O sporcie część 2 – połączenia i związki sposobu myślenia i aktywności.
O sporcie część 3 – jak głowa może wspomagać ciało?
W zdrowym ciele zdrowy duch. Prawda. Stara, a nawet starożytna. Rzadko jednak myślimy odwrotnie. Zdrowy duch to zdrowe ciało. W świecie presji na wyniki, krytyki i oceniania psychika ma mocno pod górkę. Jak to zrobić? Potrenować podobnie jak ciało.
Czy sport jest zdrowy? Miłosz Brzeziński twierdzi, że nie. Zdrowy może być ruch, a sport jest wg niego tak skażony presją, rywalizacją i związanymi z nimi niezdrowymi przekonaniami, że trudno się z nich wyrwać. Może i trudno, jednak jest to możliwe, bo czy chodzi tu o sport czy o podejście do niego…? Niezdrowy bywa więc często sposób myślenia w sporcie, a nie sport jako taki. Będąc przy zdrowiu ja bym dopowiedział, że sport wyczynowy/zawodowy, jeśli prowadzi do zdrowia, to często po drodze jest szpital. Pisząc ten tekst mam na myśli jednak sport amatorski, który mimo, że amatorski to jest bardzo podobnie jak profesjonalny obarczony szkodliwymi sposobami myślenia. Jeżeli nie możemy czegoś zmienić zawsze możemy zmienić sposób myślenia, a to na spooooro starczy.
Aby odpowiedzieć na pytanie – od głowy strony – jak ruszać się zdrowiej warto zobaczyć w jakim otoczeniu funkcjonujemy i odpowiedzieć sobie na pytania skąd się biorą i na co warto zamienić presję na wyniki, koncentrację na błędach, porównywanie się czy perfekcjonizm?
Traktujemy siebie tak jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie. Najczęściej byli to rodzice, później nauczyciele, trenerzy, wychowawcy itp. Jung mówi „nie znając przeszłości jesteśmy skazani na jej powtarzanie”. Zamiast przeszłość „zakopać”, „zabić” czy „zostawić” patrząc tylko w świetlaną przyszłość motywacyjnej pop-psychologii warto czasem do niej umiejętnie zaglądnąć aby skutecznie się uwolnić od ciężarów dawno temu spakowanych do plecaka. Ciężarów i blokad podświadomych przekonań.
Przeanalizujmy środowisko. Po pierwsze żyjemy w świecie ceniącym przede wszystkim wyniki. Pomińmy w tym wpisie presję na samochody, dochody, oceny w szkole, studia, zagraniczne wycieczki, dyplomy, gadżety, ubrania, coraz większe domy itp. O tym będzie innym razem, tu tylko zaznaczę jak rzadko skupiamy się na tym dzięki czemu te wyniki osiągamy… Tymczasem to jest klucz do poczucia wartości, zdrowej samooceny i spełnienia. Nie tylko w sporcie.
Social media po każdych zawodach zalewane są podiami, miejscami, tempami, rezultatami. Rzadko spotyka się relację, w której ludzie znajdują miejsce na inne przemyślenia, a jeśli już, to najczęściej wylewają łzy rozczarowania i samokrytyki bo „mogło być lepiej”. Choćby zrobili 99% to skupiają się na tym 1%. Na prośbę o „napisanie czegoś o sobie” osoba aktywna najczęściej zaprezentuje listę wyników.
Żyjemy w świecie ocen: jest dobrze lub źle, tj. rzadko kiedy dobrze, a przede wszystkim źle. Skupiamy się na słabościach i błędach zamiast na silnych stronach. Ocenianie odbywa się w bardzo destruktywny dla psychiki sposób: publicznie, poprzez krytyczne porównywanie, wytykanie błędów co owocuje trudnymi emocjami takimi jak: stres, strach, lęk, wstyd, poczucie winy, upokorzenie. Krytyka i ocenianie za rezultaty prowadzą do niskiej samooceny, a dalej do często ukrytych przekonań typu: „jestem gorszy”, „nie zasługuję”, „jestem do niczego”, „jestem beznadziejny”. Efektem jest gonienie za wynikami, ciągłe poczucie braku i podejście mogłem „lepiej”, perfekcjonizm, brak satysfakcji i spełnienia, finalnie wypalenie i rezygnacja.
Błędów się boimy bo za błędy najczęściej spotykała nas kara: w szkole, w domu, w pracy, a tymczasem z błędów i ich odpowiedniej analizy płynie najlepsza nauka… Nie ma porażek są tylko lekcje. Zamiast dowalać sobie za błąd warto wyciągnąć wnioski, skorygować i iść dalej. Błąd to rezultat inny od zamierzonego, cała reszta to już przekonania na jego temat… Świetnie popełnić błąd najszybciej jak się da, a dla lubiących wyzwania mentalne dobrze popełnić go celowo…
Szkolny WF często dokłada jeszcze jeden aspekt – do porównywania wyników dokłada porównywanie wyglądu i ciała. Presja „idealnego” wyglądu i „atrakcyjności” podlewana jest solidnie przez marketing i social media, których przekazem jest: „jesteś inny/a niż trzeba”… To kolejny czynnik zewnętrzny i wg mnie jedna z głównych przyczyn plagi zwolnień z WF, a w przyszłości unikania aktywności pokazującej ciało.
Wszystko co powyżej w sporcie jest zwielokrotnione. Sport jest niezwykle łatwo mierzalny, ocenialny i porównywalny. O ile w szkole 6-stkę z czegoś może mieć wielu, na zawodach wygrywa jeden… Jeśli celem jest zwycięstwo, to cała reszta przegrywa. „Przegrana” to jednak sposób myślenia i całkiem solidna paczka przekonań wartych odkrycia i poddania refleksji. Warto rozszerzyć perspektywę: wygrana to też rozwój, progres, nauka i bycie lepszym niż poprzednio, a nie 1 miejsce. Zwycięstwo to coś znacznie więcej niż bycie pierwszym na mecie…
Pochwała i krytyka to kolejne oceny i dwa końce tego samego kija koncentrującego się na wynikach. Krytyka i negatywna “motywacja” podcina skrzydła i nie działa, choć większość trenerów i rodziców nadal myśli odwrotnie… „Nie chwalmy bo mu palma odbije” to częste, również nieprawdziwe, przekonanie. Chwalenie jest niezdrowe kiedy oznacza ocenianie i skupianie się na wynikach. Prowadzi do sposobu myślenia polegającego na identyfikacji z rezultatami i podejścia „jestem tak dobry jak moje wyniki”.
Zamiast ocenić potrzeba DOCENIĆ. Siebie albo innych. Zamiast chwalić za wynik, warto dostrzec to, co do niego prowadzi: zaangażowanie, progres, doświadczenie, naukę. Jak to zrobić? Ocenę warto zastąpić podejściem: przestań, zacznij, kontynuuj. Jakie konsekwencje niesie takie, a nie inne postępowanie? Co dla mnie znaczy? Pomijając ocenianie jesteśmy w stanie rozwiązać masę problemów. Bo problem nie jest problemem, problemem bywa nastawienie do problemu.
Ojciec powiedział do syna po meczu: uwielbiam patrzeć jak grasz. Tu nie ma oceny, a w jednym zdaniu jest docenienie zaangażowania, procesu, serca, charakteru, plus masa paliwa i energii na następny raz.
W jednym badaniu młodzi sportowcy za najtrudniejsze doświadczenie uznawali powrót autem z rodzicami do domu. To właśnie wtedy padają te toksyczne pytania o wyniki, słabości czy krytyczne porównywanie. Presja na rezultaty i jej mentalna otoczka są główną przyczyną rezygnacji młodych sportowców (bez względu na talent) z dalszego udziału w treningach. Dorosłych również, tylko że z tych samych powodów oni często boją się nawet zacząć. Niezaspokojone potrzeby akceptacji, docenienia, aprobaty, wysłuchania i miłości często prowadzą do ucieczki w bunt, telefon, gry, uzależnienia czy finalnie choroby psychiczne. Gra, często jedyna docenia i nagradza… O grach też za jakiś czas będzie.
Skupianie od dziecka na wynikach instaluje jeszcze ogromnie głębokie przekonanie: na akceptację, szacunek i finalnie miłość trzeba sobie zasłużyć. Czym? Wynikami… Jednak to nie działa. Im wcześniej to zrozumiemy tym lepiej, choć moment kiedy sobie to uświadamiamy bywa niewygodny.
Strach przed oceną polega na tym, że nie chcemy kolejny raz czuć się zawstydzeni, winni, upokorzeni, wyśmiani. Stres przed próbą jest obroną przed ponownym doświadczeniem tych emocji. Psychologia analizuje nie tyle zachowanie co cel zachowania. Unikanie startu w zawodach, np. z powodu stresu, bycia ostatnim, nie poradzenia sobie, czy strachu przed oceną jest na głębszym poziomie sygnałem tego, że mamy dość dalszego budowania poczucia wartości na wynikach. Pewna głęboka część naszej psychiki wie, że to bez sensu… Warto jej posłuchać.
Porównywanie w naszej kulturze, m.in. dzięki szkole, bywa bardzo szkodliwe. W sporcie mamy do czynienia z niezwykłą łatwością porównywania, zarówno toksycznego jak i zdrowego. Toksyczne zabija ciekawość i kreatywność, prowadzi do spadku nastroju, stresu i blokowania się przed nowym, oraz do utwierdzania się w przekonaniu “bycia gorszym” itp. Zdrowe porównywanie to po pierwsze patrzenie na siebie “z wczoraj”. Jaki zrobiłem progres, czego się nauczyłem, gdzie byłem rok czy dwa temu w dyscyplinie, którą uprawiam?
Jak zdrowo porównywać się do innych? Zapomnijmy o szkole gdzie porównanie skupione na błędach i brakach – bez względu na nasz wkład – pokazywało głównie, że i tak jesteśmy do kitu. Porównywanie może być punktem do rozwoju, nauki, inspiracji od bardziej doświadczonych i zastanowienia się co mogę zrobić inaczej, a co już robię skutecznie. Jeśli jednak efektem porównywania jest dowalanie sobie, toksyczna samokrytyka, brak spełnienia czy poczucie bycia gorszym i beznadziejnym to warto się zatrzymać.
Perfekcjonizm. Nie sposób pozostawić go bez komentarza bo w sporcie jest częstym towarzyszem. Wspominam tylko, bo o perfekcjonizmie będzie osobny wpis. Chęć zrobienia czegoś idealnie jest „obroną” przed krytyką: jeśli zrobię doskonale uchronię się przed byciem krytycznie ocenianym. Zrobione jest lepsze od doskonałego. Hemingway dobitniej to stwierdzał: „wszystko za pierwszym razem to g…no”, więc nie ma się co przejmować, bo “nie popełnia błędów ten co nic nie robi”. Arystoteles, jakieś 2500 lat temu z okładem…
W perfekcjonizmie zapętlam się w błędne koło: albo nic nie robię, albo czekam aż będę „przygotowany” czyli na „kiedyś”, które często oznacza „nigdy”. Inną opcją i efektem strachu przed oceną jest prokrastynacja. Odkładanie na wieczne jutro, zwlekanie i czekanie do ostatniej chwili. Zostawiona na ostatni moment rzecz rzadko kiedy będzie zrobiona prawidłowo i da satysfakcjonujący rezultat. To taki podświadomy sabotaż.
Finalnie efektem powyższych działań jest zaburzony proces, a więc słaby wynik. Ostateczne potwierdzenie ukrytego przekonania, że jestem „gorszy”, „beznadziejny”, „do niczego” itp. Fundamentem perfekcjonizmu jest strach przed tym, że zrobię „źle” czyli, głębiej: strach przed oceną. Nie tyle innych co swoją własną samego siebie… Bo traktujemy siebie tak jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie
Jeśli osiągnę wynik, który uznam za idealny to w tym sposobie myślenia i tak sam siebie zdewaluuję: skoro go osiągnałem to „łatwe było”. Jeśli tym wynikiem będzie jakiś konkretny rezultat w zawodach to perfekcjonistyczne podejście spotęguje presję następnym razem: sukces „trzeba powtórzyć” lub „udowodnić”, w innej sytuacji to był „przypadek”. Obawa przed „porażką” w postaci braku powtórzenia wyniku wzrośnie wielokrotnie. Kolejna ślepa uliczka – wyparcie zaakceptowania tego, że coś możemy zrobić dobrze.
Lęk przed sukcesem jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Jeżeli mam w głowie ukryte przekonania typu „jestem gorszy”, „beznadziejny”, „do niczego” czy „nie zasługuję” to osiągnięcie sukcesu jest z nimi sprzeczne. Umysł zrobi wszystko aby pozostać w dotychczasowym sposobie myślenia. Cele dobrze aby były zgodne z przekonaniami, jeśli jest inaczej, powstaje konflikt i zapętlimy się w błędnym kole braku spełnienia i satysfakcji.
Funkcją emocji jest zmienić nasze zachowanie tak by było nam dobrze. Jeśli tak się nie dzieje warto się zatrzymać, zwłąszcza, że jesteśmy jedynym gatunkiem, który potrafi sobie uzasadniać trwanie w szkodliwych dla niego rzeczach… Stres czy strach to cenne wskazówki. Skupianie się wyłącznie na rezultatach to droga donikąd: wynik to czynnik zewnętrzny, zmienny i niestabilny. Z założenia nie jest w stanie być podstawą zdrowej pewności siebie. Za to stabilne jest to, co do niego prowadzi, jednak na to – w świecie ocen i skupieniu na rezultatach – nie patrzymy. I tworzy się błędne koło. Aby odkryć głębsze sposoby myślenia warto zadać sobie pytanie: jakie znaczenie nadaję sytuacji, w której odczuwam stres? Dlaczego to jest dla mnie ważne? Przy 5-tym czy 6-stym „dlaczego” zaczyna się robić ciekawie…
Sport czy ruch warto aby dawał radość i spełnienie bez względu na rezultaty i one są najważniejszą składową talentu. Ta, a nie inna czynność powoduje, że czuję się dobrze. Jest to więc CZYNNOŚĆ WITALNA, jeden z fundamentów jakości życia. Wpis o czynnościach witalnych jest tutaj.
Wynik świetnie aby stanowił wartość informatywną: czego się nauczyłem, co już umiem, w czym jestem dobry, czego mogę się nauczyć; jeśli skupię się na tym, będzie to prowadzić do poczucia sprawstwa, wpływu, a w efekcie do stabilnej samooceny, niezależnej od rezultatów.
Naturalnym będzie początkowo koncentrować się na wynikach, warto wtedy natychmiast się zatrzymać i postawić sobie pytanie co konkretnie zrobiłem aby ten wynik osiągnąć? Czego się nauczyłem? Co zapewniło skuteczność? Komu mogę być wdzięczny za wsparcie?
W sporcie najważniejsza jest koncentracja na procesie. Prawidłowy proces zapewnia, w bonusie, dobry wynik. Skupienie na wyniku zaburza proces, a ten niszczy wynik. Adam Małysz chciał oddać dwa dobre skoki. Tylko tyle i aż tyle. Proces to jedyna rzecz jaką możemy kontrolować.
Zawody to coś znacznie więcej niż rywalizacja: spotkania z ludźmi, doświadczenia, zabawa, poznawanie nowych miejsc i bezcenne lekcje.
Dobrze aby aktywność fizyczna była jak Tetris: w tej grze nie da się wygrać*, zwycięstwem jest być nieco lepszym za każdym kolejnym razem. Proces i progres są ważniejsze niż wyniki. We wszelkich aktywnościach ruchowych spotkasz wiele przeszkód, chcesz pozwolić aby sposób myślenia był największą z nich?
O sporcie część 2 – połączenia i związki sposobu myślenia i aktywności.
O sporcie część 3 – jak głowa może wspomagać ciało?
*Dla znających temat: osiągnięcia współczesnych graczy w Tetrisie doprowadziły do tak dalekiego etapu, że gra się zawiesiła, co przez niektórych zostało uznane za jej pokonanie. Obecnie, po obejściu zawieszania się, bliski jest moment kiedy gra będzie trwała tak długo, że “zapętli” się i rozpocznie od nowa, co jest aktualnym celem, ostatecznie uznawanym za jej „przejście”, czego twórcy blisko 40 lat temu nie brali pod uwagę.
Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten,..

[…] Motywacja, warto nad nią się pochylić, zostawiając frazesy typu “możesz wszystko” czy “sky is the limit”. Dla skuteczności, satysfakcji i spełnienia warto aby motywacja była wewnętrzna. Czyli robię bo chcę. Gdybym był na bezludnej wyspie i miał infrastrukturę to też bym daną rzecz robił bo jest to czynnością witalna. Robiłbym to wiedząc, że nie pochwalę się w social mediach, robiłbym gdyby nikt nie patrzył. Czynności witalne są czymś co dodaje sił, daje radość i satysfakcję, bez względu na wyniki, tu piszę o nich więcej. Będąc przy motywacji warto zobaczyć jej dwie strony: “od” – czyli czego nie chcę, od czego się dystansuję robiąc to co robię. Druga strona to “do” czyli do czego dążę. Ważne aby oba te powody były motywowane wewnętrznie, a o tym co może utrudniać motywację piszę w części pierwszej o sporcie. […]
[…] O sporcie część 1 – czyli jak osiągać więcej przestając sobie przeszkadzać? […]
[…] Mentalność w sporcie […]