mit-2

Zarobisz po śmierci czyli siedź w kącie znajdą cię…?

Podobnie jak pierwsza myśl mówiąca o tym, że artysta głodny jest najbardziej płodny to – bardzo dyplomatycznie mówiąc – kolejne podejście dalekie od wspierającego. Instaluje przekonanie, że z twórczości trudno żyć, przeżyć czy wyżyć. Ponury żart, mało zachęcający do rozwijania umiejętności, świadomości finansowej i ogólnej siły sprawczej, bo to rzeczy dość mocno połączone. Rzadko – przynajmniej z moich obserwacji – dążenie do życia z twórczości jest wspierane przez bliskich, znam jeden wyjątek.


Oczywiście byli tacy, których twórczość dopiero po ich śmierci poznano i doceniono, a ich potomkowie zarobili, co świetnie się sprzedaje bo z wielu powodów lubimy takie historie. Czy jednak sami chcemy być ich bohaterami? 


To przekonanie jest solidnie wspierane przez brak edukacji finansowej. Do tego obarczone jest powiedzeniami i przekazami typu: o pieniądzach się nie rozmawia, że są złe, nie dają szczęścia, że sztuka jest dla sztuki (o tym też będzie), że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niźli bogaty do Królestwa Niebieskiego. Masa tego jest i stanowi główny fundament problemów finansowych…


Edukacja ekonomiczna? W szkołach? Leży, w książkach czy w internecie jest już nieźle i jak ktoś chce to znajdzie odpowiednie osoby aby się uczyć. Zresztą wiedza finansowa to kilka kartek A4, cała reszta kwestii tego, jak radzimy sobie bądź nie, z finansami to już psychologia. Taka dość prosta, czasem jednak niełatwa. Poczucie wartości, siła sprawcza, podejście do siebie, ocena własnej pracy itp.


A na uczelniach i w szkołach artystycznych jak to wygląda? Obecnie nie wiem, jak studiowałem to ani słowa na temat marketingu, promocji, reklamy czy wyceniania własnej pracy… Nam, w okolicach 2005, na ASP na 4-tym roku w ramach przedmiotu „Rozwój nowego produktu” rzucono na ławki książki z 1973 roku… Wierzę, że aktualnie jest inaczej, jeśli nie na uczelniach to w sieci każdy znajdzie czego potrzebuje, zarówno w materii finansów, marketingu czy rządzącej nimi psychologii.


Siedź w kącie znajdą cię…


Kolejna nieprawda, które świetnie łączy się z pierwszą, będąc jedną z jej podstaw. Bardzo rzadko się dzieje, że nas znajdą, warto o ułatwienie tego znalezienia zadbać. Małe szanse, że nas tego nauczą, jak ktoś jednak dziś zaczyna to jednak ma dużo większe. 


Popularne określenia to: kto będzie oglądał moje bazgroły czy czytał moje wypociny? Umniejszanie i dołująca ocena na starcie, w strachu przed oceną innych. Bez względu na owoce naszej pracy, choć w artystycznych jest to wyjątkowo silne. Z minusu chcemy dobić do zera zamiast od niego iść w górę… Skąd to się bierze? Tak naprawdę boimy się swojej własnej oceny. Ja grzebnąć mocniej to w sumie niekoniecznie własnej… Bo nieświadomie traktujemy siebie tak, jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie, a ich głos staje się naszym głosem wewnętrznym… Jeśli był wspierający, koncentrował się na rozwoju, postawie i zaangażowaniu zamiast na wynikach, a unikał skupienia na słabościach, porównywaniu i krytyce to mieliśmy sporo szczęścia…


To, jak traktujemy siebie, a w efekcie i swoją pracę, uczy innych – znowu nieświadomie – jak mają traktować nas… Czyli nawet jak ktoś nas w tym kącie znajdzie to jeśli sami siebie nie szanujemy to będa kłopoty. Rozdamy za darmo, zaniżymy cenę itp. To też historie wykorzystanych przez innych utalentowanych osób… Po części i autora tego posta i obrazu – pradziadek nie szanował swojej pracy, babcia nie szanowała swojej pracy, mama nie szanuje swojej pracy, ja uczyłem się szanować swoją pracę… Uczenie się poprzez przykład. Przekaz międzypokoleniowy. Jak ktoś trafnie to ujął: jeśli nie skonfrontujemy się z naszymi demonami to one wychowają nasze dzieci…


Przekaz nie wychylaj się itp. Wystający gwóźdź pierwszy zostaje wbity. Wbity w szereg przeciętności i braku zadawania pytań. Świat gdzie ciekawość zamiast wspierać kreatywność jest „pierwszym stopniem do piekła”. Najbardziej stymulujące rozwój mózgu przedmioty jak plastyka, muzyka i ruch (zwłaszcza taniec, aktorstwo itp) są w szkołach traktowane marginalnie bo „lepsze” są główne przedmioty. Zabawa jest ograniczana już we wczesnych latach życia bo zajęć pozaszkolnych jest tyle, że już nie ma na nią czasu, a to najbardziej rozwojowa rzecz.


Zamiast wyrastać w poczuciu wartości zazwyczaj wyrastamy w poczuciu braku wartości… Swojej i tego, co tworzymy. Połączenie tego z przekonaniem, że na akceptację, docenienie, przynależność, lubienie, czy finalnie miłość trzeba sobie zasłużyć jakimiś działaniami czy zachowaniem jest podstawą presji na wyniki i braku satysfakcji z osiągnięć. Bez względu na dziedzinę, warunkowa akceptacja jest destrukcyjna. Dlaczego nie chcemy być elitą i dorzucamy naszą wyjątkowość?


Myślenie biznesowe w sztuce jest BARDZO rzadko spotykane, w szczególności w szkołach czy na uczelniach, choć może coś się zmieniło…? Przekaz, że „komercja” jest be, a „sztuka ma być dla sztuki” miałem nawet na wydziale wzornictwa, czyli sztuki użytkowej gdyby ktoś pytał… Były jednak zagraniczne uczelnie, które współpracowały z firmami i studenci po zakończeniu edukacji w zasadzie płynnie wchodzili do nich i rozpoczynali pracę. To jednak wzornictwo czyli nieco inna bajka, a na wydziałach typowo artystycznych (malarstwo, grafika czy rzeźba) było inaczej.


Świadomość finansowa to ważna rzecz, której 85% to kwestie mentalne i dość podstawowa psychologia. Choćby to, że emocje są zdecydowanie najgorszym doradcą jeśli chodzi o finanse… Reszta to wiedzieć co z pieniędzmi robić i mieści się to na kilku stronach A4. Bo dobre zarobki to coś innego niż zarządzanie finansami. Umiejętność reklamowania siebie i swojej pracy to też nie rocket science. Siedzenie w kącie jest przeciwskuteczne. 


Jak charakter jest nieodpowiedni to talent zaprowadzi w miejsce, w którym sobie nie poradzimy…

 
Ilustracje do wpisów to fragmenty obrazów moich lub mojej mamy Hanny, które można oglądać w galerii sztuki Kersten

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *