matka

Relacja z matką – najważniejsza, dlaczego często też najtrudniejsza…?

Czy pretensje do rodziców o to jak nas wychowali są uzasadnione? Czy matka nas przeprosi za to, co nas z jej strony bolało? Będzie nieco niepopularnie i niewygodnie bo o emocjach, które są nieakceptowane społecznie, w szczególności jeśli czujemy je, a tym bardziej wyrażamy, w stronę rodziców… Skąd się biorą i o czym informują?

 

Widzę, również na swoim przykładzie, że relacje dorosłej osoby z matką można podzielić na kilka etapów, choć to, jak reaguje dorosły ma oczywiście korzenie w dzieciństwie. Wtedy powstają schematy postępowania i zachowania, wg Analizy Transakcyjnej „skrypty życiowe”. Nieuświadomione strategie mające pomagać zachować bezpieczeńśtwo emocjonalne.

 

Dziecko jest zależne, więc „z urzędu” mu się należy. To rzadka sytuacja kiedy można powiedzieć, że się coś należy. Jego przetrwanie zależy od opiekuna, więc należy mu się to, że jego potrzeby są przez innych zaspokajane. Jednocześnie od dziecka nie należy się nic w zamian. We wczesnych latach po prostu jest i nie wnosi niczego do społeczności, w której jest. O ile potrzeby biologiczne są najczęściej zadbane to z emocjonalnymi bywa różnie.

 

Część 1: Pretensje do rodziców.

 

Poczucie braku i rozczarowania to pierwszy rozdział. Nie dostałem tego i tamtego, nie miałem tego co inni. Koncentracja na braku. Dewaluacja i porównywanie się w dół. Inni dostali, a ja nie, czyli „jestem gorszy” lub „nie zasługuję”. Przekonanie takie buduje się na tym, że dziecko uważa, że jest przyczyną tego co i jak matka w jego stronę robi. Tu powstaje schemat, że to „moja wina”. Następnie – aby czuć się kochanym – pojawia się dążenie do tego, że trzeba być „jakimś” i spełniać oczekiwania, bo taki jaki jestem jestem niewystarczający. Przekonanie, że na miłość trzeba sobie zasłużyć: byciem „grzecznym”, ocenami w szkole, dyplomem, wzorową rodziną i posprzątanym domem itp. I gonimy za ambicjami rodziców, zamiast być sobą to spełniamy oczekiwania, czasem przez całe życie. Rodziców, albo nasze… Im dłużej tak robimy tym czeka nas większe rozczarowanie.

 

Z wiekiem wahadło idzie w druga stronę: to przez rodziców, to ich wina! Złość, gniew, frustracja, a pod nimi smutek i żal. Smutek i żal, bo bardzo prawdopodobne, że nasze potrzeby emocjonalne nie były w dzieciństwie zaspokojone. Bliskość, akceptacja, bycie wysłuchanym, zrozumianym czy poczucie bycia kochanym to najczęstsze z nich. Jeżeli autonomia i przestrzeń nie była szanowana, wchodzono bez pukania do pokoju, stosowano podejście „dzieci i ryby głosu nie mają” to pojawia się złość, gniew, za nimi agresja, a często wściekłość i furia. Jednak… nie wolno ich w stronę rodziców wyrazić. Bo nauczyliśmy się, że to „przesada”, „histeryzowanie”, a to przecież „drobiazg”.  Jednak jeśli próbowaliśmy to byliśmy za to karani: fochem, milczeniem, ignorancją czy odrzuceniem. Emocje zostają więc w ciele, powodują napięcia. Bo emocje pogrzebane żywcem nie umierają…

 

Mamy prawo je czuć, są w porządku i świadczą o kluczowych dla nas potrzebach. Tego typu emocje skierowane w stronę rodzica nie są społecznie akceptowane, więc je tłumimy. Mamy prawo je czuć oraz wyrazić i bardzo dobrze to zrobić; niekoniecznie bezpośrednio w stronę rodzica, bo jest minimalna szansa, że to zadziała… Jest masa sposobów, przede wszystkim terapeutycznych, które pozwalają sobie z tym poradzić. Jednym z nich jest napisanie listu do matki. Piszemy w nim o wszystkim o czym chcemy, o tym co trudne i o co mamy żal, dlaczego czujemy złość i smutek. To proste, jednocześnie bardzo głębokie doświadczenie. Piszemy aby uwolnić i uświadomić sobie to co było dla nas ważne, a czego nie dostaliśmy. Innym sposobem jest praca z tzw. „wewnętrznym dzieckiem”. To część psychiki reprezentująca potrzeby dziecka, będące jednak istotnymi również w dorosłym życiu. Ich zaspokajanie jest jednym z fundamentów jakości życia.

 

Tak, wielu rzeczy od matki nie dostaliśmy, choć (jako dziecku) się należały. I kończąc tak ok. 25 lat kiedy mózg osiąga dojrzałość – warto przestać oczekiwać, że dostaniemy… Uważam, że jako dorośli nie mamy już prawa wymagać od rodziców tego czego wg nas nie dostaliśmy w młodości, mimo że bezsprzecznie się to wtedy należało. Jednak jeśli rodzice tego nie zrobili w dzieciństwie to w dorosłym życiu też tego nie zrobią. To żeby te potrzeby sobie uświadomić oraz zaspokoić to dziś nasza odpowiedzialność, inaczej będzie to dziecięce zachowanie.

 

Jakie są niektóre źródła? 

 

W naszej kulturze mocno prawdopodobne jest, że matka nie dbała o siebie i własne potrzeby emocjonalne i fizyczne. Bardzo możliwe, że poświęcała się dla wszystkich naokoło obsługując ich i wyręczając, choćby dlatego, że uważała, że tylko ona jest w stanie coś zrobić „dobrze”, albo on jest „za mały” aby wziąć za coś odpowiedzialność. Nie potrafiła powiedzieć „nie”, miała trudności ze stawianiem granic. Pod presją uległości, bycia posłuszną, „dobrą żoną”, „dobrą matką” żyła sfrustrowana, zmęczona i często nieszczęśliwa.

 

Ocenianie, krytykowanie, dewaluujące porównywanie to kolejna paczka destruktywna dla psychiki… W większości przypadków matka nie miała świadomości jakie to niesie konsekwencje dla niej i dziecka. Psychoedukacja jest względnie popularna może jakieś 20 lat, a pójście na terapię bardzo powoli staje się równorzędne pójściu do lekarza jak coś boli czy wezwaniu hydraulika to zatkanego zlewu. Warunkowa miłość i akceptacja – masz być jakiś, czyli inny niż jesteś.

 

Dziecko uczy się poprzez naśladowanie. Skoro najważniejszy dla niego autorytet jakim jest rodzic nie dba o siebie i swoje emocje to tym samym podświadomie uczy, że dziecko ma robić to samo: poświęcać się, nie stawiać granic, nie dbać o siebie, żyć wbrew sobie i w oczekiwaniu na akceptację, zrozumienie i miłość spełniać oczekiwania innych…

 

 Jak matki manipulują dziećmi?

 

Jeżeli czujmy się winni z powodu tego, że prosimy o coś ważnego dla nas to warto się zatrzymać na refleksję. Manipulacja i kontrola poprzez wstyd, strach i poczucie winy to najpopularniejszy arsenał wpływu matki na dziecko. Często też dorosłe. Matka zna nas najlepiej więc i najlepiej czuje, w który punkt uderzyć… Zazwyczaj robi to podświadomie, jednocześnie bardzo skutecznie… „Bo ja dla Ciebie tyle zrobiłam, wypruwałam sobie żyły, a ty teraz nawet do mnie nie dzwonisz” to jeden z takich klasyków.

 

„Zaklęci w słowach rodziców” Agnieszki Kozak to książka, którą bardzo polecam jeśli ktoś chce zgłębić temat; autorka prowadzi też kapitalny kanał na youtube. Dla chcacych wejść jeszcze dalej, poznać i zrozumieć style przywiązania to polecam książkę „Matka niedostępna emocjonalnie” Jasmin Lee Cori.

 

Czy matka przeprosi?

 

Warto przestać oczekiwać czegoś co często uznajemy za kluczowe: matka „powinna” nas przeprosić. Nie przeprosi. Aby przeprosić potrzebowałaby uznać sama przed sobą, że swoim zachowaniem wyrządziła dziecku krzywdę. To – bez przejścia np. psychoterapii – jest minimalnie prawdopodobne bo strach przed oceną w postaci „jestem złą matką” i związanym z nim poczuciem winy jest przeogromny. Wiele kobiet nie jest w stanie tego unieść i uciekają w zaprzeczenie mówiąc dziecku „przesadzasz”, „nie histeryzuj”, „przestań wydziwiać”, „to głupstwo” czy „inni mieli gorzej”. Warto – choć to trudne – zaakceptować, że prawdopodobnie matka nigdy nas nie przeprosi i zająć się samymi sobą i tym, na co mamy wpływ, a na sposób myślenia mamy.

 

Traktowanie jak dziecko.

 

Uważam je za podstawę konfliktów z rodzicami. Pokrótce opiera się ono na szeregu zachowań i przekonań w relacji rodzic-dorosłe dziecko. Dla zainteresowanych polecam Analizę Transakcyjną. Przejawiają się w kontroli (np. poprzez nadopiekuńczość, częste telefony), braku wysłuchania (bo tylko matka może mieć rację i wiedzieć czego dziecko chce, czuje i potrzebuje). Jak Jasiu, który zawołany z podwórka pyta matkę: Tym razem chce mi się sikać czy jeść? 

 

Traktowanie jak dziecko to też decydowanie za nie, branie za nie odpowiedzialności (w tym też finansowej, utrzymywanie itp.). Wtrącanie się w przestrzeń, brak poszanowania granic i uczuć, przychodzenie niezapowiedzianym, doradzanie niepytanym i narzucanie swoich racji. Pojawia się tu – ukryta pod troską i „chcę dla ciebie dobrze” – kontrola. Częste pytanie co dorosłe dziecko robi, gdzie jest, gdzie idzie, kiedy wróci, czy już wróciło, z kim się spotyka, sugerowanie w co się ma ubrać. Rodzic chce czuć się potrzebny na każdym etapie życia dziecka, jednak traktując dorosłą osobę jakby miała kilka lat bardzo utrudnia relację. Sobie i dziecku.

 

Wg mnie w okolicach 25 lat warto się odpępkowić i z drugiej strony warto – będąc rodzicem – pozwolić dziecku się odpępkowić. Mentalnie, bo można się wyprowadzić, ale nadal być w domu rodzinnym, gdzie autor bloga był mniej więcej do 28-29 roku życia… Czyli aby nie być traktowanym jak dziecko warto przestać reagować jak dziecko. Jeśli będąc dorosłym oczekuję od matki spełnienia potrzeb, za które sam jestem odpowiedzialny to zachowuję się jak dziecko. Bardzo często, jako dorośli, posługujemy się dziecięcymi zachowaniami, strategiami i przekonaniami… Zmiana tych programów i rozwijanie tzw „zdrowego dorosłego” jest często przedmiotem psychoterterapii. To temat na osobny wpis, najpewniej pojawi się z okazji dnia dziecka. 

 

 Część 2: Akceptacja.

 

Koncentrując się na brakach są minimalne możliwości dostrzeżenia drugiej strony medalu. Uwalniając nagromadzone przez lata emocje pojawia się na to przestrzeń. Prawdziwe uwolnienie to często sporo łez, wyładowanie złości i wściekłości, warto zasięgnąć tu wsparcia i pomocy profesjonalisty. To trudne i wymaga odwagi, uczucia po są jednak niesamowite.

 

Po jakimś czasie docierają myśli, że coś jednak chyba dostałem… W sumie „wyszedłem na ludzi”, więc może rodzice coś tam dobrze jednak zrobili…? Hmmm, w sumie całkiem sporo rzeczy.  To, że czegoś nie dostaliśmy oznacza, że czegoś nie dostaliśmy. Przeszłość to lekcja, a nie dożywotni wyrok. Gdy poznać dokładnie historię życia rodziców widać pewne schematy i warto to zrobić. Po prostu nie wiedzieli, że można inaczej. My już wiemy. Bo wymaga to głębokiej pracy i świadomości, a w ich czasach, albo bardzo trudno osiągalnej, a w czasach dziadków – kompletnie niedostępnej. Warto poznać te schematy bo inaczej je powtórzymy… Pomimo braku świadomej pracy rodziców prawdopodobnie jednak nam żyło się jednak lepiej niż rodzicom, a tym bardziej naszym dziadkom.

 

Zapytano kiedyś syna alkoholika na ile od 1 do 10 czuł się kochany. Powiedział, że na 1. Zapytano ojca – dla niego to było 10… Bardzo różnie postrzegamy to co wg nas dla dziecka będzie ważne, a dziecko może kompletnie czegoś innego potrzebować. Bywa, że rozmawiamy różnymi językami bo przygotowany obiad będzie dla matki wyrazem miłości, a dla nas byłoby to zapytanie czy ciekawość o nasze życie i wysłuchanie bez oceny i doradzania. Wysłuchanie aby zrozumieć zamiast wysłuchania aby odpowiedzieć…

 

Akceptacja to też czasem przypadek, w którym dbanie o siebie oznacza miłość na odległość. Może być tak, że matka będzie nadal nas ranić, wpędzać w poczucie winy, kontrolować, wtrącać się w życie i traktować jak dziecko. Jeżeli jest toksyczna, stosuje przemoc psychiczną, nie jest w stanie zacząć nas szanować i respektować naszych granic to tak może już zostać i ograniczenie kontaktów może być rozsądnym rozwiązaniem. Warto dać sobie wtedy czas na przepracowanie własnego podejścia do tej relacji i podjęcie dalszych decyzji bez emocji.

 

 Część 3: Wdzięczność

 

Wdzięczność jest często zablokowana poprzez emocje o jakich wspominam tu wcześniej: żal, smutek, rozczarowanie, złość, frustrację czy gniew. O wdzięczności szerzej piszę tutaj. 

 

Przepracowanie relacji z matką może być kluczowe dla reszty życia. Czasem może oznaczać to zerwanie z nią kontaktu, czasem odnowienie relacji, czasem jej zmianę, czasem zajęcie się wyłącznie sobą i swoim podejściem. 

 

Warto się zastanowić co od matki dostaliśmy, czego nas nauczyła, jaki dała przykład. Czasem przewrotnie – czego dzięki trudnym doświadczeniom z jej strony już pewnych rzeczy w kierunku innych nie robimy, wiemy co nie służy, jak wiele rzeczy można zrobić inaczej. Bo każdy nauczyciel jest dobry, nawet ten zły bo czegoś się od niego uczymy. Jeśli chcemy…

 

Wielu rzeczy mogliśmy potrzebować, a nie dostaliśmy, dostaliśmy natomiast jedną w 100% pewną. Życie. Czy jest warte wdzięczności?

 

Jeśli jesteśmy gotowi, to warto podziękować za to, co od niej otrzymaliśmy. Przyjęcia jej taką jaka jest. Porzucenia wyobrażenia jaka powinna była być… Podziękować osobiście, za życia matki patrząc jej w oczy, zamiast nad grobem. Bo ona potrzebuje tego dziś. Nad jej grobem będzie to już tylko nasza sprawa…

Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten,. 

6 komentarzy

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *