Trójkąt dramatyczny to znana teoria. W pierwszej części piszę o nim jako podstawie niektórych gier w relacjach między ludźmi,
Te gry mogą mieć miejsce w naszej głowie i w relacji z samym sobą. Gry z góry przegrane, jednak możliwe do wygrania…
Sama fraza „relacja z samym sobą” pokazuje, że „ja” jest w nas co najmniej dwa. Jest ich znacznie więcej, dlatego trójkąt może rozgrywać się w umyśle jednej osoby. Patrząc przez ten koncept możemy mieć więc w sobie prześladowcę, wybawiciela czy ofiarę i traktować siebie z ich poziomu w zależności od sytuacji. Dialogi wewnętrzne pokazują właśnie „rozmowy” między różnymi naszymi „ja”. Różnie zachowujemy się w różnych sytuacjach. Te stany „ja” to „części”, „subosobowości”, „osobowości”. Wiele nurtów psychologii zwraca na nie uwagę, tylko różnie je nazywa.
Część/stan ja/subosobowość jest więc zbiorem zachowań, przekonań i wartości, które aktywują się w zależności od kontekstu, środowiska czy sytuacji. Dzieje się to między ludźmi, ale też w obrębie jednej osoby. Możemy sami się karać, nagradzać czy czuć ofiarami własnych decyzji. Postacie wewnętrznego trójkąta dramatycznego to takie właśnie „części”, czyli różne stany „ja”.
Patrząc w ten sposób można niesamowicie dużo się o sobie dowiedzieć. O innych również… Często są to bezcenne rzeczy i sygnały o podświadomych potrzebach, odkrywamy też ukryte strategie ich realizacji. Jak mówi Analiza Transakcyjna te strategie to skrypty życiowe. Na pewnym etapie zapewniały poczucie bezpieczeństwa, czy wręcz przetrwanie. Bezpieczeństwo nie tylko związane z przeżyciem, ale też uchronienie się od trudnych emocjonalnie doświadczeń.
Programy wgrane we wczesnych latach tworzą nasz system operacyjny. Podlega on na szczęście aktualizacji. Z drugiej strony umysł robi wszystko aby tej aktualizacji uniknąć, mimo że działa po niej znacznie lepiej. Zachowania pod wpływem tych programów prowadzą do gier, a trójkąt dramatyczny jest właśnie jedną z nich. Problem w tym, że są to strategie dziecięce, które w dorosłym życiu nie są już zasobne i każda taka gra prędzej czy później jest przegrana… Dla wszystkich stron.
Wewnętrzny kat i prześladowca
Podstawa prześladowcy to przekonanie „ty jesteś nie ok”. W tym przypadku jakaś część nas jest przez inną uważana za nie ok.
Co np. mówisz sobie kiedy zrobisz coś co uznasz za błąd…? Co mówisz jak się spóźnisz, czegoś zapomnisz albo spalisz gotowany posiłek? Rzadko nadaje się to do publicznego powtórzenia… Oprawca słyszy, ale nie słucha, jeśli pyta to zamiast wysłuchać przesłuchuje…
To, co mówi do nas „oprawca” to często to, co słyszeliśmy w młodych latach. Traktujemy siebie tak, jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie, a ich głos staje się naszym wewnętrznym… Byli to głównie rodzice, opiekunowie czy nauczyciele i wychowawcy w dzieciństwie. Krytyka, ocenianie za błędy, wyśmiewanie, straszenie, upokorzenie.
Karzemy siebie w podobny sposób… Pierwsze kilka lat życia to największa neuroplastyczność mózgu, dlatego wczesne doświadczenia są tak formatywne. Nie jest to jednak dożywotni wyrok, tylko coś co podlega zmianie.
Dzieciństwo to czas kiedy wg Analizy Transakcyjnej powstawały tzw. skrypty czyli schematy postępowania. Stają się one podświadomie i w dorosłym wieku bezwiednie postępujemy wg nich. Powszechnie utarło się, że wewnętrzny rodzic jest właśnie tym oceniającym krytykiem, a czasem wręcz oprawcą. To oczywiście zależy i ta część jest bardzo potrzebna i służy. Ma swoje wersje gdzie wspiera i ma takie, gdzie jest toksyczna. Aby była przyjazna i pomocna potrzeba jednak świadomej pracy i odkrycia potrzeb jakie ta część sygnalizuje. W każdym przypadku – nawet najostrzejszy oprawca – chce dla nas dobrze i o czymś ważnym sygnalizuje.
Masochizm to w pewnym sensie bycie oprawcą wobec siebie. Zadawanie sobie bólu nie jest jednak ani przyjemnością ani celem. Na ciekawą rzecz zwraca uwagę Lowen, powołując się jeszcze na Reicha. W „Języku ciała” pisze, że masochista dąży do sytuacji gdzie dalsze wstrzymywanie stłumionych emocji jest niemożliwe. Dochodzi do przełamania blokady, płaczu i łkania, które rozładowują napięcie. Pojawia się relaks, rozluźnienie i spokój. To one są celem. Czy droga do niego jest najlepsza…? Na nieświadomym poziomie tak…
Ból fizyczny ma przykryć ból emocjonalny i odwrócić od niego uwagę. To strategia pomocy samemu sobie, jednak skupia się tylko na objawach… Wielu ludzi woli umrzeć niż zmienić zdanie, w tym to najtrudniejsze. Zdanie o sobie samym…
Intencją części, którą uznajemy za kata czy prześladowcę jest zwrócenie uwagi aby o siebie zadbać. Kat jak to kat, jest bezwzględny i będzie dążyć do swojego celu. Tym silniej im bardziej będzie ignorowany. Jeśli nie weźmiemy zmiany za rękę ona złapie nas za gardło…
Zdrowy „kat” (choć tu warto zmienić mu „imię”) zatroszczy się o to abyśmy dbali o swoje granice, zdrowie, godność czy wartość. Pomoże zrozumieć, że negatywne konsekwencje naszych wyborów nie są „karą” tylko wynikają z działań. Działania są efektem decyzji – świadomych bądź nie…
Wewnętrzny ratownik i wybawiciel
Od niewygodnych emocji uciekamy. Trudne doświadczenia, „kontuzje mentalne” czy mniejsze lub większe traumy pozostają w emocjach zablokowanych postaci chronicznych napięć w ciele. Aby przed nimi na chwilę uciec pojawia się wybawiciel i jego strategie. Jego intencją i celem jest to abyśmy sami sobie pomogli.
Dzieje się to jednak często nieświadomie i jeśli prowadzi do ulgi to chwilowej i iluzorycznej. Chwilowa dopaminowa nagroda jest faktem, jednak przyczyna pozostaje. Nałogi, używki, jedzenie, nadmiarowy seks, hazard i inne uzależnienia to takie „wybawianie” się i próba pomocy samemu sobie. Strategia skupia się jednak na objawach, więc problem pozostaje, a gra jest przegrana.
Zakupy ponad miarę, wpadanie w media społecznościowe, gry online, oglądanie seriali i zarywanie nocy to wszystko strategie mające na celu jedno: poczuć się lepiej. Jednak nie da się czuć lepiej bez myślenia lepiej…
Ratownik chce pomóc, jednak warto poddać pod refleksję czy to jest najlepszy sposób? O tym jak działają media społecznościowe pisze tutaj.
Glenn Gabbard stwierdza: „współcześni badacze o orientacji psychoanalitycznej, uznają zachowania związane z uzależnieniem za przejaw braku zdolności do dbania o siebie, a nie autodestrukcji.” Intencja ratownika na głębokim poziomie jest jednak słuszna – skłonić nas aby pomóc samemu sobie. Strategia jego działania warta uświadomienia i często zmiany.
Zdrowy ratownik będzie szukał sposobów na to jak sami sobie możemy dać wsparcie w zdrowy i przyjazny dla ciała i umysłu sposób. Prawdziwy wybawiciel pomoże w uwolnieniu się od mentalu ofiary – pozwoli na przestrzeń na żałobę i przeżycie żalu za tym czego nie dostaliśmy. Pomoże w znalezieniu środowisk wspierających.
Ofiara
Od ofiary wszystko się zaczyna i najczęściej na niej kończy… W bardzo wczesnych latach podświadomie możemy nabrać przekonania o swojej „gorszości” czy braku zasługiwania. Może kiedyś rozwinę szerzej dlaczego w pewnym momencie sami o sobie zaczynamy myśleć jako o ofierze. „Jestem nie ok” to przekonanie, które jest tu podstawą. Mentalność ofiary połączona jest z bezsilnością, biernością, brakiem poczucia sprawstwa i wpływu. Niska samoocena towarzyszy niskiej sile sprawczej. Koło się zamyka…
Ofiara czuje się winna. Poczucie winy to bardzo niechciana emocja, która może nieść bezcenne informacje… Poczucie winy w stosunku do samych siebie to sygnał wewnętrznej ofiary. Oczekujemy gwarancji od innych ludzi, od producentów różnych przedmiotów i instytucji, a co z gwarancją wobec samych siebie? Ile raz masa osób obiecuje sobie zmianę, rzucić palenie, słodycze czy alkohol i po chwili do tego wraca. Tu artykuł o tym dlaczego tak wiele ludzi stawia sobie cele i plany na nowy rok i po chwili je porzuca.
Jak czujemy się sami ze sobą raz po raz zawodząc samych siebie? Prędzej czy później na głębszym poziomie pojawi się ofiara. Ale pojawia się wewnętrzny prześladowca który mówi, że przecież „trzeba” się poświęcać, rezygnować z siebie dla innych. Rezygnując z siebie dodatkowo uczymy najbliższych tego samego…
Jaki ogrom ludzi nakazuje sobie pracę ponad miarę, treningi do odcięcia, ogarnianie wszystkiego za innych, odmawia sobie odpoczynku, a zwłaszcza snu. Zamiast odpocząć pije różne świństwa. Podlałbyś swojego kwiatka energetykiem? Potem odzywa się prześladowca z „a nie mówiłem”, „gdyby kózka nie skakała”, czy „trzeba było”… Co oczywiście dalekie jest od wsparcia.
I teraz wkracza wybawiciel. Relacja z jedzeniem to kolejne pole gdzie działa ofiara i wewnętrzny ratownik. Ktoś porzucony przez partnera, zwolniony z pracy, czy jakkolwiek inaczej odrzucony często ucieka w jedzenie. Jedzeniem próbuje nakarmić głód, który nim się nie jest w stanie nasycić… Głód emocjonalny, wyparte potrzeby czy kwestia uwolnienia głębokich napięć. Jedzenie czy alkohol pomogą tylko na moment, zdrowie podupada, a przyczyna pozostaje. Poczucie winy i ofiara też. Zmiana tego typu rzeczy dokonuje się niestety najczęściej w procesie desperacji zamiast inspiracji…
Ofiara ma przekonanie, że ważne jest aby znaleźć kogoś kto zaspokoi jej potrzeby. Zaczyna się podświadome poszukiwanie wybawiciela, w innych lub w samym sobie. Świetnym przykładem działania wewnętrznego ratownika są uzależnienia. Gabor Mate powiedział kiedyś, że „nie wszyscy, którzy przeżyli traumę, się uzależniają, ale wszyscy uzależnieni doświadczyli jakiejś traumy”.
Czy poczucie winy w kontekście podejścia do samego siebie może być cenne…? Ile jest warta obietnica czy gwarancja, którą sobie dajesz?
Lowenowski charakter oralny ma wiele wspólnego z ofiarą. Jeżeli we wczesnych latach byliśmy głodni (niekoniecznie dosłownie jedzenia, ale emocji i zaspokajania najważniejszych potrzeb) to wyrastamy w poczuciu braku i przekonaniu, że jest za mało. Nie dostaję tego, czego potrzebuję, czyli jestem gorszy, w efekcie rodzi się przekonanie, że nie zasługuję, a tu już prosta droga do mentalności ofiary. Jestem nie ok. Inni też nie są ok. Najbardziej negatywna perspektywa życiowa w Analizie Transakcyjnej.
Jeżeli uważam, że jestem nie ok, to jaki dokładnie „ja” tak uważa? Jaki jest, czego potrzebuje? Dlaczego i kiedy tak uważa? Jaka jest moja wewnętrzna ofiara i o czym mnie informuje?
Postać ofiary i jej działanie to sygnał głębokich potrzeb, w tym tej często będącej ogromnym wyzwaniem – zadbać o siebie i bezwarunkowo polubić i pokochać. Przejść do podejścia „jestem ok”.
Zdrowa „ofiara” – jednak warto tu „przechrzcić” tę część i nadać jej inne imię – sygnalizuje o tym, że warto wziąć odpowiedzialność za swoje potrzeby zamiast oczekiwać, że zrobią to inni. To część, która mówi, że świetnie zadbać o siebie, zamiast poświęcać się dla innych siebie porzucając na „kiedyś” czyli nigdy. Mówiąc innym „tak” warto sprawdzić czy sobie nie sobie mówimy „nie”… Relację rodzic-dziecko warto pielęgnować w przypadku rodziców i małych dzieci. Jeśli jej schematy występują w naszej głowie to może być to sygnałem do zatrzymania się i zmiany podejścia.
Inna perspektywa
Aby skutecznie wyciągnąć korzyści z działań bohaterów wewnętrznego trójkąta dramatycznego potrzeba wprowadzić do zespołu dodatkową „osobę”. Niezależny obserwator, bezstronny, ciekawy i unikający oceniania. To w Analizie Transakcyjnej „wewnętrzny dorosły”. Nie ulega emocjom, tylko racjonalnie, ale jednocześnie wspierająco, patrzy i negocjuje z pozostałymi „osobami”. Wszystkie te „postacie” tworzą nas.
Obserwator czy wewnętrzny dorosły rozmawia w duchu NVC czyli porozumienia bez przemocy. Ten rodzaj komunikacji – oprócz innych ludzi – warto zastosować do siebie, co jest najtrudniejsze… To podejście bez oceny, słuchać aby zrozumieć, zamiast przesłuchać. Brać pod uwagę uczucia i potrzeby, być na nie i ich poszukiwanie otwartym. Zastanawiać się nie tyle nad zachowaniem co nad jego przyczynami. Unikanie osądów moralnych i oczywiście karania samych siebie to kolejna podstawa. To pokrótce założenia „Porozumienia bez Przemocy”, które bardzo polecam.
Świadome dialogi wewnętrzne prowadzą do niesamowitych odkryć. Wchodząc w obserwatora zapraszamy np. prześladowcę do rozmowy. Czy chce w ogóle z nami rozmawiać? Jak wygląda? Co czuje? I najważniejsze – czego potrzebuje? To samo w odniesieniu do ratownika czy ofiary.
Jeżeli „porozmawiamy” w ten sposób ze wszystkimi częściami, obserwator może też zacząć prowadzić „negocjacje”. „Spotykamy” się w trójkę i prowadzimy dialog między skonfliktowanymi częściami. Jakie są ich potrzeby, czego chcą, co druga im utrudnia, jakie mają intencje? Czy chcą ze sobą rozmawiać, a jeśli nie to dlaczego i co by potrzebowało się stać żeby zaczęły? Odpowiedzi na te pytania mogą zmienić życie…
Podsumowanie
Każda postać wewnętrznego trójkąta dramatycznego się o nas troszczy. Choć np. prześladowcę pod postacią krytyka czy sabotażysty chcemy za wszelką cenę uciszyć czy się go pozbyć.
Każda wewnętrzna postać trójkąta zawsze chce dla danej osoby dobrze, dba o zrealizowanie jakiejś – często bardzo nieuświadomionej – potrzeby. „Trudność” polega na tym, że może komunikować to w sposób, którego dana osoba bardzo chce się pozbyć. Część może zabiegać o uwagę np: generując stres, strach, lęk, presję, poczucie winy czy wstyd. Tłumimy te emocje, uciekamy od nich, finalnie oddalając się od przyczyny. Możemy się karać z poziomu wewnętrznego prześladowcy czy nagradzać działaniami ratownika, jednak to nadal kwestia skupiania się na objawach.
Postacie wewnętrznego trójkąta dramatycznego często generują emocje, których nie chcemy odczuwać. Ich tłumienie czy „walka” z nimi bez jednoczesnego odszukania korzyści z trwania w aktualnym stanie prowadzi do ich eskalacji i wzmożonego działania danej części, która tym mocniej domaga się uwagi i dostrzeżenia potrzeby o jakiej komunikuje. Bycie dla siebie katem niesie korzyści, bycie ofiarą również. Choć brzmi przewrotnie to tak właśnie jest. Znalezienie tych przyczyn i zmiana sposobu zaspokajania tych potrzeb prowadzi do wygaszenia mechanizmu trójkąta. To zadanie może czasem wymagać profesjonalnego wsparcia.
Źródła:
Wiele psychologii korzysta z modelu „stanów ja”, „części” czy „subosobowości”. Ja tę koncepcję pierwszy raz poznałem w 2017 roku na szkoleniu Pawła Rawskiego „Dynamika Relacji”, gdzie brałem udział we wszystkich 3 poziomach.
Maciej Gierasimiuk, terapeuta lowenowski, polecam jego kanał na You Tube: „Bodyself – ćwiczenia Lowena”.
Alexander Lowen – “Język ciała” – w tej pozycji autor opisuje tzw. charaktery, w tym wspomniany oralny czy masochistyczny.
Ian Stewart i Vann Joines – “Analiza Transakcyjna dzisiaj”
Marshall Rosenberg “Porozumienie bez przemocy”.

Świetny tekst. Teorię w większości znałam poza wprowadzeniem „dorosłego”. Natomiast zauważyłam, że ktoś mi za tego „dorosłego” robił i wskazywał sposób działania. Teraz staram się iść tym torem, ale bardziej rozjaśnił mi się mechanizm.
Dziękuję bardzo 🙂
O tak…
Ale się nasłuchałem o sobie …
🤜🤛
Dzięki za myśl…
[…] Te wszystkie “ja” składają się na naszą psychikę czyli w pewnym sensie drużynę. Jeden z wybitnych trenerów baseballu określił wewnętrzną konkurencję i walkę jako coś, co niszczy zespół. “Walcząc ze sobą” zwalczamy więc jakąś część siebie. Pokonujemy lub chcemy pokonać kolegę z drużyny. Taka walka osłabia zespół i nie prowadzi do zwycięstwa. Najczęściej do wewnętrznych gier opartych na zasadach trójkąta dramatycznego, w których finaln… […]