elita

Elitą być. Dlaczego boimy się własnej wyjątkowości?


Elita. Wielu z nas do niej dąży. Do wyjątkowości, niezwykłości, wyróżniania się. Jednocześnie ogromnie się tego boimy i – mając szansę – często rezygnujemy zostając w szeregu. Lub spaleni stresem działamy znacznie poniżej swoich możliwości. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź związana jest – nie inaczej – ze sposobami myślenia.


Pojęcie elitarności jest uniwersalne i dotyczy wielu dziedzin życia: sportu, pracy, finansów, relacji, atrakcyjności, jest tu istotny wspólny mianownik, ale o nim dalej. 


Wpis inspirowany jest kategorią “elity” w biegach z przeszkodami i wyzwaniami przed jakimi stają osoby chcące w tej formule debiutować czy też walczyć o rezultaty. To – dla niewtajemniczonych – biegi z rodzaju “Runmageddon”, a w “elicie” zakłada się na głowę wyróżniającą opaskę. Do bycia sklasyfikowanym wymagane jest aby pokonać wszystkie przeszkody na trasie. Wiele razy zdarza się, że ktoś potrafiący daną przeszkodę pokonać, z chwilą założenia opaski ma z nią problemy lub na niej odpada. Wielu boi się opaskę założyć, wielu jeszcze bardziej boi się ją oddać, a jeszcze całkiem sporo boi się ją “donieść” do mety. Dlaczego opaska „ciąży” i tak bardzo “wpływa” na wiele rzeczy? 


1.) Elita i elitarność – analiza wstępna. 


Żeby dojść do tego dlaczego wypracowane umiejętności nagle znikają, pojawia się stres i napięcie, a w ich efekcie rozczarowujące rezultaty oraz trudne emocje, warto sięgnąć do środowiska i momentów kiedy do głowy wgrywał się specyficzny system operacyjny, choć wg mnie zdecydowanie bliżej mu do wirusa… Na szczęście da się zrobić tu aktualizację, lub najlepiej formatowanie. 


Wyrastamy w przekazie, że aby być akceptowanym, docenionym, zauważonym, czy kochanym mamy być „jacyś”. „Jacyś” czyli inni niż jesteśmy i przede wszystkim mamy „coś” osiągnąć… Więc aby być ok, potrzebujemy zrobić „coś”, żeby „kimś” się stać… W tym momencie wchodzi spełnianie zewnętrznych oczekiwań: rodziców, nauczycieli, kulturowych i religijnych, mody i marketingu czy mediów społecznościowych. Oczekiwań w postaci wyników.


To kluczowy moment: zamiast koncentrować się na tym co wewnętrzne zaczynamy skupiać się na rzeczach zewnętrznych: wynikach, opiniach, ocenach czy lajkach. Same piątki w szkole, studia, tytuły, zarobki, wygląd, miejsca w sporcie czy kliki w social mediach. „Kimś” będziemy w tym podejściu jedynie wtedy kiedy będziemy mieć rezultaty. „Kimś” stajemy się będąc „lepszymi” od innych…


Od „trzeba” być innym niż jestem bardzo blisko do wniosku, że to, jaki jestem nie jest ok… Czyli jaki jestem? Gorszy niż inni… Coś ze mną jest „nie tak”. I to poczucie idące często w towarzystwie „nie zasługuję”, „jestem do niczego”, „będą się śmiali” jest instalowane na wielu poziomach. Uważając się za gorszego zaczynam siebie i wyzwania postrzegać tak, aby to przekonanie potwierdzić. Myśli determinują ogrom rzeczy i często sposób myślenia staje się największą przeszkodą na trasie życia. 


Traktujemy siebie tak, jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie. Rodzice, opiekunowie, nauczyciele, wychowawcy. Najczęściej oceniali, krytykowali, skupiali się na słabościach i błędach. Szkoła tworzy system porównywania i oceniania rezultatów, koncentracji na błędach i karaniu za nie. Religia katolicka też skupia się głównie na tym co robimy źle: grzechu, powodach do winy i potępienia, oraz oczywiście straszenia wizjami kar jakie nas czekają. Ocena wg m.in. Marshalla Rosenberga jest przemocą.


Ludzką rzeczą jest popełniać błędy, jednak prawo do nich mało kto nam daje, z nami samymi na czele. Zamiast wspierania nauki i wyciągania wniosków z błędów system się na nich skupia i przede wszystkim za nie karze. I w tym miejscu powstaje mentalna blokada. Blokada jest bardzo silna ponieważ zakotwiczona jest z emocjami towarzyszącymi karcącej ocenie. 


Ocena szkolna – zwłaszcza publiczna – jest książkowym przykładem toksycznego i szkodliwego zachowania, które niszczy psychikę. Poczucie wartości nie dość, że wręcz równa z ziemią to powoduje, że zaczynamy je opierać na rezultatach. Jestem tak dobry jak moje wyniki, utożsamiamy siebie z rezultatami… W momencie krytycznej oceny reagujemy emocjami takimi jak wstyd, poczucie winy, zażenowanie, smutek, rozczarowanie, żal. Z kolei na nich buduje się stres, lęk i strach, które – w swoim założeniu – mają ochronić nas przed ponownym przeżywaniem tych pierwszych. I mamy fundament strachu przed oceną, perfekcjonizmu (bo tylko jak zrobię idealnie to uchronię się przed krytyką) czy obaw przed wchodzeniem w nowe i nieznane. Więcej o rzeczach ze szkoły, których zdecydowanie warto się oduczyć pisze tutaj.


Ego – wyrosłe w takim systemie i oparte na wyróżnianiu swojej indywidualności poprzez rezultaty – jest wiecznie nienasycone. Zawsze jest “za mało”, “można było lepiej”. Jak jednak jest dobrze, to zachodzi dewaluacja i umniejszanie: “to łatwe było skoro ja dałem radę”. Żeby przypadkiem nie przyznać, że jednak zrobiłem coś dobrze. Wszystkie te myśli utwierdzają w podejściu “jestem gorszy”. Umysł egotyczny oparty jest na braku, nienasyceniu i mentalności niedostatku. Szklanka zawsze jest w połowie pusta. 


2.) I jak na takim tle elitą być?


Jeśli reagujesz stresem i napięciem przed dowolnym startem, testem, wyzwaniem czy wejściem w nowe to prawdopodobnie masz sposób myślenia opisany powyżej. Strach przed oceną, obawa przed popełnieniem błędu… I co? To jest ok. Większość z nas tak ma, lub miało, w tym autor tego bloga. Tak czy inaczej taki sposób myślenia jest modyfikowalny więc da się go zmienić. I bardzo warto.


Elita w podejściu gdzie opieramy się na ocenianiu jest pojęciem wartościującym: elita=lepszy, nie elita=gorszy. Wielu podziwiających lepszych od siebie czuje się gorszymi, często ci lepsi pogardzają słabszymi. Poczucie wartości jest tu skorelowane z rezultatami, a jeżeli dzięki wynikom czuję się lepszy/gorszy od innych to bardzo warto się zatrzymać i przemyśleć podejście…


Jeżeli boję się oceny, to w sytuacji możliwości osiągnięcia elitarności będę się tego bać znacznie bardziej. To jest eskalator tego co w nas już jest. Potęguje emocje i przekonania. Powstaje konflikt: skoro jestem „gorszy” to nie mogę być elitą. Bo elita jest wyjątkowa, cenna, wartościowa, a ja taki przecież nie jestem, bo „nie zasługuję”. Skoro świadomie lub podkorowo uważam się za gorszego, stawiam siebie niżej, porównuję w dół i dewaluuję swoje umiejętności to nie mogę być jednocześnie wyjątkowy, wartościowy i niepowtarzalny. Nie mogę się też docenić za to co już umiem i gdzie jestem. 


Pojawia się tu też lęk przed sukcesem. Bo skoro jestem „gorszy” to osiągnięcie sukcesu jest z „gorszością” w sprzeczności. Sukces oznacza zachwianie i zdezaktualizowanie dotychczasowego sposobu myślenia. Częściej jednak następuje oddanie go gdzieś na zewnątrz: na szczęście, przypadek i „udało się”, tylko po to aby wyzbyć się swojego w nim sprawstwa. Brak siły sprawczej zasila też tzw. „syndrom oszusta”, w którym boimy się, że inni „odkryją”, że nasze sukcesy to przypadek, zasługa innych i tak naprawdę ich właśnie „oszukujemy” twierdząc, że osiągnięcie jest efektem naszej pracy. 


To niektóre pułapki opisywanych tu sposobów myślenia związanych z budowaniem elitarności i wartości poprzez wyniki. W taki sposób spełnienia, satysfakcji, radości osiągnąć się nie da. Podobnie jak zdrowa pewność siebie, poczucie wartości czy samoocena są nieosiągalne poprzez rezultaty. Nawet wyniki z poziomu mistrzostwa świata nie są w stanie zapewnić zdrowej samooceny…


Co jest więc tu pomocne?


Zwróćmy uwagę na ciekawą rzecz zawartą w słowach:


poczucie wartości oraz samoocena


Popatrzmy jeszcze raz:


poczucie wartości oraz samoocena


Poczucie i wartość. Jeśli sposób myślenia jest zarażony wirusem, o którym we wstępie to właśnie to poczucie będzie fałszywe i wypaczone. Wartość jest, jednak jej nie dostrzegamy, poprzez nasz sposób myślenia. Ponieważ poczucie to ocena wynikająca ze wspomnianych przekonań, rzadko kiedy ma coś wspólnego z tym jak jest. Bo każdy człowiek ma wartość, nie każdy ją dostrzega.


Samoocena… Jaki sposób oceniania siebie mamy wgrany do głowy to przed chwilą czytałeś… Czy pozwala on dostrzec silne strony, czerpać radość z tego co się już potrafi, cieszyć się procesem i rozwojem? Siebie oceniamy najsurowiej jak się tylko da. Podobnie jak wyżej – ocena za wyniki, słabości i błędy jest tu trucizną dla nas samych, która dodatkowo sami sobie aplikujemy…


Oddzielenie poczucia wartości, samooceny i pewności siebie od rezultatów jest fundamentem silnej psychiki i znacznie zdrowszego życia. 


Warto pozbyć się wartościującego i oceniającego podejścia. Ocenianie (siebie i innych) wg NVC czyli porozumienia bez przemocy jest właśnie przemocą. Elita nie znaczy więc „lepszy”, „nie-elita” nie znaczy „gorszy”. Zamiast “źle/dobrze”, warto postawić sobie pytanie “co to dla mnie znaczy?”


Błąd to nie “porażka” i powód do krytyki. To dawka nauki, która warto pobrać jak najszybciej. Błąd to po prostu inny rezultat od zamierzonego, “porażka” to sposób myślenia.  


Ważnym krokiem jest zaakceptowanie siebie takiego jakim się jest. Radykalna samoakceptacja: jestem wartościowy w związku z tym, że jestem jaki jestem. Przekonania warto aby były zgodne z celami, jeśli chcę uznać się za wartościowego, a jednocześnie w głowie mam „jestem gorszy” to dobrze się zatrzymać na refleksję, bo z takiej mąki chleba nie będzie. Inaczej pojedziesz przez życie na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Pomocna może być tutaj praktyka wdzięczności, a o niej więcej w tym wpisie.


Umysł boi się zmiany. Dopuszczenie do siebie myśli „jestem w elicie”, a jeszcze głębiej, że „zasługuję”, czy „to jaki jestem jest ok” to duża zmiana i psychika przed nią będzie się bronić. Jeśli chcesz sprawdzić stań przed lustrem i powiedz: „jestem wyjątkowy”… Zobacz co się stanie.


3.) Zdrowe podejście do bycia elitą i elitarności.


Elita to coś znacznie więcej niż wyniki: doniesienie opaski, miejsce na podium czy wygrana. To przede wszystkim postawa, niezależna od rezultatów. Nieustanne uczenie się, wyciąganie lekcji, świadomość umiejętności, zaangażowania, procesu, sportowego rozwoju, kolejnego etapu drogi. Na trasach i poza. 


Bycie w elicie zaczyna się zanim założysz pierwszą opaskę i nie kończy się gdy ją oddajesz. Nie wstyd oddać opaskę, wstyd ją donieść i czuć się lepszym od innych. Wielu donoszących opaskę elitą nie jest, wielu, którzy ją oddają w niej pozostaje. Gotowość aby założyć opaskę to świadomość umiejętności, sportowego rozwoju, kolejnego etapu drogi. To jedno. Gotowość aby oddać opaskę bez dowalania sobie i czucia się gorszym to drugie.


Każdy kto decyduje się wyjść ze strefy komfortu, podejmuje wyzwanie i staje na starcie jest w elicie. Odwaga to nie brak strachu, to działanie pomimo strachu. Robiąc jeden krok we właściwym kierunku możesz zmienić życie. Nawiązując do słów Cus’a d’Amato: między bohaterem, a tchórzem nie ma różnicy. Obaj boją się tego samego: bólu, wyzwania, walki, trudności. To co robi bohater czyni go bohaterem, to czego nie robi drugi, czyni go tchórzem.


Elita to siła charakteru. Wiedzieć kiedy walczyć, wiedzieć kiedy z szacunkiem do siebie odpuścić i wrócić silniejszym. Wyciągnąć wnioski, uczyć się ze zdobytego doświadczenia zamiast się katować za błąd. To sposób myślenia, w którym widzisz swoje osiągnięcia i potrafisz się za nie docenić. Tu się „robi”, a nie „się udaje”. Świadomość siły sprawczej i odpowiedzialność. Rozróżnianie tego na co wpływ masz, od tego, co jest poza nim. Koncentacja na tym na co masz wpływ, zostawienie tego na co go nie masz.


Elita daje 100% z siebie bez względu na wynik. Z opaską czy bez. Rezultat, zamiast być fundamentem ego, stanowi wartość informatywną: analizujesz, wyciągasz wnioski, korygujesz lecisz dalej. Znając swoją wartość nie potrzebujesz niczego udowadniać.


Elita nie poniża wolniejszych, słabszych czy mniej doświadczonych, elita daje wsparcie i pomaga im wspiąć się wyżej. Jeśli jest inaczej, zawsze można rzucić: niech pamięta “elita”, że każda śmietanka na deser jest bita.


Jesteś w elicie od dawna. Jesteś wyjątkowa czy wyjątkowy, choć być może jeszcze tego nie usłyszałeś… Często od osób, z których ust było to tak bardzo potrzebne… W dorosłym życiu nie licz na to, bo to Twoja odpowiedzialność. Wyjątkowość to elitarność. Elitarność i wyjątkowość są niezależne od wyników. Każdy z nas jest wyjątkowy i ta wyjątkowość stanowi o naszej elitarności. Warto własną wyjątkowość poznać i rozwijać, zamiast trwać w tłumie przeciętnych ludzi


P.S. 1: Jeżeli doczytałeś/łaś do tego miejsca to też jesteś w elicie i choć część wdrożysz choćby część zawartej tu wiedzy – tym bardziej. Tylko około 5% ludzi wciela trwale w życie to, co uznaje za interesujące i cenne.


P.S. 2: A jak Ci jest mało argumentów na Twoją wyjątkowość to pokonanie kilkuset milionów plemników i przyjście na świat jest jeszcze jednym powodem do uznania swojej elitarności.


Książki warte lektury:

– Agnieszka Kozak „Zaklęci w słowach rodziców”

– Marshall Rosenberg „Porozumienie bez przemocy”

– E. Tolle „Potęga teraźniejszości”


Ilustracje do wpisów to fragmenty moich obrazów, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

3 komentarze

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *