Jak wygrasz ze sobą to już nic nie stanie Ci na drodze. Walcz z samym sobą! Pokonaj siebie! To popularne powiedzenia. Kto z kim i o co toczy tę wewnętrzną walkę? Skąd się bierze, czym jest i jak do niej podejść aby wygrać? Kiedy walczyć, a kiedy nie?
Walka z samym sobą.
Skoro pokonujemy siebie to okazuje się, że – nie pierwszy raz – mamy w sobie przynajmniej dwie strony „konfliktu”. Kto w takim razie kogo pokonuje? Kto wygrywa, a kto przegrywa? Czego potrzebuje ten, z którym walczymy? Co by powiedział wysłuchany…? Czego chce i potrzebuje walczący? Tu by można temat zostawić…
Walka to przemoc. Skoro to wszystko dzieje się w nas to jakaś część z nas jest przegrana… Jak się czuje? Co było dla niej ważne? Walka – siła zamiast próby zrozumienia. Lubię podejście, że zamiast analizować zachowanie skupiajmy się na jego przyczynach. To oddalanie się od walki w stronę negocjacji, mediacji czy obserwacji. Walkę ze sobą warto zamienić na walkę o siebie, o czym będzie na końcu.
Traktujemy siebie tak, jak traktowali nas najważniejsi dla nas ludzie. Rzadko jesteśmy sobą, bo akceptowano nas za bycie kimś innym niż jesteśmy. Aby sobie „zasłużyć” na uwagę mieliśmy być „jacyś”. „Grzeczni”, mieć same piątki czy ładnie wyglądać. Ocena, osądy, porównywanie. Przemoc, presja, opresja, represja, czasem przychodzi i depresja…
Zarys pola bitwy
Wiele psychologii doszło do wniosków, że „ja” to więcej niż jedna osoba. W walce jest więc tych „ja” co najmniej dwa. Już koncepcja Freuda z ego, superego i id była na tym koncepcie oparta. Analiza Transakcyjna Erica Berne’a i „wewnętrzne dziecko”, „rodzic” i „dorosły” to też tzw. „stany ja”. Części, subosobowości w innych nurtach. Diabełek i aniołek w bajkach gadające po obu stronach głowy także reprezentują różne „ja”. Richard Schwartz w Systemie Wewnętrznej Rodziny (IFS – Internal Family System) kapitalnie rozwija koncepcję wszelkich relacji między różnymi „ja”.
Wszelkie dialogi wewnętrzne dowodzą istnienia stanów ja i pokazują jak różne one są. Mają swoje zachowania, przekonania, wartości, „aktywują” się w różnych okolicznościach. Różne, jednak mają jeden cel – zadbać o nas i sygnalizować o istotnych potrzebach. Wyzwanie pojawia się wtedy kiedy sygnalizują to w sposób, który… chcemy zwalczać. Niektóre strategie tej walki to jedzenie, używki, seriale…
Te wszystkie „ja” składają się na naszą psychikę czyli w pewnym sensie drużynę. Jeden z wybitnych trenerów baseballu określił wewnętrzną konkurencję i walkę jako coś, co niszczy zespół. „Walcząc ze sobą” zwalczamy więc jakąś część siebie. Pokonujemy lub chcemy pokonać kolegę z drużyny. Taka walka osłabia zespół i nie prowadzi do zwycięstwa. Najczęściej do wewnętrznych gier opartych na zasadach trójkąta dramatycznego, w których finalnie wszyscy przegrywają.
Czy w walce ze sobą rzeczywiście pokonujemy siebie?
Największą przeszkodą możemy być nie tyle my sami dla siebie co nasz sposób myślenia. Mówi się, aby nie pozwolić aby umysł stał się największą przeszkodą na naszej drodze bo i tak dostatecznie dużo ich na niej już jest i będzie. Albo kontrolujemy umysł albo on nas. Mawia się też, aby koncentrować się na celu, a nie na przeszkodach, bo wtedy traci się z oczu cel. Ja dokładam, że warto koncentrować się na drodze, o czym piszę szerzej tutaj.
Czy „ja” to również mój sposób myślenia? Nie, choć wiele osób za swoje racje, przekonania i myśli oddało w historii życie. Bardzo silnie (podświadomie) wiążemy się z naszymi myślami; tak bardzo, że stają się one częścią tożsamości, choć nadal nie są nasze. Ile naszych myśli jest rzeczywiście nasze…? Zasłyszane od autorytetów, wpojone religijnie czy kulturowo, zmodelowane od najważniejszych dla nas osób. Przeczytane, wtłoczone przez marketing czy grupy ludzi, w których żyjemy. Nasze? Nie bardzo. Traktowane jak nasze? Jak najbardziej…
Głos najważniejszych dla nas ludzi stawał się nieświadomie naszym głosem wewnętrznym. We wczesnych latach życia chłoniemy, wręcz wgrywamy wszystko, co na tym etapie życia służy. Nawet jeśli jest kłamstwem, to bywa, że służy przetrwaniu i bezpieczeństwu, nie tyle dosłownie co emocjonalnie. Strategie dziecięce przenosimy w dorosłe życie. Próbujemy od innych dostać to, czego nie dostaliśmy za młodu. Dziś to – stety/niestety – nasza odpowiedzialność, nie rodziców czy innych ludzi, jednak to temat na inny artykuł.
W potocznie rozumianej walce ze sobą tak naprawdę pokonujemy nie siebie tylko toksyczne sposoby myślenia. Biegnąc np. maraton, myśli typu „nie mam już siły”, „nie dam rady”, „jestem za stary”, „to za trudne” to obrona umysłu przed sytuacja, która im przeczy. Jeśli myślę, że nie dam rady, a do mety dotrę, to dotychczasowy sposób myślenia staje się nieważny. To tzw. doświadczenie korygujące. Zmieniam sposób myślenia o sobie. Na oparty na własnym doświadczeniu, a nie narzuconych w przeszłości przekonaniach.
Sporo tego, co wgrywamy w nasz system operacyjny to wręcz wirusy: ocenianie, krytyka, porównywanie, poświęcanie się dla innych, czucie się gorszym, skupianie na słabościach, spełnianie oczekiwań innych ludzi, zatracanie siebie i swoich pasji. Kłamstwa, które Jon Frederickson nazywa usterkami myślenia.
Umysł wymaga zhakowania bo sam aktualizacji będzie się za wszelką cenę opierał, mimo, że po niej działa dużo lepiej. Jeśli już mowa o jakimkolwiek pokonywaniu, to nie tyle pokonujemy siebie co właśnie zewnętrzne i obce nam sposoby myślenia. Narzucone i wtłoczone, jednak bardzo zakorzenione, często przemocowe. Dotarcie do nich i ich zmiana to wyrwanie korzenia zamiast zrywania tysięcy liści.
Hakowanie umysłu można rozpocząć od złapania się na danej myśli i zatrzymania się z założeniem: myśl jest faktem, czy faktem jest też jej treść…? Czy to prawda? Odpowiadając sobie dalej dochodzimy do uczenia się uważności na to, co w głowie się pojawia i do podstawowej pracy z przekonaniami. To bezcenna praca, bo warto pamiętać, że zdrowy mózg nie gwarantuje zdrowych myśli…
Pokonać strach.
Emocje mają generować działanie, którego celem jest poprawa jakości życia. Często bywa, że „negatywne” emocje chcemy właśnie „pokonywać” bez odszukania ich przyczyny. Strach, stres, lęk, żal, poczucie winy, złość zwalczamy jedzeniem, nałogami, hazardem, serialami… Chwilowy, iluzoryczny, spokój i ukojenie. Płacimy zdrowiem, a źródło jednak pozostaje i bije coraz mocniej… To walka ze sobą zamiast o siebie. Nie da się czuć lepiej nic nie zmieniając, aby się czuć lepiej warto myśleć lepiej.
Punkt wyjścia to podejście, że nie ma „negatywnych” i „pozytywnych” emocji, każda sygnalizuje coś ważnego. Bogdan de Barbaro ujmuje to tak: „jeżeli aktualne próby wychodzenia czy niwelowania cierpienia powodują, że jest go jeszcze więcej to warto się zastanowić nad zmianą”. Mocniej stwierdził to Einstein mówiąc, że robienie cały czas tego samego i oczekiwanie innych rezultatów jest szaleństwem. Odczytywanie emocji jest kluczem do przyjaznego podejścia do siebie i wyciągania właściwych wniosków bez „walki” czy „pokonywania” siebie.
Jak wygrać ze sobą?
Przestać grać w wewnętrzną grę… Grę mogą zastąpić mediacje, negocjacje i obserwacje. Wewnętrzene dialogi ze swoimi „ja”. Ciekawość. Dążyć aby stać się zgodnym zespołem swoich „cześci”. Jeśli już grać, to jako drużyna i grać z tym, co na zewnątrz zamiast w sobie. Grać, nie igrać.
Zaobserwować i uświadomić sobie własny sposób myślenia o sobie samym. Można zastanowić się, co o sobie samym się myśli i czy to jest wspierające. Zamiast ze sobą walczyć i siebie pokonywać uważam, że warto siebie wysłuchać. Tak, potrzeba do tego odwagi, a czasem wsparcia. Przyjaciela, mentora, coacha, psychologa. Niektóre nasze „ja” będą miały trudne rzeczy do przekazania. Długoterminowo będziemy im jednak wdzięczni bo całemu zespołowi różnych „ja” będzie lepiej, a w bonusie ludziom w naszym otoczeniu też.
Prawdziwa walka ze sobą…
Czym jest walka ze sobą? To przemoc wobec siebie. Odmawianie sobie realizacji pragnień i potrzeb, życie w sprzeczności z wartościami, brak rozwijania silnych stron i talentów. Ocenianie, krytyka i dołowanie się. Mówienie innym „tak”, a sobie „nie”. Rezygnacja z odpoczynku, relaksu, regeneracji. Tłumienie emocji, bo „chłopaki nie płaczą”, a smutek to oznaka „słabości”. Siła i odwaga to przeżyć i uwolnić te emocje. Świadomość skąd się biorą i co znaczą kończy walkę.
Budowanie iluzorycznego obrazu siebie aby inni nas docenili, wiara w przekonania typu: jestem gorszy, beznadziejny, nie zasługuję. Wirusy w głowie są kłamstwem, oszukiwaniem się i przemocą wobec samych siebie. Kłamstwem, które kiedyś usłyszeliśmy, a wzięliśmy za prawdę… Wiele takich usterek myślenia opisuje Jon Frederickson w książce „Kłamstwa którymi żyjemy”, polecam. Prawda burzy opowieść zbudowaną na fałszu. Wyzwala, często wcześniej, solidnie wkurzając. Uciekamy przed towarzyszącymi jej emocjami – smutkiem, żalem, złością. Prawda jednak cały czas siedzi na karku i ciąży coraz mocniej. Śmierć zabija nas raz, okłamywanie siebie – wielokrotnie.
Autodestrukcja, uzależnienia, okaleczanie się. To też walka ze sobą. Pokonujemy rzeczywiście siebie, czasem pośrednio długo i powoli, czasem bezpośrednio odbierając sobie życie. Wygranej w tej walce jednak nie ma. Bo walka toczy się o skutki, nie przyczynę. To podświadoma próba pomocy samemu sobie, problem jednak pozostaje. Ból fizyczny ma przykryć ten emocjonalny… Strategia daje chwilowe ukojenie, ale długofalowo jest wyniszczająca. Choroba, objawy psychosomatyczne, kłopoty finansowe, rozwody, problemy psychiczne. Desperacja zamiast inspiracji. Ucieczka przed trudnymi emocjami, przyjęciem niewygodnych faktów o sobie. Finalnie wyzwanie aby zaakceptować siebie. Końcowo – zrozumienie, że o siebie warto się troszczyć, polubić i pokochać. To tak trudne, że czasem wolimy się jednak niszczyć. Tak silnie wierząc w wirusy w głowie… Warte pokonania.
O co więc warto walczyć?
Jeśli już walczymy to walczmy o siebie zamiast ze sobą… Tu nie raz i nie dwa potrzebna jest właśnie walka i odwaga do niej. Siła, konsekwencja, determinacja i świadomość. Walka o uznanie swojej wartości, bezwarunkowa akceptacja i docenienie. Docenianie zamiast oceniania. Siebie przez siebie. Uwolnienie od wyników, opinii innych i spełniania ich oczekiwań. Walka o własne wartości i drogę, którą chcemy iść.
Walka o nowy sposób myślenia. Zdrowy, świadomy i wspierający. Czasami to walka z tymi, którzy mają trudności z zaakceptowaniem zmiany… Zanim zaakceptują i przyjmą będą testować jak silna jest nasza nowa postawa. Siła do zrozumienia, że do kroczenia swoją drogą nie potrzeba akceptacji innych ludzi.
Walka o siebie to walka aby o siebie zadbać. Walka z wirusami w systemie operacyjnym jaki mamy w głowie. Dążenie aby uznać, że na troskę o siebie zasługujemy. Bezwarunkowo. To nie egoizm tylko zdrowe podejście. Warto zdążyć z inspiracją zanim nadejdzie desperacja, weźmy zmianę za rękę inaczej złapie nas za gardło… Przyjąć odpowiedzialność, że walka o siebie to nasza rola, wybór i decyzja. Zrozumienie, że dbając najpierw o sobie dbamy o innych i, że odwrotnie to nie działa.
Walka o siebie nas wspiera, walka ze sobą nas niszczy. Od sposobu myślenia zależy jakość życia. Którą z tych batalii wybierzemy też. Każda jest trudna. Wybór należy jednak do każdego z nas.

Jak zawsze w punkt 🙂
Dziękuję bardzo, Sara 🙂