grafika-11

Nie sprzątam na święta

Nie myję okien na święta, kupuję ile zjem, spędzam czas z tymi, z którymi chcę zamiast z kim „wypada”. Dwa słowa o korzeniach świątecznych presji i „powinności”. Sprzątania, zakupów i gotowania ponad miarę, niechcianych spotkań oraz poświątecznego odpoczynku.

 

Nie myję okien. Ale co ludzie powiedzą? Ale konkretnie: jacy ludzie? Zapytani o zdanie? Czy to tylko ja pomyślę, że oni coś powiedzą? Bo jeśli to drugie, to żadni oni tylko podaję sobie właśnie na tacy to, co ja sam o sobie i swoim zachowaniu myślę. „Ludzie” są tylko lustrem. Więc tu jest pierwszy punkt uważności bo o swoim sposobie myślenia można sporo się dowiedzieć. 

 

„Ludzie” najczęściej nic nie powiedzą, to po prostu forma wpływu i wywierania presji. Albo społecznej, klanowej (o tym dalej) albo np. rodziców na dzieci. W życiu traktujemy siebie tak jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie, a w pierwszym etapie życia byli to najbliżsi opiekunowie, najczęściej rodzice. Będę się za Ciebie wstydzić za Twój bałagan! Przyjdą goście i co sobie pomyślą jak zobaczą Twój pokój…? Jak posprzątasz to dostaniesz cukierka, jak nie posprzątasz to szlaban… Wymuszanie sprzątania poprzez nagrodę albo karę. Źle działa. Ktoś zna z autopsji? I jakie potem jest podejście do porządku? Chyba lepiej żeby był naszą odpowiedzialnością, wyborem i efektem wyboru niż zewnętrzego musu…

 

„Wartość” kobiety zawiera się też w tym jak ma posprzątany dom. Więc jeśli czuję się jak w muzeum, mogę przeglądnąć się w podłodze jak w lustrze to ona jest „dobrą gospodynią”… I spędza czas na budowaniu tego wizerunku, często, a najczęściej, nie starcza jej już go na zadbanie o siebie, swoje potrzeby i to żeby się dobrze czuła. Pada ze zmęczenia poświęceniem, jest sfrustrowana, ale zbudowana fasada stoi. Bo wizerunek i „co ludzie powiedzą” jest ważniejszy… Ja bym wolał żeby zadbała o siebie: sama lepiej się poczuje, a wraz z nią jej bliscy też skorzystają. Cena poświęcenia jest zawsze większa niż zysk.

 

Czasem „ludzie” jednak coś mówią. Najczęściej ci o to nie proszeni i nie pytani. Rodzice i w szczególności teściowe. Bo oni „wiedzą lepiej”… Szczególnie matka wie co dla syna w małżeństwie najlepsze i nikt tego nie zrobi lepiej niż ona… Zapominają, że są u nas gościem. Czy będąc u innych też mówią, że jednak tu w rogu nie jest zamiecione, a okno ma smugi? Po naszej stronie jest postawić granicę: zapraszamy was, przychodzicie do nas w gości, jeśli będziemy potrzebowali korepetycji z mycia okien czy stopnia lśnienia podłogi to się do was zgłosimy, aktualnie wystarcza nam ten standard jaki mamy. 

 

Takie zachowanie wynika też z traktowania bliskich jak dzieci. Dziecko zawsze będzie dzieckiem rodzica, jednocześnie po około 15 roku życia najwyższa pora aby przestać traktować taką osobę jak dziecko. Kontrola, ocenianie, krytyka za najmniejsze odstępstwa od “norm”, „wiem lepiej”, „nie dyskutuj”, „powinieneś”, „trzeba”, brak akceptacji dla innego podejścia, narzucanie swojego jedynie słusznego zdania to tylko niektóre elementy tego rodzaju zachowania. Traktowanie jak dziecko uważam za jeden z fundamentów kłopotów w relacjach rodzice-dorosłe dzieci czy mąż-żona.

 

Nie myjesz okien? Nie. Nie myjesz okien dla Jezusa? Nie. Przyglądnijmy się głębiej. Był taki eksperyment, w jakiejś firmie czy uczelni. Postawiono ekspres, kawę, mleko i słoik. Kto chciał mógł się napić ile chciał, kiedy chciał. Ile chciał tyle mógł też wrzucić do słoika w zamian. Po tygodniu kawa pusta, mleko puste, ekspres pusty i słoik też pusty. Przyklejono nad ekspresem rysunek oczu. „Ktoś” więc patrzy. Pomimo, że był to rysunek, słoik szybko się zapełniał. Poczucie bycia obserwowanym, nawet z kartki, wpływało na ludzi. To samo jest z Jezusem. Czy rzeczywiście ważne dla Niego jest czy mam czyste okna? Zostawmy Mu odpowiedź, zwracając jedynie uwagę na jedną z religijnych technik wpływu i kontroli zachowań: budowanie poczucia bycia obserwowanym i to przez samego Boga. 

 

Bywa, że święta spędzamy wbrew sobie i z tymi, z którymi nie mamy ochoty ich spędzać. Ale właśnie – tradycja… Tu teściowie, tam ciotki klotki, z którymi często nas nic nie łączy poza sztucznymi życzeniami składanymi raz czy dwa razy w roku. Czasami jesteśmy zapraszani jedynie w celu monetyzacji naszej obecności bo stryjeczny kuzyn po dziesiątym kisielu chce mieć ajfona. 

 

Złamanie tradycji czy rytuału w kulturze klanowej oznaczało odrzucenie. W czasach plemiennych wiązało się to najczęściej ze śmiercią. Dziś nie umrzemy, za to strach przed odrzuceniem jest podobny. W naszym kręgu kulturowym szczególnie silne są właśnie cechy klanu. Klanem czy „plemieniem” jest tu rodzina. Istotne są rytuały, tradycja, wspólnota (przy jednoczesnym braku zaufania do innych grup), „my” i „oni”, posłuszeństwo (często bezrefleksyjne) i wierność wobec (czasem zupełnie archaicznej) tradycji, lęk przed odrzuceniem przez grupę, troska o grupę. Występuje też autorytet zewnętrzny, czyli oddanie sprawstwa innym – dlatego tak trudno jest się wyłamać, rozpocząć zmianę i postąpić inaczej, bo „takie życie” i „nic się nie da zrobić”. Osoby z silnym „klanowym” sposobem myślenia mają trudności ze stawianiem granic, podejmowaniem własnych decyzji, często poświęcają się dla innych, stąd tak trudno spędzić im święta inaczej niż do tej pory. 

 

Drugim ważnym punktem jest systemowy sposób myślenia, również niezwykle u nas silny. Powtarzanie, schematyczność, posłuszeństwo bez zadawania pytań, postępowanie z instrukcjami, wskazaniami czy wszelkimi „przykazaniami”. Ludzie z tym sposobem myślenia żyją schematami bez zastanowienia się, że może można by inaczej. Ważne jest dla nich  co „trzeba”, co „wypada”, działają pod wpływem strachu przed oceną czy opiniami czyli właśnie tym, co „ludzie powiedzą”. Jest tu też silny autorytet zewnętrzny, czyli pasterz, który prowadzi swoje owieczki. Największe religie jak Judaizm, Islam czy Chrześcijaństwo są oparte na tym sposobie myślenia.

 

„Co ludzie powiedzą” można zawrzeć jeszcze w kilku łamiących nieco głowę zdaniach: Nie jestem tym kim myślę, że jestem. Nie jestem tym kim Ty myślisz, że jestem. Jestem tym kim ja myślę, że Ty myślisz, że jestem... Dopóki innych nie zapytamy, a oni nie odpowiedzą, wszelkie „co ludzie powiedzą” to nasze myśli o nas samych. Mówiąc innym „tak” często sobie mówimy „nie”.

 

Zdrowe podejście

 

Porządek to przestrzeń, czasem usunięcie niepotrzebnych rzeczy to stworzenie miejsca na nowe. Zarówno w domu, mieszkaniu, pokoju jak i w głowie. Mając posprzątane mamy większą skuteczność, nie tracimy czasu na szukanie, podnosimy efektywność. Warto zaobserwować gdzie uważam, że mam bałagan, a gdzie mam lub chcę mieć porządek.

 

Bałagan często robi się sam, porządek niekoniecznie. Dlatego zamiast robić porządek to ja osobiście wolę wkładać mało energii za to bardzo regularnie aby unikać bałaganu. Zazwyczaj porządek w sposobie myślenia powoduje go wszędzie indziej: w relacjach, finansach, w domu. Powoduje też odcięcie się od zewnętrznych obarczeń i presji.

 

Jeżeli uwolnimy się od zewnętrznej presji to perspektywa mocno się zmienia. Sprzątanie może być np. świetnym sposobem na odpoczynek. Przy świadomym podejściu to czynność medytacyjna, relaksująca i wyciszająca. Znam wiele osób, które mając za dużo na głowie zaczynają sprzątać. Posprzątane biurko to posprzątana głowa – powiedzenie przytoczone przez znajomego Tomka – ma sporo sensu. Odhaczyć co jest do odhaczenia, zdecydować czego może nie robić, oczyścić przestrzeń ze zbędnych spraw i rzeczy. Pod warunkiem, że jest efektem własnego wyboru to w wyniku sprzątania przestrzeni wyciszamy umysł. Na głębszym poziomie jest jednak odwrotnie – porządek w głowie skutkuje porządkiem w otoczeniu. Do odkrycia i posprzątania ograniczających przekonań potrzeba jednak świadomości, samo ogarnięcie biurka pomoże tylko powierzchownie.

 

Jeżeli dbanie o porządek sprawia Ci radość, powoduje, że jesteś spełniony/a, oznacza dbanie o siebie i swoją przestrzeń, wzmacnia Cię i należy do Twoich wartości to oczywiście warto to świadomie robić. Podobnie jeśli chodzi o świąteczne spotkania i ich formę. Jeśli jednak czujesz presję otoczenia, frustrującej „powinności”, robisz bo „musisz”, a nie dlatego, że tak wybierasz i chcesz, a po świętach potrzebujesz kilka dni na odpoczynek to warto zatrzymać się na refleksję.


Najważniejszym porządkiem jest ten w głowie. Mając w niej posprzątane często zmienia się i przestrzeń życiowa. Sprzątając umysł resztę sprzątamy w efekcie ubocznym, a jak nie sprzątamy to i tak czujemy się dobrze. Bo jest to już świadomy wybór. Reagujemy na świat nie takim jakim jest, tylko jakim go widzimy. Patrzymy więc przez filtry. Okna naszej duszy, przez które widzimy świat zostały często zabrudzone przekonaniami, powinnościami i iluzjami. Te bardzo polecam umyć, na co dzień, nie od święta.

 

Przyglądając się bliżej – święta i to jak je spędzamy może nam o nas samych wiele powiedzieć. Życzę spędzenia w zgodzie ze sobą, szacunkiem dla siebie i innych, odwagi do zmiany jeśli zmiany chcecie oraz tego, abyście nie potrzebowali po nich odpoczywać.

 

Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

4 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *