Bez względu na to, czy masz kota i kota na jego punkcie czy też nie, od tych futrzaków można się sporo nauczyć. Choćby tego, że życie jest proste. Nasze też, ale je komplikujemy i łatwe czynimy trudnym. A jeśli wolisz psy i na hasło kot podnosi Ci się ciśnienie to tym bardziej zapraszam do lektury.
1.) Tak=tak, nie=nie.
Proste, niekoniecznie dla nas łatwe… Jako jedyny gatunek lubimy sobie utrudniać życie czy uzasadniać tkwienie w niezdrowych dla nas rzeczach. Mówiąc innym „tak” często sobie mówimy „nie”. Zawsze mówiąc czemuś „tak” czemuś innemu jednocześnie mówimy „nie” i odwrotnie. Warto znać obie strony.
Koty mają swoje zdanie i potrafią stawiać granice. Nie chcę żebyś mnie miział? To ci to powiem i nie mam z tym trudności. Najpierw odpowiednio popatrzę, potem syknę, a jak to nie pomoże to dostaniesz łapą. Bardziej lub mniej. Jeżeli odczuwamy dyskomfort i np. poczucie winy w związku z tym, że chcemy komuś odmówić czy powiedzieć o swojej potrzebie to warto się zatrzymać na refleksję.
Co ciekawe wiele znanych mi osób żyjących z kotami, ze stawianiem granic mają trudności i „winią” koty za to, że to potrafią. Mamy tu więc przeniesienie i wytykanie innym tego, z czym sami mamy jakiś kłopot. Chcielibyśmy postawić na swoim, ale z jakiś powodów nie umiemy. Umiejętność stawiania granic i zadbania o swoje wynika – jakże by inaczej – ze sposobu myślenia. Tu, głównie o sobie. Koty dają dobry przykład.
2.) Idź swoją drogą.
Aby nią pójść trzeba wiedzieć kim się jest i czego się chce, oraz dokąd chce się dojść, albo chociaż znać kierunek. Inaczej dostaniemy kocią poradę z Alicji w krainie czarów: idź obojętne gdzie, skoro nie wiesz gdzie chcesz dojść. Co też ma sens, bo można nie wiedzieć i jest to całkiem w porządku. Nie wiedząc warto chodzić w różne miejsca aby się dowiedzieć. Warto też czasem się zatrzymać bo kierunek jest ważniejszy niż szybkość – wielu ludzi prędko zmierza donikąd.
Niezależność i autonomia to istotne rzeczy w kroczeniu swoją drogą. Skrajna niezależność i indywidualizm nie służą. Zależność także, bo to często zachowania z poziomu dziecka i np. oczekiwanie że ktoś za mnie coś zrobi i że mi się „należy”. Współzależność – jesteśmy razem bo tak wybieramy i chcemy, nie po to, aby zaspokajać jakieś swoje braki.
3.) Kotów nie można mieć.
Niektórzy natychmiast dodają tu, że koty mają nas, ale to również przekonanie, w którym stawiamy się niżej. Stawianie siebie niżej w relacji jest dla obu stron destruktywne. Czy to człowiek czy zwierzak. Ktoś jest na postumencie, my niżej. On OK, my nie OK. Wygrana przegrana… Rezygnujemy z siebie, swoich zainteresowań i tego kim jesteśmy, finalnie druga strona traci zainteresowanie nami…
Chcąc kogoś „mieć” z kolei my chcemy wskoczyć na piedestał aby z góry patrzeć na innych. Wejść w ja OK, ty nie OK. Relacja oparta na wyższości/niższości czy „posiadaniu” ma dość ciemną przyszłość. Kotów jak i ludzi posiadać się nie da.
„Posiadanie” może oznaczać też chęć kontroli, a czasem nawet tresury. Koty dają się kapitalnie tresować: wystarczy powiedzieć – przychodzisz albo nie! I kot przychodzi albo nie.
Z innymi jak z kotem – zamieszkujemy po prostu wspólną przestrzeń. To przykład zdrowej relacji – jesteśmy razem bo tak wybieramy, ale sami też czulibyśmy się dobrze i byśmy sobie poradzili. Po prostu lepiej razem, 1+1>2. Jednocześnie to wybór, współzależność w niezależności zamiast zależności.
4.) Zdrowe poczucie wartości.
Oczywiście do zwierząt można odnieść to bardzo, bardzo umownie bo to bardzo ludzkie pojęcie. Kotka mojej mamy nie widzi na jedno oko i ma jednego zęba. Nie dowala sobie jednak, że na pewno niczego nie upoluje i w związku z tym jest beznadziejna czy też mało atrakcyjna. Przychodzi marzec i jest królową okolicy i trzęsie rynkiem matrymonialnym. Czuje się sama ze sobą dobrze i to jest rzecz zdecydowanie warta nauki.
Polubić siebie, a w miarę możliwości pokochać. Mało popularne – najpierw siebie, potem innych… Akceptując i ceniąc siebie stajemy się cenni dla innych. Czując się dobrze ze sobą pokazujemy innym, że warto o siebie dbać. Wszyscy czują się lepiej. Jeśli rezygnujemy z siebie dla innych to uczymy ich aby oni rezygnowali z nas, a ich samych, żeby również z siebie rezygnowali… Widać to szczególnie mocno po dzieciach, które naśladują nasze zachowania. Jeżeli nie dbamy o siebie uczymy je tego samego… Warto zadbać o siebie i uznać swoją wartość. Uznać, bo ona w nas bezwarunkowo jest. Każdy jest wartościowy, nie każdy to widzi.
5.) Odpoczynek.
Kot – jak to mówią fachowcy – to drapieżnik zmierzchowy. Nocny czy dzienny – jak poluje to odpoczywa. My często o nim uważamy, że odpoczywa za dużo, bo u nas często jakikolwiek relaks czy sen to „za dużo”. A może za dużo pracy, gonitwy i polowania? Niekoniecznie na potrzebne rzeczy…
Jesteśmy uczeni, że sukces osiąga się np. kosztem snu. Popmotywacyjne wykłady są tego pełne. Nie dzięki brakowi snu tylko pomimo… Ale to już mało kto dodaje. Odpoczynek to podstawa efektywności, my jednak kulturowo cenimy ciężką pracę i wysiłek. Kot wkłada minimum energii w maksimum skuteczności. Praca mądra zamiast ciężkiej. Nie upoluje? Odpuszcza i czeka na nową szansę zamiast umierać próbując.
Warto przejąć strategię i robić jak najmniej aby osiągnąć jak najwięcej. Jeśli już ciężko i dużo pracować to tam, gdzie szybko i łatwo idzie oraz równie dużo odpoczywać. Rozwinięcie tematu o odpoczynku i skąd tak sobie w nim przeszkadzamy.
6.) Skuteczność.
Jak nie tak, to inaczej. Jak chcę znajdę sposób. Poszukiwanie rozwiązań, zamiast koncentracji na problemach. Wspomniana kotka nie skupia się na braku zębów i jednym oku, tylko sobie radzi.
Kot wychodzi z inicjatywą, jest drapieżnikiem. Działa i skupia się na celu. Poluje i zdobywa. Wychodzi naprzeciw, zamiast podejmować działanie dopiero jak go ktoś pogoni. Mysz osiąga swoje maksymalne możliwości tylko jak jest ścigana. Motywacja zewnętrzna. Ucieczka. My też uciekamy, przed wieloma rzeczami…
Świetnie zdobywać mając motywację wewnętrzną, działamy bo chcemy, a nie dla nagrody czy ze strachu przed karą. W przypadku emocji jednak opłaca i warto się dać czasem dogonić, bo wtedy zamieniamy się w polującego – dopadamy i rozwiązujemy problem. Jesteś kotem czy myszą?
7.) Zwierzak to świetne lustro…
Na głębszym poziomie obserwując zwierzaki można się sporo o sobie dowiedzieć. Dlaczego bierzemy do domu kota lub psa? Jaką mamy potrzebę? Możliwości jest wiele, wiele podświadomych. Może potrzebujemy bliskości, a nie mamy odwagi do nawiązywania kontaktów z ludźmi? Może przeszłe doświadczenia zostawiły zbyt duży ciężar?
Sporo osób mających w domu koty żyje w pojedynkę. Większość, którą znam to kobiety. Część mieszka sama, część jest jednak samotna. Choć można mieć z nim wyjątkową więź, to bliskości z drugim człowiekiem kot jednak nie zastąpi.
Relacja człowiek kot przypomina nieco relacje z dzieckiem – jesteśmy na poziomie zależności. Przetrwanie kota zależy od nas i tego jak spełnimy jego potrzeby i do nas należy ich zaspokojenie. Traktowanie jak dziecko jest już jednak pewnym sposobem myślenia, jak dla mnie, wartym zatrzymania się.
To czy wybieramy rasowego zwierzaka też może coś o nas powiedzieć. Zwierzę często jest przedłużeniem tożsamości, choć wg mnie lepiej widać to na psach niż kotach. Np. słaby mężczyzna bywa, że wybiera brytana, przykładów jest wiele, będę rozwijać. Silna kontrola, czy nawet przemoc wobec zwierzęcia to też powód do zatrzymania się…
Zamiast dostrzegać potrzeby kota, realizujemy własne. Ludzkie potrzeby zaspokajamy kupując kolorowe kuwety, obróżki, domki jak dla lalek. Koty – w przeciwieństwie do psów – na szczęście nie dają sobie zakładać ubranek… Te potrzeby są niesamowicie zasilane przez marketing, który celuje w troskę, opiekuńczość i pewne – głębsze – słabości ludzi. Najpierw kreuje fikcyjną potrzebę, a potem sprzedaje za realne pieniądze.
Uczenie kotów załatwiania się do toalety to ta sama półka, są nawet specjalne kuwety. To – podobnie jak pachnące żwirki – jednak jest potrzeba ludzka, wbrew naturze kota. Zwierzak ma swoje zwierzęce kocie potrzeby i ich zaspokojenia potrzebuje. Do nas należy akceptacja i odpowiedzialność.
Do zabawy najlepsze jest kartonowe pudełko po butach, a do drapania zazwyczaj meble… Wody zawsze lepiej napić się z cieknącego kranu czy wody kwiatowej niż najwymyślniejszej fontanny. Wysikać się do butów, czy zwymiotować koniecznie na nowy dywanik. Mamy prawo takiego domownika nie chcieć. Nie chcemy, to nie bierzmy, a jak weźmiemy, nie miejmy pretensji.
Podsumowanie
Indianie mieli wiele mądrości w nadawaniu imion związanych ze zwięrzętami. Obserwowali najcenniejsze cechy, inspirowali się i potem nad nimi pracowali, a imię przypominało co ma być ważne. Mamy to, na czym się koncentrujemy. Miało znaczenie, sens i nie było efektem mody czy serialu. Na dane zawołanie raczej nie odwracała się połowa piaskownicy.

Add a Comment