grafika-9

Tego nie ma w bajkach: jak żyć długo i szczęśliwie?

I żyli długo i szczęśliwie. Tak kończą się wszystkie bajki, a tu, dobrze aby się zaczęły… Bo w każdej próżno szukać odpowiedzi na pytanie „jak to zrobić…?” Pierwsza sprawa to warto skupić się na „szczęśliwie” zamiast na długo. Długośc życia nie ma korelacji z jego jakością, natomiast jakość wpływa na długość.


Mądrość ani świadomość nie przychodzą z wiekiem, czasem przychodzi tylko wiek… Inteligencja sama w sobie nie wpływa na świadomość, za to może pomóc w jej nabywaniu. Podjęcie pracy w efekcie, której poznamy siebie, własne potrzeby to fundament. Dalej można grzebnąć głębiej i odkryć np. rodzinne wzorce relacji.


Przychodzi oczarowanie, z czasem odczarowanie, a za nim – często –  rozczarowanie… Bo nie wiedzieliśmy tak naprawdę kogo szukamy, bo sami siebie nie znamy. Problemy pozostają, a tylko imiona się zmieniają. Eno nieno, zmieni się po ślubie. Nie zmieni się. Zmieni się po dziecku. Nie zmieni się. To tak nie działa. Będzie taki jaki był wcześniej tylko bardziej.


I potem traktujemy się jak dzieci. Uważamy, że wiemy lepiej niż partner, czujemy lepiej i we wszystkim mamy rację. Kłótnia o rację kończy się jednym: umocnieniem każdej ze stron w dotychczasowym podejściu… Jeśli już się kłócić to o coś zamiast z kimś. Różnicę będę rozwijać, jest niewielka, a daje ogromne efekty.


Fundament problemów w wszelkich relacjach to często to, że oczekujemy, że druga strona się domyśli na czym nam zależy. Choć często sami nie wiemy… Ale myślimy tak głośno licząc, że w końcu druga strona usłyszy… Ukryty sposób myślenia to przekonanie, że możliwe jest “rozumienie się bez słów”. W filmach tak, w życiu nie bardzo… Jednak usilnie oczekujemy tego od innych. Nie zadziała… Świadomość własnych potrzeb i ich komunikowanie drugiej stronie to podstawa.


Mit wart obalenia – choć tu można by spokojnie popełnić małą książkę – to ten, że mężczyźni nie są w stanie dogadać się z kobietami. Są. Wymaga to pracy, treningu i wiedzy. Absolutne podstawy psychologii i komunikacji. Jesteśmy trochę różnymi gatunkami, mózgi mamy różne i po prostu te same cele realizujemy różnymi strategiami. Panowie np. rozróżniają tyle samo kolorów co panie, ale potrafią ich nazwać znacznie mniej. 


Mężczyźni mówiąc wymieniają informacje, a kobiety emocje. To nieco inne języki, ale przetłumaczalne. Z emocji na logikę i odwrotnie – da się.


“Umyj garnki” większość mężczyzn zrozumie jako “umyj garnki”. Rozumie dosłownie, więc przekazanego między wierszami: „przy okazji blat, kuchenkę, okna i łazienkę” nie odczyta. Jak ma je umyć to potrzebuje takiej właśnie informacji. Logicznie, prosto, konkretnie, jak chłop krowie na rowie. Zrobi i jeszcze będzie się czuł spełniony, że zadanie wykonał. Chyba, że natychmiast zostanie oceniony i będzie mu pokazane, że ona by to zrobiła lepiej…  Do panów generalnie prosto i logicznie, to nasz główny język. Przy okazji można wspomnieć jak się czujesz i powoli uczyć Twojego języka.


Teraz z drugiej strony. „Nic” to bardzo konkretna odpowiedź i warto popatrzeć jak się CZUJE osoba, która tak odpowiada na pytanie „co się stało?” A tu mężczyźni patrzą logicznie i dosłownie z pominięciem emocji. Nic to nic, więc wszystko jest ok. A tymczasem w zrozumieniu kobiety pomaga patrzenie na to jak ona się CZUJE, a nie na to, co mówi. Tylko, że nas, mężczyzn, nie uczy się tej obserwacji… Zawsze można spytać, kobieta może też odpowiedzieć – pamiętając o logice – jak się czuje. I powoli się partner nauczy.


Widziały gały co brały? Niekoniecznie bo to nie gały wybierają, choć jednej i drugiej stronie często tak się wydaje. Kobiety inwestują ogrom czasu w wygląd, a panowie uważają, że jak „ładna” to starczy na resztę życia. Mężczyźni potocznie uważają, że starcyz dużo zarabiac. Tymczasem dobieramy się na podstawie podświadomych (często niezaspokojonych) potrzeb, które warto odkryć bo inaczej będziemy się dziwić, że ten, który na pewno miał być już inny jednak jest taki sam jak poprzednicy. Najgłębszy wzorzec relacji programowany jest przez rodziców/opiekunów i warto się nad nim pochylić, abyu określić świadomie co chcemy kontynuować, a co jest warte zmiany. Inaczej wielka szansa, że bezwiednie powtórzymy schemat dziwiąc się potem, że imiona się zmieniają, a problemy pozostają…


Zaspokojenie większości tych ukrytych potrzeb (np. docenienia, akceptacji, bycia ważnym, spełnionym, potrzebnym) najczęściej należy do nas i tylko do nas. Oczekiwanie, że zrobią to inni kończy się nieustannym brakiem satysfakcji, frustracją, niską samooceną i… nieszczęśliwymi relacjami.


Warto obalić kolejny z mitów. Ten o „połówkach”… Jeśli czuję się “połówką” to potrzebuję drugiej osoby aby mnie dopełniła. Szukam kogoś kto uzupełni moje braki. Podchodzę z mentalności braku, bycia gorszym, niepełnym i tym, że dopiero ktoś zewnątrz mnie może uszczęśliwić. Że jeżeli ktoś mnie „zechce” to wtedy poczuję się lepiej. Nie działa. Jak jestem całością to szukam drugiej całości. Też się uzupełniamy, ale inaczej, 1+1 jest więcej niż dwa.


Paradoksalnie, choć to też jest bardzo mocno negatywnie obarczone kulturowo, warto najpierw pokochać siebie. Zaakceptować, zadbać, docenić, polubić i być spełnionym. Te rzeczy możemy załatwić tylko sami ze sobą, nikt inny tego nie jest w stanie zrobić. Wtedy przestaję być „połówką” a staję się całością i „magicznie” zaczynam spotykać podobnych ludzi. Ja spotkałem jakieś 15 lat temu.

 

Życzę prawdziwej miłości, tego stanu w którym jak to mówi moja Kasia z „zakochania” pozostaje „kochanie”


Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Powiązane

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *