Ludzie przestają się bawić nie dlatego, że się starzeją, tylko starzeją się bo przestają się bawić. Ja bym podszedł do tego powiedzenia inaczej – kwestią jest nie tyle wiek co sposób myślenia. Bo mądrość i świadomość jednak z długością życia skorelowane nie są i bywa, że przychodzi tylko wiek.
Z naukowego punktu widzenia zabawa jest jedną z najzdrowszych rzeczy jakie można robić. Dla ciała i dla psychiki. Bez względu na wiek. Biochemia i neurobiologia zabawy…? Tak. Mózg jest jednym wielkim gruczołem i podczas śmiechu czy radości wydziela ponad 80 substancji, które mają ogromnie pozytywny wpływ na cały organizm i jego działanie. Niektóre z nich wpływają na geny i korzystniejsze podziały DNA w komórkach. Zabawa powoduje wzmocnienie komórek odpornościowych, w tym antynowotworowych, spowalnia starzenie i obniża napięcie.
Zabawa obniża stres i redukuje poziom jego hormonu czyli kortyzolu. Poprawia nastrój, który utrzymuje się nawet 24 godziny po odczuwanych emocjach. Obniżone napięcie to więcej luzu, więcej luzu to lepsza skuteczność, lepsza skuteczność to finalnie lepsze wyniki w pracy, w sporcie czy w hobby.
Terapia śmiechem stanowi odrębne zajęcia dla ludzi chorych na raka. I w Terapii Simontonowskiej są to zajęcia obowiązkowe. Naukowcy mają świadomość jak dla zdrowia ważny jest śmiech. Zdrowy duch to zdrowe ciało.
Śmiech łagodzi ból. Norman Cousins był naukowcem chorym na nieuleczalne zwyrodnieniowe zapalenie stawów kręgosłupa. Zaobserwował, że śmiech łagodził u niego ból, systematycznie oglądał komedie, z czasem odczuwał coraz mniej bólu. Szybko połączył kropki, finalnie wyzdrowiał co poparł badaniami.
Na co patrzeć aby umieć się bawić?
Pierwszy sygnał to emocje. Jeżeli są to emocje dodające energii, wzmacniające i podnoszące to warto włączyć uważność bo to może być to. Warto następnie zobaczyć czy dana rzecz jest dla nas zdrowa, bo bywa, że robiąc coś szkodliwego odczuwamy pozytywne emocje. Np. hazard dużo silnych emocji da, jednak daleki jest od zdrowia. O tym jak podchodzić do odczytywania emocji piszę szerzej tutaj.
Radość jest złożona – może się na nią składać ekscytacja, szczęście, luz, błogość, spełnienie, satysfakcja, podniecenie i ogólny wzrost energii. Najczęściej towarzyszy jej właśnie śmiech. Czas płynie szybciej, a jeśli jesteśmy zmęczeni to w parze z satysfakcją i poczuciem zrealizowania. To wszystko zawiera się w definicji czynności witalnych, którym często towarzyszy właśnie zabawa, więc jeśli uważasz, że jest mogą nią głównie być zakrapiane alkoholem imprezy to spojrzenie przez pryzmat czynnosci witalnych może nieco zmienić i rozszerzyć perspektywę jak się bawić można.
Świetnym pytaniem, które możesz sobie zadać to: co robisz kiedy nikt nie patrzy…? Pomijając skąd chęć do braku obserwatorów, to świetny sposób na zatrzymanie się i poszukiwanie zgodnych ze sobą rzeczy.
Dlaczego bywa, że tak trudno oddać się zabawie?
To ten fragment gdzie będzie o tym jak przestać sobie przeszkadzać. Często, albo zazwyczaj, pomimo tak wielkich korzyści jakie niesie zabawa z niej rezygnujemy. Aby móc się bawić często warto przestać sobie przeszkadzać, a jesteśmy w tym przeszkadzaniu wyjątkowo dobrzy… Jako jedyne istoty uzasadniamy sobie trwanie w tym, co jest dla nas niezdrowe. Powodują to podświadome przekonania i równie podświadome, niezrealizowane potrzeby.
Sposób myślenia, przeświadczenia i przekonania. Za utrudnianiem sobie zabawy stoi m.in. myślenie typu: „jestem za stary/za młody”, „trzeba” „powinno/nie powinno”, „wypada/nie wypada”, „masz być poważny” czy nie „wygłupiaj się”. Wstyd, strach przed oceną czy poczucie winy towarzyszą myślom o zabawie w wieku powiedzmy starszym niż 18-20 lat.
Potrzeby „dziecięce” jak właśnie luz, radocha, beztroska i zabawa są w pewnym momencie życia deprecjonowane. Bo mamy być „dorośli”, „dojrzali” i „poważni”. Za „dziecięce” emocje jesteśmy często karani – krytyczną oceną czy brakiem akceptacji, bo to „głupoty”, a my mamy być „grzeczni”. Zamiast być sobą wspierane jest bycie „jakimś” i tak uczymy się spełniać oczekiwania innych. Potrzeby te jednak w nas pozostają przez całe życie i z wiekiem nadal domagają się zaspokojenia. Stłumione zaczynają być przykrywane stresem, napięciem i frustracją. Wyparte są kumulowane pod postacią napięć w ciele, mogą prowadzić do uzależnień czy chorób psychosomatycznych. Często pojawia się tu pojęcie „wewnętrznego dziecka”, które właśnie te potrzeby reprezentuje.
Beztroski ruch, taniec czy śpiew. Jedne z najbardziej zablokowanych form zabawy, których ostatnią ostoją jest prysznic, a i to kiedy raczej nikogo nie ma w domu… Taniec czy zwłaszcza śpiew są bardzo często niezwykle surowo i toksycznie oceniane… Zawdzięczamy to przede wszystkim szkolnemu programowaniu, które instaluje wiele blokad przed zabawą, tu wymieniam rzeczy, których zdecydowanie warto się oduczyć.
Różne ograniczenia są na nas narzucane: kulturowo, społecznie czy religijnie. Zazwyczaj kosztem własnego zdrowia i samopoczucia ulegamy zewnętrznym wpływom aby spełniać oczekiwania innych ludzi. Oczekiwania, a pod nimi chęć bycia akceptowanym, docenionym, szanowanym czy dostrzeżonym. To podstawowe potrzeby, będące jednak często poza świadomością i z tego powodu sięgamy po szkodliwe sposoby ich realizowania. Aby zluzować blokady umysłu i stojące za nimi napięcia w ciele pojawiają się „rozwiązania” takie jak np. alkohol. Długofalowo jednak, aby się czuć lepiej potrzeba myśleć lepiej. I wtedy okazuje się, że alkohol jest zbędny.
Religia jest u nas na bardzo poważnie, wiele tu cierpienia, lęku, strachu i poczucia winy. Zabawa w polskim wydaniu Katolicyzmu raczej nie przystoi, za to w Meksyku nawet 1-wszy listopada jest świętem radosnym. Religia ta sama, różny sposób myślenia. Gospel to pieśni pełne radości, u nas nawet Boże narodzenie jest często na smutno. Zamiast cieszyć się, że Bóg się rodzi śpiewamy, że płacze z zimna. Kilka lat temu w mieście postawiono przed świętami anioły – ponure z opuszczonymi głowami… W religii jest masa przestrzeni, a wręcz przykazania na zabawę i radość, zawiera się choćby w słowach: „Oto jest dzień, który dał nam Pan, weselmy się i radujmy się w nim”. Religia w swoim założeniu dba o dobrostan ducha i – w efekcie – ciała. Z biegiem lat jednak stała się często narzędziem zastraszania i kontroli społeczeństwa… W naszym polskim wydaniu w dużej mierze jest podstawą blokad przed zabawą.
Przyjemność kontra radość.
Temat na osobny wpis… Więc na szybko. Zarówno przyjemność i radość związane są z natychmiastową nagrodą tu i teraz. Przyjemności jednak często się wstydzimy, o radości można z dumą opowiadać, bez wstydu czy strachu, że ktoś rozpowie w pracy co robiliśmy, albo nas nagrał telefonem i wrzuci to do sieci… Radość – eudaimonia: eu – dobry, daimonion – duch. Hedonia – przyjemność, często związana z niemiłymi czy niezdrowymi konsekwencjami. Grecy już te pojęcia rozróżniali, jednak do dziś bardzo powoli się uczymy różnic, choć minęło jakieś 2500 lat… Kwestia natychmiastowej nagrody jest związana m.in. z dopaminą i bardzo pierwotnymi mechanizmami biologicznymi. W przeciwieństwie do zwierząt, oprócz mózgu mamy też rozum.
Śmiech bez dowcipów?
Warto otaczać się ludźmi, którzy często się śmieją i są radośni. Ich energia jest zazwyczaj silniejsza i – nawet jeśli nam jest trudniej – to się udziela bo działają neurony lustrzane. Odzwierciedlamy emocje innych. Dlatego tak ważne jest kim się otaczamy.
Jak to działa? Opowiadałem kiedyś kawał w towarzystwie, zanim jednak doszedłem do pointy to zacząłem tak potężnie się śmiać, że mnie zatkało. Trudno było złapać mi oddech. Ludzie najpierw nieco osłupieli, spoważnieli, zastanawiając się czy wszystko jest ok i jak dobry musi być ten kawał. Czas mijał, a ja bez zmian. Powoli zaczęli się uśmiechać. Po kolejnych kilku chwilach wszyscy solidnie się śmiali i trwało do momentu aż sam odzyskałem oddech i możliwość mówienia. Nic śmiesznego się nie wydarzyło, to był śmiech bezwarunkowy i wszystkim się udzielił. Kiedy dokończyłem kawał było go znacznie mniej. Dziś taką sytuację umiem świadomie wywołać, choćby przypominając sobie tamto spotkanie.
Kiedy ostatni raz śmiałeś się tak, że Cię brzuch bolał?
Można śmiać się bezwarunkowo. Są sposoby aby odpalić śmiech bez czegoś „śmiesznego”. Malutkie dziecko się śmieje, ale nie ma jeszcze „poczucia humoru”. Czyli da się. Są techniki i można się tego nauczyć, jedną z nich jest wymawianie śmiechowych głosek „hihihi”, „hahaha”, „hyhyhy”. Połączenie „h” z dowolną samogłoską w którymś przypadku może dać efekt… Początkowo może wydawać się to dziwne, jak to przetrwamy to po chwili często włącza się naturalny śmiech. Są to sposoby używane np. przez aktorów czy na zajęciach terapii śmiechem.
Jeśli bezwarunkowy śmiech jest na tym etapie zbyt trudny to – poza trenowaniem – oczywiście warto sięgnąć po rzeczy, które w nim pomogą. Świetnie aby było to spotkanie na żywo z ludźmi. W razie trudności pozostają komedie, skecze, stand-up’y czy śmieszne kotki na telefonie. To ostatnie warto robić to jednak bardzo świadomie, aby z planowanych 5 minut nie zrobiło się ich 45… A dlaczego tak trudno jest przerwać i odłożyć telefon piszę tutaj.
Zawsze jest dobry moment żeby się bawić. I tu wchodzą kolejne ograniczające przekonania… Zabawa i radość są pierwszymi rzeczami, z których rezygnujemy w trudnych chwilach. Tymczasem radość i zabawa dodają nadziei, poprawiają kreatywność i przysparzają energii do działania.
Można się spotkać z opiniami, że „nie wypada”, że „w tym wieku”. Tymczasem wypadałoby powiedzieć na przekór, że właśnie wypada. Badacze udowodnili naukowo, że zabawa ma bardzo duży wpływ na radzenie sobie z trudnościami, nawet taki wielkimi jak choroba nowotworowa. Niektórzy więźniowie obozów koncentracyjnych nawet tam znajdowali możliwość zabawy…
Zabawa zazwyczaj związana jest z wykonywaniem czynności witalnych, których temat rozszerzam tutaj.
Zabawa jest jedną z najzdrowszych i najcenniejszych rzeczy jakie warto robić, a wręcz – rzadko świadomie i celowo używam tego słowa – powinniśmy się bawić. Korzyści są ogromne. Dla nas i naszego otoczenia. Więc bawcie się dobrze 🙂
Artykuł inspirowany wykładem dra Mariusza Wirgi, który specjalizuje się w Racjonalnej Terapii Zachowania i pomaganiu osobom chorym na raka oraz ich bliskim. Jest współautorem książki “ABC Twoich emocji”, którą bardzo polecam.

[…] Ludzie przestają się bawić nie dlatego, że się starzeją, tylko starzeją się bo przestają się bawić. Z naukowego i psychologicznego punktu widzenia zabawa jest jedną z najzdrowszych rzeczy jakie można robić. Dla ciała i dla psychiki. Jak więc bawić w każdym wieku się bez alkoholu, wstydu czy wyrzutów sumienia? […]