strona-entelechia

Entelechia czyli o najważniejszej drodze

Entelechia to droga to swojego celu. Żeby znaleźć swój cel warto dojść najpierw do siebie… Co to jednak znaczy, a tym bardziej jak to zrobić?

 

Moje obrazy do zobaczenia i kupienia w galerii Kersten w Krakowie oraz w galerii Platon we Wrocławiu.


Wracając do entelechii – w tym rozumieniu cel stanowi wyzwanie, jednocześnie jest możliwy do osiągnięcia i zgodny z naszymi silnymi stronami. Rozwijanie potencjału samo w obie już jest kapitalnym celem i jeszcze lepszą drogą. W drodze najważniejsza jest wg wielu właśnie droga. Kilka słów o drodze i jej poszukiwaniu, bo ta istotna ma tylko jakieś 30 cm…

Kierunek jest ważniejszy niż prędkość – wielu szybko zmierza donikąd. Żeby określić kierunek warto się zatrzymać. Można wtedy np. zobaczyć, że podążamy drogą narzuconą nam przez innych… Poruszając się szybko nie ma możliwości dostrzeżenia tego, co po drodze. A czasem tak ogromnie warto chociaż zwolnić… Choćby na refleksję czy we właściwym biegu uczestniczymy. Bywa, że robimy szybko aby tylko odsuwać od siebie moment zorientowania się, że to bez sensu… Jeśli zastanawiamy się dlaczego kolejne postanowienia – nie tylko noworoczne – pozostają na papierze to jest to świetny moment na refleksję o kierunku naszej drogi. Lub o tym, czy sposób w jaki ją przemierzamy jest optytmalny. Lepiej nie iść bo można popełnić błąd? Nie myli się ten, kto nic nie robi. Błąd to wynik inny od zamierzonego i najlepszy nauczyciel. Nasza kultura instaluje nam wirusa, w wyniku którego popełniając błąd całych siebie uznajemy za błąd… System operacyjny wymaga więc aktualizacji, a czasem formatowania. „Porażka” to już sposób myślenia i ocena. Prawo do błędu. Kto je nadaje i kto egzekwuje? Kluczowe pytanie czy to w ogóle jest „prawo”? Prawo to regulacja, nakaz, zakaz, rozkaz, restrykcja, kara… Siła i przemoc.

Nie wdając się tym razem w nomenklaturę to prawo do pomyłki jest prawem, którego najczęściej sobie odmawiamy. Dlaczego tak się dzieje? Boimy się oceny. Innych? Nie. Najbardziej boimy tej, którą sami sobie wystawiamy. Traktujemy siebie tak jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie, a ich głos stał się naszym głosem wewnętrznym… To jednak sposób myślenia. Zmienialny.

Żeby pójść swoją drogą, najpierw warto dotrzeć do siebie. To droga, do której nie potrzebujemy akceptacji innych ludzi, choć bardzo często tak nam się wydaje. To, że kiedyś ta akceptacja była warunkowa mogło spowodować, że siebie mogliśmy porzucić. Autentyczność zazwyczaj jest ofiarą składaną na ołtarzu przynależności.

Wróćmy do drogi do siebie. Często biegniemy tak szybko żeby nas smutek nie dogonił. To zdanie, które lata temu usłyszałem od terapeutki, zrozumiałem wiele lat później. Wojciech Eichelberger mówi o uciekaniu przed duszą, duszą, która ma wiele ważnych rzeczy do powiedzenia. To, co najcenniejsze jest tam, gdzie najbardziej boimy się szukać. Do źródła płynie się pod prąd. Warto mieć odwagę do zatrzymania się i wysłuchania tego, co trudne i odrzucane emocje chcą nam powiedzieć. To bezcenne informacje i aktualizacja własnego myślenia. O sobie…

Droga do siebie jest bardzo długa, trudna, wymagająca, napotykamy masę przeszkód. Jest bardzo bardzo długa. Bardzo. Czasem najdłuższa w życiu, a jej dystans to 30 cm. Od głowy do serca…


 

Ilustracje do wpisów to moje obrazy, do zobaczenia i kupienia w galerii Kersten w Krakowie oraz w galerii Platon we Wrocławiu

 

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *