wyobraznia

Wyobraźnia. Skąd czerpie i co ją wspiera?

Co wpływa na wyobraźnię? Skąd czerpie i czy da się ją rozwijać? Na ile nasza wyobraźnia i dzieła są nasze…? W jakim stopniu nasze myśli są nasze…? Porozważam sobie nieco szerzej, bo kreatywność i otwartość myślenia to podstawa rozwoju nie tylko wyobraźni.


Kreatywność to łączenie kropek w zaskakujący sposób. Przyda się umiejętność łapania informacji i stworzenie dużej bazy „materiału” do obróbki. Wyobraźnia ważniejsza od wiedzy? Wiedza daje paliwo dla wyobraźni.


Zwróćmy uwagę, że niewiele jest bardzo oryginalnych dzieł. Wielu zajmujących się sztuką mówi, że wszystko już było, opowiadamy tylko te same historie nieco innymi środkami. Większość w jakiś sposób bazuje na naturze, jej zaprzecza, przetwarza i łączy. Po drugie większość bazuje w jakiś sposób na tym, co stworzyli już inni. 


Wyobraźni się nie trenuje, bo to rzecz intuicyjna. Intuicja? To pozaintelektualne i nieświadome podejmowanie decyzji. To większość z nas wie, ciekawie robi się dalej. Podejmowanie decyzji odbywa się na podstawie wcześniejszych doświadczeń – to już rzadziej się przedziera do wiadomości. Trafność i jakość efektów tych decyzji – tu mamy najważniejsze – zależy od jakości tych doświadczeń. 


Wyobraźnia porusza się więc w ramach tego, co było dla naszych umysłów dostępne. Im więcej i większej jakości „materiału” dostarczymy tym większa wyobraźnia i mniej granic. To inaczej „reguła dostępności”. Bywa, że jednocześnie jest to błąd poznawczy. Może zawężać pole wyobraźni. Bo jak np. Jacek Malczewski malował bardzo dużo swoich autoportretów to potem wszelkie kreowane czy portretowane przez niego postacie – z Chrystusem i kobietami włącznie –  miały jego rysy twarzy. 


Co wspiera wyobraźnię?


Po pierwsze odpoczynek, a sen jest najlepszą jego formą. Niestety jest pierwszą rzeczą, z której rezygnujemy. Popmotywacja jest tego pełna – „wstawaj o 5-tej rano bo gdy śpisz to inni pracują na swój sukces”…


Mózg jest jak pralka – zaczyna pracować gdy zamknie się drzwiczki. My głównie cały czas wrzucamy, często niewarte prania, brudy. Wiele pomysłów powstaje w momencie „nienierobienia”. Wyzwanie w tym, że podejście do regeneracji i relaksu jest obarczone przekazem społecznym opętanym produktywnością, że to lenistwo czy czas stracony. Maluje i ogólnie tworzy się głównie będąc poza pracownią. Odpoczynek to fundamentalna potrzeba każdego człowieka. Przekonanie, że „trzeba na niego zasłużyć” jest bardzo godne modyfikacji. 


Wyobraźnia kwitnie gdy umysł ma spokój. Świadomie i nieświadomie przetwarza wtedy to, co mu dostarczyliśmy. Dlatego tak ważne jest to, co dostarczamy. Gówno włożysz, gówno wyjmiesz… Strategia 3P pomaga, nieco z przymrużeniem oka, znaleźć niektóre sytuacje wspierające wyobraźnię:


3P czyli: pociąg, prysznic i poduszka. To sytuacje, w których możemy się zrelaksować. Teoretycznie, bo w dzisiejszych czasach bez telefonu chodzimy już tylko pod prysznic… Tymczasem to, co w telefonie jest nam serwowane ma nam z założenia zabierać czas, uzależniać, zakłóca sen, relacje, odpoczynek, obniża koncentrację i powoduje napływ masy niepotrzebnych informacji. Koncepcja warta wdrożenia, którą uważam za absolutnie bezcenną to dieta niskoinformacyjna. 


Wyjście w przyrodę, gdzie mamy naturalne dźwięki, brak hałasu i wizualnego śmietnika. To jedna z niewielu neutralnych przestrzeni gdzie możemy zluzować kontrolę nad atakującymi nas z każdej strony bodźcami. Wyciszenie sprzyja wyobraźni i ogólnemu dobrostanowi. Wyciszenie to też modlitwa, mantry i duchowość. Dlatego te rytuały były tak bardzo wzmacniane przez tysiące lat w każdej kulturze. Dziś, w cywilizacji „zachodniej” już niestety odchodzą albo są mocno wypaczone przez instytucje religijne i sprowadzone do pustej celebracji czy agitacji politycznej.


Immersja, znużenie, flow. To stany, które wpływają na wyobraźnię. Świetnie wchodzić w aktywności, które je nam robią. Pamiętamy lepiej to, czym się interesujemy. Jeżeli dane doświadczenie jest obudowane jednocześnie kolorami, klimatem, muzyką, smakiem, światem to działa bardzo mocno i trwale zostaje. Między innymi dobre gry właśnie to zapewniają ucząc np. historii poprzez strategię i dowodzenie oddziałem podczas bitwy II Wojny Światowej. Interakcja ze światem, możliwość wpływu, zanurzenie, odkrywanie i budowanie umiejętności. Gry wymagające kreatywności mogą bardzo wspierać nie tylko wyobraźnię, jednak rzadko się o tym mówi. 


Gry RPG, gdzie rozgrywka to rozmowa na żywo, a całość toczy się właśnie w wyobraźni… Prowadzący je, mistrzowie gry, czytają bardzo dużo, oglądają, grają w dobre gry fantastyczne, studiują historię, mity i legendy aby nabrać dobrego materiału do tworzenia własnych historii. 


Jak utrudniamy rozwój wyobraźni?


Czytając czy słuchając dużo bajek, baśni i opowieści rozwiniemy inną wyobraźnię niż jak już te same będziemy tylko oglądać. Dziś ogrom rzeczy jest gotowa, bez wysiłku, natychmiast. Po drodze masa reklam i innych śmieci…


Czasami rozwój i kreatywność są tępione przez system od wczesnych lat. Powstają podświadome granice. Jak dziecko narysuje fioletową żabę to spora szansa, że usłyszy „żaby są zielone, nie ma fioletowych”. W jego świecie są. Czyli są. Kolejna sprawa to ocenianie, które jest wręcz formą przemocy psychicznej. Przesuwa zaangażowanie w proces na rezultaty i wyniki… Także na starcie bywa mocno pod górkę. Ze strachu przed oceną hamujemy nie tylko wyobraźnię… Czyli po pierwsze warto wyobraźni przestać przeszkadzać: ocenianiem, porównywaniem, krytyką czy skupianiem się na błędach. Wniosek gdzie ma to swoje korzenie jest dość prosty: szkoła.  


Oglądając dużo mediów informacyjnych prawdopodobnie wykształcimy wyobraźnię świetną w budowaniu czarnych scenariuszy, podsycającą niepokój. Świat będzie na każdym kroku zagrażający, ogólne bezpieczeństwo, a raczej jego poczucie, będzie zachwiane na jakimś polu albo na kilku. Lęk jest emocją numer 1 jeśli chodzi o media informacyjne. Mózg jest ślepy – reaguje identycznie na to, co realne i na to co, wyobrażone… 


Przekaz zawarty w popularnych przysłowiach też może ograniczać. – ciekawość to pierwszy stopień do piekła, gdyby kózka nie skakała… Kontrola przez zastraszenie. O przysłowiach, które warto skreślić pisze tutaj. 


Zabawa, interakcje i relacje z ludźmi są kluczowe, najlepiej w grupie różnorodnej, a nie sztucznej, rówieśniczej. Przygody i wyzwania, odkrywanie i dreszcz ciekawości. Zabawa na zewnątrz jest czymś kompletnie innym niż była 20-30 lat temu, o ile w ogóle jest. Dziś wczesne lata życia to zamiast przygód pełno dodatkowych zajęć, kursów i zadań domowych. Przygotowywanie do wyniszczającego korporacyjnego wyścigu i spełnianie ambicji rodziców naganianie porównywaniem. 


Doszła jeszcze jedna rzecz o katastrofalnych skutkach nie tylko dla wyobraźni, bo dotyczy całego rozwoju mózgu – dzieciństwo oparte na zabawie zostało zastąpione dzieciństwem opartym na ekranie… Najczęściej telefonu. Korzystanie z ekranów we wczesnych latach życia i nie tylko potężnie ogranicza rozwój i możliwości mózgu. Pisze o tym Jonathan Haidt w książce „Niespokojne pokolenie” ogromnie polecam. Tak czy inaczej chłonięcie papki serwowanej przez aplikacje jest destruktywne dla wielu przestrzeni życia. Jesteśmy tu pakowani w bardzo mocne i niszczące mechanizmy. Niektóre z założenia mają uzależniać. Nasz czas ich pieniądze. Środowisko, albo sprzyja albo ogranicza… Telefon można wykorzystać do nauki i rozwoju, jednak to rzadkie podejście.


Gry – ich temat na pewno poruszę szerzej – mogą być zarówno bardzo szkodliwe jak i rozwijające, niestety mało osób zna się na mechanikach behawioralnych, psychologicznych i neurobiologicznych, które powodują uzależnienie, a przy okazji drenaż kieszeni. W efekcie wszystkie gry wrzucają do wora „zło wcielone”. Czyli nie tyle gry są złe co pewne zabiegi stosowane w niektórych grach. Których? Głównie tych „darmowych” przeznaczonych na telefony. Ograniczony czas grania, określone pory grania, wymuszanie dłuższego grania, brak możliwości zapisu stanu gry, mikropłatności, kasynowa losowość i niepewność nagrody to tylko niektóre z nich. 


Osobny rozdział to tworzenie pod wpływem przeróżnych substancji wpływających na działanie umysłu i zdecydowanie umieszczam to w ograniczeniach. Witkacy, Gaudi i wielu innych brało, wdychało czy piło przeróżne rzeczy. To jednak trucizny, wbrew „wszystko jest dla ludzi”. Nałóg to coś dalekiego od wsparcia, chwilowo pomaga, przyczyna pozostaje. To destrukcyjne podejście do siebie oznacza próbę radzenia sobie z problemami, na które kiedyś nie było zasobów. Napięcia, emocje, efekty traum i dysfunkcyjnego wychowania. Temat uzależnień zasługuje jednak na inny artykuł.


Wracając do lżejszych analiz np. smok w twórczości to jeden z masy przykładów ograniczeń dla wyobraźni. W naszym kręgu kulturowym zazwyczaj jest istotą złą, wizualnie oparty jest na anatomii przede wszystkim gadów. Czasem lata, czasem tylko chodzi czy pełza. Zazwyczaj zieje ogniem. Dodatkowo bywa, że potrafi mówić i posługiwać się magią. Chcąc stworzyć (pomińmy teraz smoki azjatyckie) taką istotę – i być zrozumianym – mamy na starcie pewne ramy. Do tego dochodzi konkretne uniwersum i jego realia – tu też jesteśmy ograniczeni. O ramach, trwaniu w nich czy wychodzeniu będzie kolejny artykuł


Trening wyobraźni. 


Przetwarzanie, odtwarzanie, przekładanie, kawalcowanie, dekonstrukcja i konstrukcja. Fragmentacja, defragmentacja, montaż, demontaż, burzenie i budowanie.


Teoretycznie podczas edukacji przechodzimy od kopiowania przez inspirację do tworzenia. Praktycznie szkoła zazwyczaj uczy odtwarzać i na odtwarzaniu kończy… Zaczynamy ją jako pytajniki, a kończymy jako kropki… Jeśli jednak mamy wspierające środowisko i zamiast odtwarzać tworzymy to ta twórczość składa się z tego, co umysł wcześniej wchłonął i przemielił. Idziemy dalej mając coraz więcej ciekawości i pytajników.


Kopiowanie to początek. Czy to prac innych (jak. np proces edukacji artystycznej w dawnych czasach) czy poprzez malowanie/rysowanie z natury, a dziś często ze zdjęć. Potem studia danej konwencji, kursy, szkolenia, poznawanie stylu czy nurtu. Nasiąkanie i praktyka. Dotyczy każdej działalności. Nie każda praktyka jednak mistrza czyni, czasem utrwala coś, co warte jest zmiany, więc jakość praktyki jest ważniejsza od samego powtarzania. Z kolei, czasem, zamiast chłonąć garściami nowe warto powtarzać stare. Poprawiamy świetnie to, co jest zamiast od nowa. Czasem świetnie jednak od nowa zacząć… Ponownie uważność i świadomość. 


Jak 20 razy narysuję tę samą postać/dłoń/zwierzaka to ten 21-wszy w sporym stopniu narysuję już „z pamięci” zwanej tu wyobraźnią. Nikt się z tym więc nie rodzi, urodzić się można co najwyżej ze zdolnością do łatwości nauki, przyswajania i przetwarzania. 


Powtarzanie utrwala, a nie wszystko warte utrwalania jest… Zamiast więc robić progres robimy jak poprzednio. Powtarzanie plus wyciąganie z tego powtarzania wniosków powoduje postęp. Intuicja wynikająca z dobrego doświadczenia będzie „radzić” wspierająco, jeśli jakość doświadczeń była daleka od np. zdrowych to jest warta modyfikacji, bo inaczej skażemy się na powtarzanie historii, które nazwiemy potem  przeznaczeniem…


Praca mądra zamiast ciężkiej. Jakość systemu pracy jest kluczowa dla rozwoju w każdej dziedzinie. Ponownie kluczowe jest tutaj najpierw przestać sobie przeszkadzać.


Podsumowanie


Projekcja czyli wkład umysłu w rzecz postrzeganą. Prof. Wojciszke mówi: świat nie jest takim jakim jest tylko jakim go widzimy. Obraz jest więc tym, co widzimy i tym, co wiemy/uważamy na temat tego, co widzimy. Dodatkowo, często to, co widzimy i uważamy wynika z nieświadomego. Stąd warto odkrywać to, co w umyśle ukryte i zapewniać mu jak najlepszy materiał do przetwarzania. Przyda się nie tylko we wspieraniu wyobraźni w twórczości.

 

Źródła, inspiracje oraz polecane lektury:

 

Jonathan Haidt – „Niespokojne pokolenie”

 

Ilustracje do wpisów to fragmenty obrazów moich lub mojej mamy Hanny, które można oglądać w dwóch krakowskich galeriach sztuki: Artago i Kersten

Add a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *