. Cialdiniego, osobiście uważam tę pozycję za wręcz obowiązkową w dzisiejszych czasach i całym sercem i rozumem polecam.

 

Małe kroki wielkie dystanse.

 

Każda wielka i trudna rzecz składa się z małych i łatwych kroków. Działanie jest kolejnym fundamentem motywacji. Zredukuj cel do małego kroku i zacznij. Inspiracja, znajomi, działanie w grupie, “ja też tak chcę” czy mowy motywacyjne są tylko zewnętrzną iskrą, która może szybko zgasnąć. Paliwem dla ognia jest wewnętrzny wybór, działanie zgodne z własnymi potrzebami, najlepiej monitorowane, odhaczane w tabelce, na ścianie, lodówce, w social mediach, w planerze, na tablicy w sali. 

 

Porównywanie do siebie. Rodzi zdrowe zaangażowanie i konsekwencję. Rytm i rutynę. Samodyscyplina – robię to na co czasem nie mam ochoty. Pada i jest zimno, ale idę potrenować bo prowadzi mnie to do obranego celu. Samokontrola – nie robię tego na co mam ochotę. Rezygnuję ze słodyczy, używek, niezdrowego, choć często smacznego, jedzenia.

 

Wiesz czego chcesz?

 

Jeśli nie wiem czego chcę to wezmę cokolwiek. Z chwilą poznania własnych potrzeb staję się odporny na niezasobną część wpływów z zewnątrz. Nieważna staje się np. moda i stojący za nią marketing, odpada ogrom zewnętrznych motywacji. Jak wiem czego chcę to wiem czego nie chcę. Jeśli wiem czego chcę to również to CZUJĘ. To właśnie na początku często jest dziwne bo nie jesteśmy uczeni skupiać się na naszych emocjach. A to, co intuicyjnie czujemy podczas wykonywania danej czynności jest jednym z kluczy. Dodaje energii, ekscytuje, pobudza i cieszy to jedna strona, druga to spadek energii, frustracja, złość, smutek czy żal. Emocje ciągnące w górę to klucz do motywacji “do”, uczucia ściągające w dół mogą wskazywać motywację “od”.

 

Wymówki.

 

Są cenne przy odpowiednim spojrzeniu. W połączeniu z emocjami wymówki są kluczem do odkrywania potrzeb. Pierwsze to wymówki mówiące – weź to w końcu zrób. Nie chcę wystartować, a jednocześnie oglądam te filmiki z zawodów, ekscytuję się, dodaje mi to energii przy jednoczesnym strachu, ciągnie mnie. Podziwiam osoby już daną rzecz robiące. Pojawiają się jednak wymówki: to za trudne, jestem za stary, będą się śmiali itp. Jeśli towarzyszy im ekscytacja to są wymówki, które tak naprawdę mówią “weź i zrób”.

 

Opcja druga – wymówki odciągające. Odechciewa się na samą myśl, czujesz nudę i frustrację? Robisz wszytko naokoło aby tylko nie zabrać się do czegoś? Czegoś czego przypadkiem może nie lubisz, ale „trzeba” czy „musisz”? Przerwa na papierosa w nielubianej pracy, wyjście na kawę czy zasiedzenie się na telefonie? Tego typu wymówki mogą być cenne i mówić – może warto przestać to robić i zająć się czymś innym. Właśnie dochodzisz do odkrywania swoich prawdziwych potrzeb.


I pomyśleć, że start w tych czy innych zawodach może być pierwszym poziomem ogromnie ciekawej drogi. W biegach z przeszkodami wystartowałem pierwszy raz na Spartanie w Krakowie w 2017. Ciągnęło mnie bardzo. Nie wiedziałem co, ale czułem to i za tym poszedłem. Zmieniłem i zmieniam cały czas swoje życie. Bałem się i jednocześnie ekscytowałem. Potem bałem się i robiłem. Celem było przejść jak najwięcej przeszkód. Tych na trasie, potem tych w życiu… Przeżyć, doświadczyć, zmienić perspektywę, wyciągnąć wnioski, przekazać dalej. To moja motywacja.


Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

3 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *