Żyjemy w świecie gdzie odpoczynek i regeneracja są uznawane za lenistwo, a sen jest dobrem luksusowym, na które nas nie stać. Odsypiamy dopiero na cmentarzu. Odpoczynek jest kluczową rzeczą dla ogólnej skuteczności, zdrowia i wydajności w pracy. Co więc zrobić aby mieć go więcej i żeby nie był powodem do wyrzutów sumienia?
Pełne brzmienie tego punktu na liście Terapii Simontonowskiej to: „odpoczynek bez osądu”. Kluczowe jest tu „bez osądu” i ono jest największym wyzwaniem i przeszkodą w tej formie zadbania o siebie. Wg NVC czyli porozumienia bez przemocy osąd jest przemocą. Tym razem skierowaną przez nas samych w siebie.
Jeżeli jest „osąd” to kto kogo tu osądza? Żeby był osąd to wcześniej potrzeba wykroczenia czy wręcz przestępstwa. Jeśli tak, to oczywiście jest i winny, którego, jakże by inaczej, trzeba ukarać. Sędzia i oskarżony, a czasem wręcz kat i ofiara… Traktujemy siebie tak, jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie. Rodzice, opiekunowie, nauczyciele i wychowawcy na wczesnym etapie życia. Różne psychologie różnie to określają, ale najbardziej formatywne jest pierwsze 5-7 lat życia. Mózg jest ogromnie chłonny, a neuroplastyczność największa, dlatego wtedy tak silnie wgrywają się nam do głów skrypty i programy postępowania. Stąd tak wiele nurtów szuka korzeni przekonań i zachowań w dzieciństwie.
Głos najważniejszych dla nas ludzi staje się naszym głosem wewnętrznym. W materii odpoczynku ten głos bywa często krytyczny, a chęć zadbania o siebie powoduje poczucie winy. Czy byliśmy krytykowani za „lenistwo”, „obijanie się”, bo „trzeba” zająć się czymś pożytecznym? Np. daleką od pożytku w życiu szkolną nauką? Odpoczynek jest formą dbania o siebie, a jeśli za to spotyka nas kara to właśnie do systemu w głowie wkrada się wirus.
Najczęstszym przekonaniem jest, że albo na odpoczynek w ogóle nie zasługuję albo, że trzeba na niego zasłużyć. Czyli jeśli umrę próbując pławiąc się wcześniej w pocie, krwi i łzach to ewentualnie chwilę mogę odpocząć. Nawet święta – wbrew założeniu – są okresem takiego wysiłku, że potrzebujemy kilku dni odpoczynku gdy miną. Tymczasem odpoczynek dobrze aby był bezwarunkowy, bez „zasługiwania” czy też wyjątkowych „okazji”. Bo te okazje mają bardzo określony termin: „kiedyś” co oznacza najczęściej „nigdy”.
Terapia Simontonowska proponuje krótsze niż noc sesje odpoczynku, ja jeszcze rozszerzę to zagadnienie o inne formy i przekonania z nimi związane. Sugerowane jest siedzenie lub leżenie, bez zasypiania i „nicnierobienie”. Bardzo wymagające w dzisiejszych pędzących czasach… Jak nic nie robię to mam czas na odpoczynek i przygotowanie umysłu na czas kiedy będę coś robić. Czyli nicnierobienie jest produktywne. Podejście jak w wierszu o górach które:
„…oczyszczą mą duszę,
tam wysoko po prostu jestem,
nic nie muszę.”
Właśnie chodzi o to „jestem”, a zwłaszcza „nic nie muszę”. I to drugie jest warte refleksji. Dać sobie prawo do odpoczynku to sztuka. Bezwarunkowo, bez zasługiwania czy „okazji”. Sztuka obserwacji, uważności i odkrywania własnych potrzeb.
Aby dotrzeć głębiej można wyobrazić sobie jaki ja odpoczynku chce, a jaki inny ja tego pierwszego za tę potrzebę krytykuje? Każdy „stan ja”, „część”, „subosobowość” reprezentują jakieś ważne dla nas potrzeby. Świetnie zamienić się w obserwatora i neutralnego negocjatora i poprowadzić dialog pomiędzy tymi dwoma „ja”. Czego potrzebują, czego chcą, co jeden drugiemu chce powiedzieć? Taki świadomy dialog wewnętrzny może bardzo dużo dać…
Relaksacje, skupienie na poszczególnych częściach ciała, wizualizacje bezpiecznych i spokojnych miejsc. To wszystko sposoby na krótkie sesje odpoczynku w ciągu dnia. Kilka, kilkanaście minut. Bez osądu i wpędzania się w poczucie winy z powodu „zmarnowanego” czasu. To nie marnowanie tylko inwestycja, tak jakby krytykować telefon za podpięcie do kabelka i ładowanie baterii.
Medytacja skupiająca się na dźwiękach i obrazach. Ta najbardziej popularna koncentrująca się na oddechu na mnie średnio działa. Choćby kilka minut patrzenia przez okno, siedzenia na ławce, w tramwaju. O, ktoś jedzie na rowerze, zatrąbiło auto, przeleciał gołąb, ktoś kogoś przytula, kobieta idzie w buldożkiem, pies wącha każdy słup. I już jest odpoczynek bo umysł wchodzi w tu i teraz i się wycisza.
Popularne przekonania i pułapki myślenia związane z odpoczywaniem.
Sen jest traceniem czasu, lenistwem, obijaniem się itp. Ewentualnie jest dobrem luksusowym, na które nas nie stać. W obu przypadkach podejście do niego dalekie jest od zdrowego. W pierwszym ładuję w siebie krytykę i przede wszystkim poczucie winy, za choćby chwilę wytchnienia. W drugim może wynikać z ukrytego przekonania, że „nie zasługuję”, poświęcania się dla innych i rezygnacji z siebie i swoich potrzeb. Tymczasem sen jest najlepszą formą regeneracji, jednocześnie z niego najprędzej rezygnujemy, zapominając, że lepiej np. efektywnie pracować 8 godzin, niż 16. Efektywnych po zarwanej nocy będzie może 2-3.
Sukces osiąga się rezygnując ze snu. To bardzo popularny przekaz wielu mówców motywacyjnych. Szkoda, że nie dodają, że wspominani przez nich ludzi osiągnęli cele nie dlatego, że zmniejszyli ilości snu, tylko POMIMO… Poza wyjątkowymi sytuacjami jest to przeciwskuteczne podejście.
Następna rzecz to, że „trzeba wstawać wcześnie”. Warto dobrze zarządzać sobą w czasie, a o jakiej porze będzie się to dziać jest dość indywidualne. Nie każdy jest rannym ptaszkiem, tzn. znaczna mniejszość ludzi naturalnie budzi się wcześnie rano. Dla większości 5-6 to jeszcze noc. To kwestia przede wszystkim genetyki, a ludzie, którzy „lubią” siedzieć do nocy często tylko wtedy mają spokój. Który jest cenniejszy niż sen… I to kolejny powód dla, którego rezygnujemy z odpoczynku: są ważniejsze potrzeby, jednak nieświadomy sposób ich realizacji w długim terminie szkodzi.
Nie da się też „odespać”. Jeśli zarwiemy jedną noc, to kolejnego dnia warto przespać się dłużej i wtedy to pomoże. Jeśli jednak mamy za mało snu przez cały tydzień to osypianie w weekend już nie pomoże.
Mit ciężkiej pracy.
Kolejne przekonanie wpływające na podejście, że odpoczynek to czas zmarnowany to fakt, że (świadomie bądź nie) cenimy przede wszystkim ciężką pracę. Już Biblia niesie przekaz „będziesz pracował w pocie czoła”. Nieważna skuteczność, liczy się wylany pot, najlepiej doprawiony krwią i łzami. Dwie osoby osiągają to samo: jedna szybko dzięki wnioskom, nauką od innych i mądrością. Drugiej zajmuje to znacznie więcej czasu, do tego umiera próbując. Ta, której urwało obie nogi i ręce będzie doceniona bardziej. Pomijając to, że zapewne większość wtedy powie, że „miała talent”, się „udało” albo „wyszło” czym natychmiast tego wkładu i siły sprawczej się ją pozbawia. Druga „zasługuje” więc na odpoczynek, pierwsza za to miała „farta” oraz „szczęście” więc tak właściwie to jest leniem…
Cenimy więc to, co przychodzi z trudem i wtedy ewentualnie chwilowo „zasługujemy” na chwilę odpoczynku. O kwestii ciężkiej pracy kontra mądrej będę jeszcze pisać.
Inne przestrzenie gdzie można wygospodarować sporo energii.
Zamiast choćby chwilę odpocząć to ładujemy w siebie chemię zamiast naładować baterie. Energetyki pije się już często jak herbatę czy wodę. Kawa z rana to pierwsza rzecz dla milionów ludzi, z których mało kto zadaje sobie pytanie jakiej jakości jest ich odpoczynek skoro rano potrzebują sztucznego zastrzyku energii? Organizm bierze kredyt – zagospodarowywuje dodatkową energię, ale potem potrzebuje ją spłacić. Energia jest też zużywana na oczyszczenie organizmu z toksyn i niepotrzebnych substancji. Finalnie przychodzi jeszcze większe zmęczenie.
Świetną formą odpoczynku są rytuały duchowe i religijne. Takie jest jedno z ich założeń bo rytuał to cyklicznie powtarzana czynność mając utrwalać zdrowe nawyki. Wyciszenie dla ducha i w efekcie ciała jakie daje modlitwa jest ogromnie ważne. Wszystkie kultury świata wypracowały podobne schematy. Mantry, modlitwy, medytacje – z trudnem dziś się ich uczymy czy do nich wracamy, a wyzwaniem jest pójść do toalety bez komórki… Spróbuj przez 7-10 minut o niczym nie myśleć… Powodzenia!
Przeładowanie informacjami to kolejna rzecz kosztuje nas masę energii. Aby ja zachować wystarczy po prostu odpoczynek od nich… Informacje w głównych mediach, wszechobecne reklamy drenują nasze umysły z możliwości. Mózg jest jak gąbka – chłonie wszystko. Pytanie czy te informacje są nam potrzebne? Większość zdecydowanie nie. Do tego skonstruowane są tak, aby zachwiać poczucie bezpieczeństwa. Efektem jest napięcie, niepewność, stres i strach. Dieta niskoinformacyjna jest dla mnie kapitalnym rozwiązaniem i zaliczam ją do metod odpoczynku i regeneracji.
Stres i związane z nim napięcia w ciele drenują nas z energii. Napięcia mięśni zmieniają biomechanikę, postawę, wpływają na psychikę. Tłumienie emocji bo np. „chłopaki nie płaczą” czy „masz być grzeczna” powoduje napięcia, często przewlekłe. Więcej o tym pisze Alexander Lowen w swoich książkach. Stres jest szerokim tematem. Bez wchodzenia w złożone rzeczy da się często go szybko zmniejszyć – co pośrednio jest odpoczynkiem. W tym wpisie polecam kilka skutecznych sposobów.
Odpoczynek się nam należy. Bezwarunkowo. Po prostu, nie jest kwestią zasługiwania czy nagrody. Od regeneracji zależy skuteczność na każdym polu. Zdrowie fizyczne i psychiczne mają swoje podstawy w tym jak śpimy. Nie raz życzę świętego spokoju. I dodaję: wcześniej niż na cmentarzu…
Życzę zdrowego podejścia do odpoczynku, zbierania sił, i ładowania baterii. W trosce o siebie i dla siebie, a przy okazji innych.

[…] Warto przejąć strategię i robić jak najmniej aby osiągnąć jak najwięcej. Jeśli już ciężko i dużo pracować to tam, gdzie szybko i łatwo idzie oraz równie dużo odpoczywać. Rozwinięcie tematu o odpoczynku i skąd tak sobie w nim przeszkadzamy. […]