Po zderzeniu, a raczej otarciu się o górę lodową, Titanic tonie 15 kwietnia 1912 roku. Przyczyną katastrofy był jednak sposób myślenia kapitana i załogi. Jakie podejście doprowadziło do tragedii? I dlaczego po 112 latach ta historia nadal wzbudza tyle emocji i zainteresowania?
Emocje spowodowane ważnym wydarzeniem wygasają po około 5-6 pokoleniach. Dlatego ciągle podnoszą nas relacje z np. 2 wojny światowej, ale pierwszej już nie bardzo. Powstanie styczniowe czy bitwa pod Grunwaldem są jedynie mniej lub bardziej zakurzonymi faktami historycznymi. Co ciekawe, czasem pewne emocje (szczególnie te niewyrażone lub ukrywane) są przekazywane potomkom nawet przez wiele pokoleń o czym mówi transgeneracyjność i psychogenealogia, ale to temat na inny wpis.
W przypadku Titanica historia była nieco inna. Pojawiła się spora doza tajemnicy, która nie pozwalała jej wygasać. Tajemnicę chcemy wyjaśnić, trudno nam znieść pytania bez odpowiedzi. Przełamany na dwie części wrak odnaleziono dopiero w 1985 roku, a to ożywiło wspomnienia i emocje sprzed kilkudziesięciu lat. Żyli jeszcze niektórzy z ocalonych. W 1997 James Cameron kręci film, dzięki któremu wiele osób poznaje historię statku i zaczyna się nią interesować. O samym filmie i tym dlaczego tak bardzo rezonował też może kiedyś napiszę właśnie od głowy strony. Wracając do samego Titanica z czasem pojawiają się liczne muzea wyłowionych przedmiotów, wystawy, strony na facebooku, a wyświetlenia filmów na you tube idą w miliony i ogląda je setki tysięcy osób.
Co jakiś czas pojawia się projekt czy nawet dość zaawansowane próby zbudowania Titanica 2. Kilka rozpoczętych zarzucono (głównie z powodów finansowych) kolejne plany budowy repliki ogłoszono w marcu tego roku. Nostalgia idealizuje przeszłość. Czasy elegancji, wykwintnych kolacji, gentlemanów, rzemiosła, dbania o jakość, pięknych wnętrz czy niesamowitej inżynierii. Wiele osób chciałoby w takie czasy wrócić, właśnie na mocy sentymentu, idealizacji minionych czasów i swoich wyobrażeń, że wtedy było lepiej niż dziś.
Ile razy powstaje wielki współczesny wycieczkowiec to porównywany jest do Titanica. X razy większy, Y razy szerszy, Z razy wyższy… Nie spotkałem się z tym aby ktoś mówił „piękniejszy”… Liczy się wielkość, a o jakości, niesamowitym rzemiośle i dbałości o szczegóły się zapomina. Titanic to też tęsknota za jakością właśnie. Jakością, na którą dziś, w pogoni za szybkim zyskiem, mało kto ma teraz czas… Plastik, styropian, „chińszczyzna” i psucie się miesiąc po gwarancji to norma. Inne statki z tej epoki też zachwycały, jednak tragedia dziewiczego rejsu spotęgowała i utrwaliła Titanica jako wzór, a wręcz ikonę tego typu jednostki.
Po odnalezieniu wraku rozpoczęto badania i poszukiwaniu dokładnych przyczyn i przebiegu zatonięcia. Skupiono się na samej katastrofie, górze lodowej, detalach konstrukcji, możliwości manewru, pomijając sposób myślenia, a tymczasem to on był jedną z głównych przyczyn tragedii.
Statek płynął z prawie maksymalna prędkością, mimo że pojawiały się ostrzeżenia o górach lodowych. Większość z tych depesz nie dotarła do kapitana bo telegrafiści byli zajęci wysyłaniem życzeń pasażerów. Prawdopodobnie „głupio” było im odmówić, zwłaszcza najbogatszym elitom, więc zajmowali się ich prośbami. Nie mów „tak” gdy myślisz „nie”… Lepiej też kapitanowi nie zawracać głowy by „nie robić kłopotu”. Z sześciu otrzymanych depesz tylko jedna trafiła do kapitana. Kluczowe ostrzeżenie ze znajdującego się w okolicy statku, mówiące że Titanic płynie prosto na pole lodowe też do kapitana nie dotarło. „Nie wypada odmówić” prominentnym pasażerom było silniejsze…
Presja na wynik… Choć nie było szans na zdobycie Błękitnej Wstęgi za najszybsze pokonanie Atlantyku, pojawiła się możliwość innej rywalizacji: pobić czas siostrzanego statku „Olympic’a”, albo, przynajmniej zjawić się w Nowym Jorku wcześniej niż planowo. Różne wyniki, presja ta sama. Skupienie na wyniku zaburza proces, zaburzony proces to niewłaściwy wynik. Tu tragiczny w skutkach.
Po dostrzeżeniu góry załoga miała tylko 35-40 sekund na manewr. Mitem jest, że pomogłaby lornetka. Próba ominięcia była minimalnie niewystarczająca: statek dłuższy niż Stadion Narodowy ledwo ociera się o górę, która powoduje uszkodzenia o łącznej powierzchni wielkości plakatu wyborczego… Woda zaczyna jednocześnie dostawać się do 6 z 16 przedziałów wodoszczelnych. Aby utrzymać się na powierzchni dopuszczalne było zalanie czterech. Wystarczyło aby płynął minimalnie wolniej… Kierunek jest ważniejszy niż szybkość, wielu prędko zmierza donikąd… Właśnie to „tak niewiele brakowało” wzbudza do dziś emocje i dyskusje co by było gdyby.
Od dawna wiadomo, że szalup ratunkowych było za mało, jednocześnie te, które opuszczono na wodę były zapełnione w 60%, bo oficerowie kierujący ewakuacją nie znali ich pojemności. Uratowało się około 700 osób, a miejsc w szalupach było 1100. Dlaczego szalup było za mało? Pomijając np. archaiczne wtedy przepisy wiążące ich liczbę z tonażem statku czy estetyczne spory, finalnie zdecydował sposób myślenia. Duża liczba szalup mogła wg armatora wpłynąć na burzę medialną i brak zaufania pasażerów. Bo skoro taki bezpieczny to dlaczego jest ich tak dużo? Podejście „co ludzie powiedzą” lub „co pomyślą” było tu tragiczne w skutkach.
Podczas wodowania i nadawania imienia nie rozbijano butelki o burtę, co wg niektórych przyniosło pecha. To jest oczywiście myślenie magiczne. Mamy to na czym się koncentrujemy. Wiara w tego typu powiedzenia i przesądy powoduje koncentrację na tym o czym mówią. Następuje fiksacja i koncentracja na wszystkim co może potwierdzić dany sposób myślenia, co finalnie prowadzi do mechanizmu „samospełniającej się przepowiedni”. Jednocześnie odrzucamy i zamykamy się na wszelkie argumenty przeciwne. Jest więc czysta psychologia, a nie żadne „czary”, „pech” czy „szczęście”. Oczywiście istnieje pierwiastek szczęścia, jednak nie jest on skorelowany ze sposobem myślenia, bo dotyczy rzeczy, na które nie mamy wpływu. Pogoda i pojawienie się dużego pola lodowego na morzu było przypadkiem, jednak to, że ignorowano ostrzeżenia, a statek płynął za szybko było już wyborem ludzi nim kierujących.
Przełamany na dwie części wrak spoczywa na głębokości równej blisko połowie wysokości Mt. Everestu, lub 16 Pałacom Kultury postawionym jeden na drugim. Codziennie znika około 180 kg metalu rozkładanego przez bakterie głębinowe. Wśród wyłowionych na przestrzeni lat przedmiotów był bardzo dobrze zachowany zestaw parowych gwizdków. Pod koniec lat 90-tych odrestaurowano go i przeprowadzono testy dźwiękowe. W ramach jednej z objazdowych wystaw postanowiono publicznie je uruchomić. Organizatorzy przewidzieli, że pojawi się około 2000 osób. Przyszło 100 000 ludzi…
Puszczono sprężone powietrze i głos Titanica zabrzmiał ponownie po 87 latach…
Ilustracją do wpisów jest mój obraz inspirowany jedynym zachowanym do dziś parowym liniowcem Queen Mary; inne prace można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Add a Comment